
Dramat 22-letniej dziś dziewczyny, jak opowiadała śledczym, rozpoczął się, gdy miała zaledwie 13 lat.
To, co mogło dziać się w jednym z domów w pow. przeworskim nie mieści się w głowie. Ojciec, 46-letni Stanisław K., miał latami gwałcić swoją córkę. Kobieta dopiero niedawno zdecydowała się opowiedzieć śledczym o tym, co przeżyła pod jednym dachem z ojcem gwałcicielem. Ta bulwersująca sprawa toczy się aktualnie przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Na piątek zaplanowano trzecią rozprawę w procesie. Sąsiedzi Stanisława K. są w szoku. Przez tyle lat nikt o niczym nie wiedział…
Jedziemy do Ubieszyna, maleńkiej wsi w powiecie przeworskim. Niewiele domów, każdy zna się z każdym. Choć cały Ubieszyn doskonale wie o sprawie, mieszkańcy niezbyt chętnie dają przekonać się do rozmowy. Ważą każde słowo. Nie chcą osądzać sąsiada, ale to co miało dziać się „za płotem” – jak sami przyznają – nie mieści się w głowach. – O takich rzeczach słyszy się w telewizji, czyta w gazetach, ale nikt z nas nie przypuszczał, że coś takiego może się dziać w sąsiedztwie – przyznaje mieszkanka Ubieszyna, którą spotykamy nieopodal sklepu. Na początku niechętnie, ale opowiada nam w końcu o rodzinie K., zaznaczając, żeby absolutnie nie podawać jej imienia. – Ludzie są w szoku. Nikt tu naprawdę o niczym nie wiedział. To taka normalna rodzina. Mieszkali w osiem osób. Ten Staszek z żoną i piątką dzieci: trzech chłopaków i dwie córki oraz teściowa, którą się opiekują. Iza [imię pokrzywdzonej kobiety zostało zmienione – dop. red.] ma brata bliźniaka, już długo tu nie mieszka. Wyszła za mąż i wyjechała za mężem gdzieś daleko. To taka miła, spokojna, pracowita dziewczyna, zawsze się kłaniała, porozmawiała chwilę. Często widywałam ją, gdy szła od autobusu, wracając ze szkoły czy jak pracowała w ogrodzie. Nigdy się nie skarżyła, że coś złego się w domu dzieje, to i każdy myślał, że u nich jak w każdym domu tutaj – po prostu normalnie.
Z twardą ręką do dzieci
Stanisław K. ma raczej dobrą opinię we wsi. „Pracowity” – słyszymy za każdym razem, gdy o niego pytamy. – Domy ocieplał, z nikim zwady nie miał. Synowie są bardzo za nim, wspólnie pracowali – opowiada starszy mężczyzna.
Nieco inny obraz rodziny K. wyłania się, gdy dopytujemy w najbliższym sąsiedztwie. – Wie pani, on to raczej porywczy człowiek – przyznaje sąsiad. – Surowo dzieci wychowywał, dyscyplinę w domu trzymał i nieraz na nie rękę podnosił. Wiem, że do szkoły był wzywany, bo dzieciaki z siniakami chodziły – mówi sąsiad. – Ale prawdę mówiąc nie chce mi się wierzyć, żeby gwałcił córkę. Przecież coś takiego prędzej czy później by wyszło. Tyle osób mieszka w takim małym domu i naprawdę nikt by nic nie zauważył? Jak to w ogóle możliwe?
Mieszkańcy Ubieszyna przyznają, że o tym, do czego miało dochodzić w domu państwa K. dowiedzieli się z lokalnej prasy.
– Nie wierzyliśmy, gdy ukazał się artykuł. Ani dzieciaki nic nie pisnęły, ani żona Staszka. Zresztą ona opiekuje się matką, praktycznie nigdzie nie wychodzi, bo nie ma na to czasu, rzadko w ogóle z kimś rozmawia – opowiada sąsiadka. – Wprawdzie Staszek nagle zniknął ze wsi, ale wszyscy myśleli, że może za chlebem pojechał. A tu gruchnęło, że zatrzymany, że podejrzany o gwałty i to na rodzonej córce! Jedni w to wierzą, inni mówią, że to bujda i rozdmuchana sprawa. Wie pani, że córka zmyśla. Tyle że Staszka już długie miesiące tu nie ma w Ubieszynie, bo w areszcie siedzi. Więc coś chyba musiało być na rzeczy, bo niewinnych ludzi przecież nie zamykają. – Tylko dlaczego ta córka tak długo zwlekała, dlaczego nie szukała gdzieś pomocy – wtrąca się starszy mężczyzna. – Może dziecko się bało, bo dokąd pójdzie z rodzinnego domu – zastanawia się. – Teraz, gdy już dorosła, usamodzielniła się i co najważniejsze nie mieszka już z nimi, było jej łatwiej. Ma męża, wsparcie, jest z daleka od domu. Nikt nie wie jakby się zachował na jej miejscu. Czy byłby śmiały do rozpowiadania o takich rzeczach. Biedna dziewczyna, jeżeli to wszystko prawda, bo jak tu żyć z takim piętnem. Ale to niech już sąd osądzi czy Staszek winny czy niewinny, nie nam wyrokować.
Córka poszła na policję
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Przeworsku. Zawiadomienie o gwałtach złożyła na ojca sama córka. – Postępowanie w tej sprawie było prowadzone z zawiadomienia pokrzywdzonej – potwierdza prok. Jacek Staszczak, prokurator okręgowy w Przemyślu.
Śledczy ze względu na „delikatny” charakter sprawy i dobro pokrzywdzonej kobiety niechętnie wypowiadają się o ustaleniach poczynionych w trakcie trwania śledztwa. – Oskarżony ma zarzut gwałtu na osobie poniżej 15. roku życia, osobie najbliższej – przyznaje prokurator Staszczak.
Zarzut zawarty w akcie oskarżenia sporządzonym przeciwko Stanisławowi K., który trafił do sądu w kwietniu tego roku mówi o „czynie wielokrotnym” obejmującym okres od 2009 do października 2016 r. Trwający 7 lat koszmar dziewczyny miał się więc rozpocząć gdy miała zaledwie 13 lat, a do gwałtów miało dochodzić przez ten czas wielokrotnie. Nie wiadomo, czy Stanisław K. przyznał się do zarzuconych mu czynów i jak tłumaczył się śledczym podczas przesłuchania. Nie wiadomo też co zeznaje przed sądem, bo proces Stanisława K., który toczy się już w Sądzie Okręgowym w Przemyślu jest niejawny. Na piątek 20 lipca została zaplanowana trzecia już rozprawa. Na poprzedniej zeznawała między innymi córka mężczyzny. Stanisław K. został doprowadzony na nią z aresztu śledczego, w którym przebywa od kilku miesięcy. Grozi mu 15 lat pozbawienia wolności.
Katarzyna Szczyrek


