Śmigłowiec ratunkowy wyląduje w Lesku

Lądowisko, które powstało przy leskim szpitalu, to szósty tego typu całodobowy obiekt na Podkarpaciu. Jego budowa kosztowała łącznie 546 tysięcy złotych. Fot. zoz sanok (archiwum)
Lądowisko, które powstało przy leskim szpitalu, to szósty tego typu całodobowy obiekt na Podkarpaciu. Jego budowa kosztowała łącznie 546 tysięcy złotych. Fot. zoz sanok (archiwum)

LESKO. Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będzie lądował także przy leskim szpitalu. Przy placówce powstało lądowisko, dzięki któremu pomoc do najciężej chorych pacjentów dotrze szybciej i sprawniej.

Szpital musiał zbudować lądowisko, bo taki wymóg stawia NFZ, aby w placówce mógł funkcjonować Szpitalny Oddział Ratunkowy. Na budowę brakowało jednak pieniędzy. Kiedy więc w październiku ubiegłego roku udało się zdobyć 250 tys. zł z rządowej rezerwy budżetowej, lekarze i kierownictwo szpitala odetchnęli z ulgą. – Teraz jesteśmy pełnowartościowym szpitalem i możemy zapewnić mieszkańcom Leska oraz turystom najlepszą opiekę. Należy pamiętać o tym, że najważniejszy w leczeniu zdrowia czy ratowaniu życia pacjenta jest czas, a dzięki transportowi powietrznemu uda się go sporo zaoszczędzić – powiedział podczas otwarcia lądowiska Jan Długosz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Lesku.

Dziennie na leski oddział ratunkowy trafia kilkadziesiąt osób. Nie wszystkie urazy da się wyleczyć w Lesku czy pobliskim Sanoku. – Dzięki temu, że może u nas lądować helikopter, będziemy mogli szybko przetransportować pacjentów, którzy będą tego wymagać do innych placówek, gdzie otrzymają fachową pomoc i opiekę – uzupełnia dyrektor placówki.

Grzegorz Chudzik, naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR, cieszy się, że kolejny szpital w regionie ma lądowisko. Szczególnie teraz, kiedy zbliża się sezon turystyczny. Rocznie Bieszczady odwiedza około 130 tysięcy turystów.

– Czasem o zdrowiu lub życiu rannego decydują minuty. Dzięki temu, że przy szpitalach powstają lądowiska, skraca nam się czas transportu poszkodowanych i mieścimy się w tzw. złotej godzinie ratownictwa medycznego. Od momentu wypadku do chwili przekazania poszkodowanego w ręce lekarza specjalisty mija kilkadziesiąt minut, a nie jak wcześniej kilka godzin – mówi naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.