9 lat koszmaru

Sprzedano im cudzą własność. Do dziś walczą o odszkodowanie! Fot. Paweł Dubiel/ TV Lubaczów

Tą sprawą żyły media w Polsce. Ponad 20 lat temu Marta Murawska kupiła od Gminy Oleszyce mieszkanie. Razem z mężem wyremontowała je, planując spokojne życie we własnych czterech kątach. Wtedy okazało się, że ich właścicielem jest ktoś inny. Po latach sądowych batalii już wiadomo, że gmina nie miała żadnych praw do nieruchomości. Pani Marta chciałaby uzyskać rekompensatę za poniesione straty – nie tylko finansowe. Nie może jednak porozumieć się z burmistrzem. Czy strony czeka kolejna wieloletnia walka na sali sądowej?

Wszystko zaczęło się… w 1999 r. – Kupiłam mieszkanie od Urzędu Miasta i Gminy w Oleszycach. Notariusz wynajęta przez gminę przygotowywała dokumenty. Nie dostałam nawet mapek z informacją, na jakiej działce leży mieszkanie. Gdy o nie dopytywałam usłyszałam, że za miesiąc czy dwa dołączą, bo pani notariusz nie mogła tego znaleźć. Chodziłam za nimi do urzędów jeszcze długo, ale ciągle nie było. W końcu zrezygnowałam – wspomina pani Marta Murawska.

Nieruchomość wymagała generalnego remontu. – Nie było łazienki. Wszystko się sypało. Zmieniliśmy instalację, podłogi, okna, sufity – wylicza Janusz Stadnicki, mąż pani Marty. Wszystkie zarobione pieniądze inwestowali w mieszkanie. Gdy przeszło totalną metamorfozę, zamiast się cieszyć, otrzymali informację, która kolejne 9 lat ich życia zamieniła w koszmar.

19 grudnia 2011 r. pani Marta dostała pismo, z którego wynikało, że kupione przez nią na własność 48 mkw, należy do kogoś innego. Burmistrz powtarzał, że to pomyłka i i z pewnością nikt nie wyrzuci ich z mieszkania. Obiecał wszystko wyjaśnić. Tymczasem pani Murawska otworzyła kolejny list… i przedsądowe pismo o eksmisję.

– Właścicielką lokalu okazała się pani mieszkająca na Śląsku. Porządkując sprawy spadkowe, dowiedziała się o nieruchomości. Odziedziczyła ją po matce, która przed laty pracowała w Urzędzie. Posiadała akt notarialny, z którego wynikało, że w latach 50 legalnie je kupiła. Gmina natomiast nie dysponowała żadnym dokumentem, potwierdzającym, że nieruchomość, jak i sklep, który gmina wynajmowała kiedykolwiek do niej należały – oburza się pani Marta. – Sprzedała nam cudzą własność – kwituje pan Janusz. Próbowano problem rozwiązać. – Gmina chciała to zająć przez zasiedzenie, choć nie miała do tego żadnych podstaw. W trakcie rozpraw sądowych na jaw wyszły jeszcze inne kwestie. Ujawniono, że sprzedano mi grunt z wieczystym użytkowaniem, na którym jest 11 mieszkań i jeden sklep – słyszymy.

– Burmistrz powinien zachować się honorowo i naprawić wyrządzone nam krzywdy, a ciągle „kładzie kłody pod nogi”, zamiast polubownie wypłacić odszkodowanie!- mówią Marta Murawska i Janusz Stadnicki

Bez porozumienia

– Szukamy różnych możliwości. Według naszej oceny to mieszkanie powinno być własnością gminy. Patrząc na dokumenty, nie wiem, czy sąd właściwie odnosi się do tego wszystkiego. Mam ogromne wątpliwości – mówił jeszcze rok temu burmistrz Andrzej Gryniewicz.

– Deklarował też, że jeżeli gmina przegra, sprawa zostanie polubownie załatwiona, a my otrzymamy odszkodowanie. Pisałam w tej sprawie pisma jeszcze w 2017 r. i później. Burmistrz stwierdził, że jak chcemy pieniądze, czeka nas tylko droga sądowa. Dziś wiem, że nas oszukiwali. Chodziło im o to, żeby wszystko przeciągnąć, aby sprawa uległa przedawnieniu i żebyśmy nie mogli starać się o odszkodowanie – tłumaczy.

