Areszt jest nieczynny, ale bandyci nie mogą spać spokojnie

Zatrzymani w Rzeszowie i okolicach bandyci nie trafią przez najbliższe trzy tygodnie do widocznego na zdjęciu budynku aresztu, bo ten jest remontowany. Policjanci muszą więc wozić przestępców do innych miast na Podkarpaciu. Fot. Wit Hadło
Zatrzymani w Rzeszowie i okolicach bandyci nie trafią przez najbliższe trzy tygodnie do widocznego na zdjęciu budynku aresztu, bo ten jest remontowany. Policjanci muszą więc wozić przestępców do innych miast na Podkarpaciu. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Oficer prasowy rzeszowskiej komendy tłumaczy, że brak aresztu to sytuacja przejściowa.

Prawdopodobnie największy na Podkarpaciu policyjny areszt mieszczący się w Komendzie Miejskiej Policji w Rzeszowie został zamknięty z powodu remontu. Czy to oznacza, że policjanci nie mają gdzie trzymać bandytów, czy osób niemieszczących się w izbie wytrzeźwień? Nie. Jednak policjanci przyznają, że jest ciężko.

Gdy pod koniec służby bandyta zostaje zatrzymany, to trzeba go wieźć nawet kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę do innego miasta, a to z kolei wiąże się z przekroczonym czasem służby. – To nie praca, ale służba, więc czasem policjanci są wzywani alarmowo nawet w środku nocy. A godziny nadliczbowe będą funkcjonariuszom oddane – tłumaczy komisarz Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji.

– Aktualne prace w naszych budynkach przy ul. Jagiellońskiej to trzeci etap remontu w komendzie miejskiej, na który w całości dała pieniądze Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie – tłumaczy komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackich policjantów.

Komenda w Rzeszowie już od pewnego czasu zmienia swoje oblicze, wymieniane są drzwi, remontowane są pomieszczenia, które wyglądały często jak w skansenie. Mówiąc krótko, komenda nabiera blasku. – Prace remontowe trzeba było także przeprowadzić w aresztach choćby dla wyższego standardu, i policjanci na pewno to rozumieją. Trudno, żeby aresztowana osoba była osadzona w areszcie, który jest remontowany – mówi komisarz Szeląg.

Kilka godzin dodatkowej pracy
Funkcjonariusze opowiadają nam jednak, że wszelkiej maści bandytów trzeba od około tygodnia przewozić do m.in. Mielca, Dębicy, Ropczyc czy Strzyżowa. – Zatrzymujemy złodzieja np. o godzinie 15. Zanim go przewieziemy, minie co najmniej godzina, później trzeba wypełnić kwity, powrót kolejna godzina, a wielu z nas ma dom, rodzinę, dlatego jest to uciążliwe. A na drugi dzień, choć już w godzinach pracy, znowu trzeba pojechać po zatrzymanego, dajmy na to do Mielca, żeby go przesłuchać i kolejne godziny stracone. To dezorganizuje naszą pracę – mówi nam jeden z rzeszowskich policjantów proszący o anonimowość.

Komisarz Szeląg zapewnia, że sytuacja z brakiem aresztu jest przejściowa i potrwa jeszcze trzy tygodnie.

Grzegorz Anton

2 Responses to "Areszt jest nieczynny, ale bandyci nie mogą spać spokojnie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.