
STALOWA WOLA. W powiatowej lecznicy z dużymi długami lekarze zarabiają kilka razy więcej niż w renomowanych klinikach. Dyrektor namawia ich do powściągnięcia zarobkowego apetytu, ale żaden się nie zgadza.
Powiatowy Szpital Specjalistyczny ma długi, które zdaniem zarządzającego nim Edwarda Surmacza, stawiają placówkę w ekonomicznej upadłości. Niższy personel ledwo wiąże koniec z końcem, co jest efektem nieudanej restrukturyzacji ekonomicznej lecznicy. Za to lekarze sobie nie żałują. – Pierwszego dnia pracy odmówiłem podpisania wypłaty lekarzowi, który wyliczył swoje miesięczne zarobki na 72 tys. zł – mówił Surmacz na sesji Rady Powiatu. Radnym szczęki opadły.
Kilkanaście dni temu ze stanowiska dyrektora szpitala został odwołany Mirosław Leśniewski. Lecznicą kierował raptem 1,5 roku. W wyniku konkursu stery objął po… Surmaczu. Teraz Surmacz pełni obowiązki dyrektora i czeka na konkurs.
„Kominiarze” w kitlach i wielkie długi
Leśniewski odszedł, gdy zmieniły się władze powiatu. Janusz Zarzeczny, starosta stalowowolski, jest zdania, że w krótkim czasie swoich rządów Leśniewski doprowadził nie tylko szpital na skraj bankructwa, ale też do waśni wśród załogi. Te wywołały olbrzymie różnice płacowe. Teraz ujawnia to Surmacz, który zaraz po swoim wejściu do gabinetu dyrektora zarządził audyt.
W oczekiwaniu na jego wyniki, dzieli się z władzą powiatową pierwszymi spostrzeżeniami materii ekonomicznej. Włos się od nich jeży. Przynajmniej od tego, co powiedział na ostatniej sesji Rady Powiatu.
– Długi szpitala na koniec 2014 r. wyniosły 28 mln zł, w tym zobowiązania wymagalne 9,4 mln zł – uświadamiał radnych Edward Surmacz. – Zakładając nawet, że NFZ odda szpitalowi 9 mln zł za nadprogramowe usługi, to w języku ekonomistów, szpital i tak jest w upadłości ekonomicznej.
To jeszcze nie było nic szokującego. Dech zapierała wyliczanka, ile to zarabiają lekarze pracujący w było nie było, powiatowej lecznicy. Kilkadziesiąt tysięcy zł za miesiąc medycznych usług, nie jest czymś wyjątkowym. – Jeden z lekarzy w lipcu wystawił fakturę na 80 tys. zł – szokował pełniący obowiązki dyrektora PSS. Takich lekarzy pozostali pracownicy nazywają „kominiarzami”. Surmacz ma zlikwidować kominy płacowe, ale stoi przed niezwykle trudnym zadaniem. Próbował negocjować obniżkę pensji z niektórymi specjalistami, ale żaden się nie zgodził. Jeżeli znajdą się następcy, obecni dostaną wypowiedzenia.
Chaos w lecznicy już jest od dawna
Głos w dyskusji zajął Robert Fila, były starosta stalowowolski, a obecny radny. Najpierw wypomniał Surmaczowi, że gdy on odchodził, długi szpitala też nie były małe. Później jednak przyznał, że nie wtrącał się do polityki płacowej odwołanego dyrektora. Filę co prawda informacje o zarobkach lekarzy szokują, ale zauważył, że najwięcej zarabiają chirurdzy naczyniowi, a akuratnie do nich ustawiają się kolejki. – Zwalnianie ich spowoduje chaos – powiedział były starosta.
Jerzy Mielniczuk



7 Responses to "80 tys. zł za miesiąc pracy w powiatowej lecznicy"