63-latek konał kilkadziesiąt godzin

63-latek z Zagórza bardzo cierpiał i desperacko szukał pomocy. Krewni dwukrotnie próbowali dostać się do sanockiego szpitala, ale lekarka dyżurująca na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nie widziała przesłanek, aby przyjąć na oddział chorego 63-latka. Fot: Martyna Sokołowska

SANOK, KROSNO. Rodzina chorego mężczyzny, który bardzo cierpiał, dwukrotnie próbowała dostać się z nim do szpitala, ale lekarka nie widziała przesłanek, aby przyjąć go na oddział.

Specjalny zespół biegłych będzie wyjaśniał przyczyny śmierci 63-letniego mężczyzny spod sanockiego Zagórza, który zmarł kilkadziesiąt godzin po odesłaniu go z sanockiego SOR-u. Krewni mężczyzny dwukrotnie próbowali dostać się z nim do szpitala, ale lekarka nie widziała przesłanek, aby przyjąć go na oddział. Kiedy po dwóch dniach mężczyzna trafił pod opiekę krośnieńskich specjalistów, na pomoc było już za późno. Zmarł w powodu sepsy. Okoliczności tego tragicznego zdarzenia wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Krośnie.

5 lutego rodzina zmarłego złożyła w krośnieńskiej prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa poprzez narażenie zdrowia i życia 63-latka przez personel szpitalnych oddziałów ratunkowych w Sanoku i Lesku.

Śledczy badają dwa wątki – narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślne spowodowanie śmierci.

Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. – Musimy ustalić okoliczności śmierci, później można ewentualnie oceniać, czy zachowanie lekarzy było prawidłowe, czy nie – wyjaśnia Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Rejonowej w Krośnie.

7 lutego w Collegium Medicum w Krakowie odbyła się sekcja zwłok 63-latka. Beata Piotrowicz informuje, że do wyjaśnienia przyczyn śmierci mężczyzny konieczne będzie zasięgnięcie opinii biegłych. W skład zespołu wejdą lekarze kilku specjalności, którzy na podstawie zebranej dokumentacji ocenią zasadność postępowania lekarzy, którzy przed śmiercią mieli kontakt ze zmarłym 63-latkiem. – Będzie to kluczowa dla wyjaśnienia okoliczności zdarzenia opinia – podkreśla.

Prokuratura zabezpieczyła dokumentację medyczną ze wszystkich ośrodków, w których w ostatnich dniach przebywał zmarły. – W dalszym toku śledztwa przesłuchiwani będą świadkowie, w tym rodzina, lekarz oraz personel medyczny ze wszystkich trzech szpitali, w których szukał pomocy 63-latek – dodaje prokurator.

Konał kilkadziesiąt godzin

Relacja rodziny zmarłego 63-latka jest dramatyczna. Wszystko zaczęło się w sobotę 2 lutego. Mężczyzna źle się czuł, skarżył się na silne bóle brzucha. Rodzina wezwała karetkę. Mężczyzna trafił na SOR, lekarka dyżurna zleciła badania krwi i USG.

Pani doktor stwierdziła, że prawdopodobnie ma kolkę nerkową – mówi Piotr Pastyrzak, syn zmarłego 63-latka.

– Tata bardzo cierpiał, dosłownie zwijał się z bólu. Poprosiłem pielęgniarkę o coś przeciwbólowego, ale w odpowiedzi usłyszałem, że lekarka niczego nie zapisała, więc nie może podać leku – opowiada Piotr Pastyrzak.

Mężczyzna miał dreszcze i drgawki, zaczęły się duszności. Na SOR został wezwany chirurg. USG wykazało zmiany w okolicach pęcherza moczowego.

– Chirurg chciał skonsultować wyniki z lekarzem z oddziału wewnętrznego. Stwierdził, że ojciec musi zostać przyjęty do szpitala, tylko trzeba zdecydować na jaki oddział – opowiada syn zmarłego 63-latka.

– Po badaniach i konsultacjach na wewnętrznym pani doktor podała tacie kroplówkę i ku naszemu zdziwieniu wypisała go do domu z receptą – relacjonują krewni zmarłego 63-latka.

Stan mężczyzny stale się pogarszał, zaczynał tracić świadomość, miał problemy z mówieniem. Krewni ponownie udali się na sanocki SOR. Tutaj pomiędzy lekarką a rodziną pacjenta wywiązała się kolejna kłótnia. 63-latek ponownie nie został przyjęty do sanockiego szpitala.

Noc na SOR w Lesku

Rodzina pojechała z chorym 63-latkiem na SOR do Leska. Na oddział mężczyzna został przyjęty około pierwszej w nocy.

– Lekarz poprosił nas o wypis z Sanoka i chyba się nim zasugerował, bo nie zlecił żadnych badań, podali jedynie leki. Powiedział, że tata zostanie na SORze, bo rodzi kamień.  

Następnego dnia rano mężczyzna został wypisany z oddziału.