Sąd zobowiązał strony do tzw. ugody przedsądownej. – Nie doszło do niej, bo gmina proponowała między 60 a 80 tys. zł za odszkodowanie, zadośćuczynienie, oraz zwrot nielegalnie pobranego podatku – mówi pan Janusz. Mieszkańcy felernego lokalu oczekiwali 200 tys. zł. – To mieszkanie własnościowe, bezszynowe, położone w centrum. Kamienica z zewnątrz może jest zniszczona, ale w środku wszystko wyremontowaliśmy. Na wolnym rynku takie nieruchomości kosztują od 170 do 200 – 230 tys. zł – przekonuje mąż pani Marty. – Do tego zmarnowali nam 9 lat życia! Żona zaczęła chorować na nadciśnienie. Ciągle chodzimy po sądach, nie możemy wyjechać za granicę do pracy. Jesteśmy ubezwłasnowolnieni – kwituje.

Gmina przegrywa

Jak dziś wygląda sytuacja? Sprawa o eksmisję pozostaje zawieszona do chwili rozwiązania pozostałych. Z kolei ta o zasiedzenie zakończyła się na początku roku przegraną gminy. Burmistrz nie zmienił jednak swojego stanowiska: – Nie zgadzam się z ani jednym wyrokiem. Twierdzenie, że gmina sprzedała cudzą własność, biorę w duży cudzysłów. Obecny właściciel ma dziś o prawie 200 mkw więcej, a nie wynika to z ewidencji gruntów. Tymczasem w sądzie ten problem nie jest poruszany! Trudno uwierzyć w to, co się dzieje, ale mamy system prawny jaki mamy i nie mam na to wpływu – oświadcza Andrzej Gryniewicz.

Pani Murawska wniosła pozew cywilny o odszkodowanie, domagając się 50 tys zł zadośćuczynienia oraz 230 tys. zł – za mieszkanie, bezprawnie pobrany podatek i odsetki karne. – Odbyła się już 3 rozprawa, ale gmina nadal wszystko utrudnia, kłamie, a nawet nastawia przeciwko nam osoby, które wzywamy na świadków – mówią pani Marta i pan Janusz.

– Po pierwszej rozprawie burmistrz i radca gminy zobowiązali się do polubownego załatwienia naszej sprawy. Radca stwierdził, że poprzednio proponowana kwota była pomyłką. Sędzia to zaprotokołował. Poczułam ulgę. Myśleliśmy, że nasza gehenna się skończy. Prawnik gminy w ciągu tygodnia miał określić wysokość zadośćuczynienia, ale przez miesiąc się nie odzywał. W końcu napisał, że sprawę oddał burmistrzowi -relacjonuje kobieta. – Minęło 45 dni, gdy 14 października odbyła się kolejna rozprawa. Tuż przed nią usłyszałam, że mogę liczyć tylko na 10 tys. zł zadośćuczynienia, a co do odsetek karnych i pozostałych kwot – nic. Poza tym to gmina chce wybrać rzeczoznawcę, który wyceni mieszkanie, mimo, że wcześniej ustaliliśmy, że ja go wybiorę, a oni poniosą koszty i nie będą podważać opinii – kontynuuje. Podkreśla, że to ona jest w całej sytuacji ofiarą, a cały czas stawia się jej warunki. – Zniszczono mi opinię w Oleszycach. Nasyłano różne urzędy. Moje zdrowie podupadło. Dla mnie te 10 tys. to jałmużna! – oburza się.

Burmistrz ma swoje zdanie. – To wybujałe kwoty. Takie wyciąganie z gminy środków publicznych, które muszą być racjonalnie wydane, jest nie w porządku. Nikt nie podważa tego, że gmina kiedyś sprzedała mieszkanie, ale pani Marta otrzymała pewnego rodzaju bonifikatę, bo nabyła je za 4290 zł. Ja wiem, jakie są ceny mieszkań. Podpytywałem biegłego. Bierze się średnią okolicznych nieruchomości, ocenia stan budynku, itd. – wylicza Andrzej Gryniewicz. – Tymczasem biegły jednoznacznie określił stan budynku jako zły. Wiem, że każdy ma swoje argumenty, ale ja nie mogę sam sobie wymyślić, ile warta jest ta nieruchomość – dodaje.

