
LESKO. Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będzie lądował także przy leskim szpitalu. Przy placówce powstało lądowisko, dzięki któremu pomoc do najciężej chorych pacjentów dotrze szybciej i sprawniej.
Szpital musiał zbudować lądowisko, bo taki wymóg stawia NFZ, aby w placówce mógł funkcjonować Szpitalny Oddział Ratunkowy. Na budowę brakowało jednak pieniędzy. Kiedy więc w październiku ubiegłego roku udało się zdobyć 250 tys. zł z rządowej rezerwy budżetowej, lekarze i kierownictwo szpitala odetchnęli z ulgą. – Teraz jesteśmy pełnowartościowym szpitalem i możemy zapewnić mieszkańcom Leska oraz turystom najlepszą opiekę. Należy pamiętać o tym, że najważniejszy w leczeniu zdrowia czy ratowaniu życia pacjenta jest czas, a dzięki transportowi powietrznemu uda się go sporo zaoszczędzić – powiedział podczas otwarcia lądowiska Jan Długosz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Lesku.
Dziennie na leski oddział ratunkowy trafia kilkadziesiąt osób. Nie wszystkie urazy da się wyleczyć w Lesku czy pobliskim Sanoku. – Dzięki temu, że może u nas lądować helikopter, będziemy mogli szybko przetransportować pacjentów, którzy będą tego wymagać do innych placówek, gdzie otrzymają fachową pomoc i opiekę – uzupełnia dyrektor placówki.
Grzegorz Chudzik, naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR, cieszy się, że kolejny szpital w regionie ma lądowisko. Szczególnie teraz, kiedy zbliża się sezon turystyczny. Rocznie Bieszczady odwiedza około 130 tysięcy turystów.
– Czasem o zdrowiu lub życiu rannego decydują minuty. Dzięki temu, że przy szpitalach powstają lądowiska, skraca nam się czas transportu poszkodowanych i mieścimy się w tzw. złotej godzinie ratownictwa medycznego. Od momentu wypadku do chwili przekazania poszkodowanego w ręce lekarza specjalisty mija kilkadziesiąt minut, a nie jak wcześniej kilka godzin – mówi naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR.
Martyna Sokołowska