– Mówił, że czuje się nieco lepiej, ale od lekarzy dowiedzieliśmy się, że ból powróci, bo tata nie urodził kamienia – opowiada pan Piotr.

Rodzina dostała wypis i skierowanie do Krosna na urologię.

Po ratunek do Krosna

Rodzina postanowiła szukać pomocy w szpitalu w Krośnie. Podczas podróży mężczyzna zaczął słabnąć. Rodzina pojechała na pogotowie w Rymanowie. Stąd 63-latek został zabrany karetką do szpitala w Krośnie.

–  Okazało się, że w jelitach jest powietrze, a w moczowodzie kamień. Po kilku dodatkowych badaniach u taty zdiagnozowano sepsę. Kamyk od nerki zatkał moczowody mocz i bakterie dostały się do krwi – relacjonuje

Stan mężczyzny był bardzo ciężki. Był we wstrząsie septycznym, miał duszności, niskie ciśnienie i niewydolne nerki i serce, zapadł w śpiączkę. Trafił na Oddział Intensywnej Terapii, gdzie w poniedziałek rano miał przejść operację.

– Około siódmej wyjechaliśmy do Krosna, operacja była zaplanowana na ósmą. W połowie drogi brat zadzwonił do męża, że właśnie dostał telefon ze szpitala, że tata nie przeżył… – relacjonuje Karolina Banaś-Pastyrzak, synowa zmarłego mężczyzny.

– Od lekarki dowiedzieliśmy się, że przyczyną śmierci było nagłe zatrzymanie krążenia spowodowane posocznicą, wstrząsem septycznym oraz kamicą nerkową – informuje Piotr Pastyrzak.

Krewni zmarłego 63-latka są zszokowani zachowaniem lekarki z sanockiego SOR-u.

– Na SORze w Sanoku człowiek czuje się jak intruz – zarówno pacjent jak i rodzina. Trzeba zapierać się nogami i rękami, aby ktokolwiek zechciał cię wysłuchał – najpierw w dyspozytorni, a później na oddziale. To naprawdę ciężkie zadanie dostać się na SOR… – uważa Michał Pastyrzak.

– Być może gdyby tatą wcześniej lekarze w Sanoku i Lesku zajęli się tak jak trzeba, nie znalazłby się w tak tragicznym stanie… – dodaje Karolina Banaś-Pastyrzak.

Szpital w Sanoku: nieprawidłowości nie było

W sanockim szpitalu dobiegła końca wewnętrzna kontrola w sprawie śmierci 63-latka.

– Po analizie i ocenie zebranych w sprawie materiałów, w tym dokumentacji medycznej, nie stwierdzono nieprawidłowości w procesie leczenia pacjenta – informuje Henryk Przybycień, dyrektor sanockiego szpitala w oświadczeniu przesłanym do mediów.

– W toku postępowania medycznego niewątpliwie przeprowadzona została szeroka diagnostyka oraz konsultacje z lekarzami specjalistami z zakresu chirurgii chorób wewnętrznych, których wyniki nie dawały podstaw do hospitalizacji. Pacjent został wypisany w stanie ogólnym dobrym z zaleceniami w zakresie lekoterapii oraz osobiście poinformowany został o celowości i konieczności ponownego zgłoszenia się do szpitala w przypadku pogorszenia się stanu zdrowia. Ponowny przyjazd pacjenta do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego SPZOZ w Sanoku nastąpił po około godzinie od wypisu, na wyraźne zalecenie lekarza tego Oddziału na podstawie przekazanej telefonicznie przez rodzinę pacjenta informacji o pogorszeniu jego stanu. Po przybyciu na Oddział lekarz zaproponował przyjęcie pacjenta w celu ponownego przebadania, przy czym rodzina pacjenta zdecydowała o rezygnacji z leczenia w Szpitalu w Sanoku. Z uwagi na toczące się przed Prokuraturą Okręgową w Krośnie postępowanie i ograniczenia proceduralne, nie możemy ujawniać bardziej szczegółowych informacji – napisał Henryk Przybycień.

Stanowisko wobec tragedii zajął także Robert Płaziak, dyrektor szpitala w Lesku.

– Została zabezpieczona dokumentacja i przeprowadzone rozmowy wyjaśniające z personelem. Wyjaśniam że, pacjent trafił do Leskiego Szpitala na SOR, w niedługim czasie po pobycie w innej jednostce leczniczej. W naszym szpitalu podjęto stosowne leczenie, rano pacjent opuścił SOR w stanie ogólnym dobrym, bez dolegliwości. Otrzymał skierowanie do dalszego leczenia w oddziale specjalistycznym, ponieważ SP ZOZ w Lesku nie posiada takiego oddziału specjalistycznego w swojej strukturze – wyjaśnia dyrektor leskiego szpitala.

Martyna Sokołowska

2 Responses to "63-latek konał kilkadziesiąt godzin"

Leave a Reply

Your email address will not be published.