A czy pani Murawskiej nie należy się wyższe zadośćuczynienie? – dopytujemy. -Wolę tego nie komentować. Niech to ocenia rada, społeczeństwo – odpowiada włodarz gminy.

– Dostałem tę sprawę „w spadku”, ale nie uciekam od odpowiedzialności. Tylko że na początku pani Murawska i pan Stadnicki byli bardziej chętni do współpracy niż teraz- przekonuje Andrzej Gryniewicz, burmistrz Oleszyc

Koniec historii nie taki bliski

– Burmistrz powinien naprawić wszystkie krzywdy, a sam działa na niekorzyść mieszkańców. Przecież koszty kolejnych przegrane sprawy, odwołań, biegłych ponosi gmina – wyliczają nasi rozmówcy. – Niedawno jeden z radnych zapytał o naszą sprawę. Pan Gryniewicz powiedział radnym, że nadal są w toku. Napisałam do przewodniczącego RM o zajęcie stanowiska w sprawie odszkodowania, informując o zakończeniu wszystkich spraw sądowych prawomocnymi wyrokami – opowiada pani Marta.

Druga strona odpiera ten zarzut. – Już to wyjaśniłem z Radą i zarzuciłem tym, którzy są mało aktywni na sesjach czy komisjach, że nie słuchają tego, co się mówi. Mogę odtworzyć protokoły, w których informuję, na jakim jesteśmy etapie. A kiedy nie ma przełomu, to mam mówić co miesiąc to samo? – irytuje się.

Czy jest szansa na polubowne zakończenie tej historii? – Tak. Nigdy nie chciałem iść do sądu, bo ta droga zawsze jest uciążliwa – stwierdza Andrzej Gryniewicz. – Na 3 listopada mieliśmy umówione spotkanie w przedmiocie porozumienia się, co do odszkodowania z udziałem pani Murawskiej i jej pani mecenas oraz ze mną, radą i naszym radcą prawnym. Niestety, nasz mecenas się rozchorował i poprosiłem o przesuniecie terminu – tłumaczy. Jeżeli się uda, pod koniec listopada zostanie zorganizowane takie spotkanie. – Przecież mogłem powiedzieć, że nie chcę rozmawiać i niech to sąd rozstrzygnie, ale wyszliśmy naprzeciw ich oczekiwaniom. Nie mamy złych intencji – deklaruje włodarz Oleszyc.

– Sąd cały czas daje burmistrzowi szansę na polubowne zakończenie sprawy. Zobowiązał gminę do powołania komisji rewizyjnej, ale radni mogą się wypowiedzieć dzięki mojej inicjatywie – zauważa pani Marta.

Właściciele pechowego mieszkania nie są jednak pewni, czy tym razem zostaną uczciwie potraktowani. – Gmina złożyła wniosek o przedawnienie mojego pozwu, chociaż wniosłam go w odpowiednim terminie. Burmistrz chce uznania przez sąd umowy między stronami za bezskuteczną lub nieważną. Obawiam się, że sąd może się do tego przychylić, a wtedy zostanę bez mieszkania, i bez pieniędzy – nie ma złudzeń pani Marta. – Nieważne, jaki zapadnie wyrok. Mamy prawo apelacji oraz kasacji. Zmarnowali nam tyle lat, że im już nie odpuszczę. Nawet jeśli sprawa będzie musiała trafić do Strasburga – deklaruje pan Janusz. Zwrócili się do senator Lidii Staroń, Biura Interwencyjnej Pomocy Prawnej przy Kancelarii Prezydenta RP oraz Macieja Mitery, członka prezydium i rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa. Poprosili o nadzór nad sprawą. Sędzia Mitera odpowiedział. – Liczymy, że to pomoże i nasza sprawa zostanie poważnie potraktowana i otrzymamy rekompensatę za zmarnowane lata..

Wioletta Kruk

5 Responses to "9 lat koszmaru"

Leave a Reply

Your email address will not be published.