
II LIGA. Siarkowcy pomogli… Stali Stalowa Wola.
Nie trzeba oglądać meczów Realu Madryt, by dowiedzieć się, jak przeprowadzić atak błyskawiczny. Dwa podania wystarczyły tarnobrzeżanom do zdobycia zwycięskiej bramki w starciu z ROW-em Rybnik.
Rybniczanie atakowali, ale pod polem karnym Siarki stracili piłkę, która powędrowała do Jakuba Wróbla. Skrzydłowy doskonale się z nią „zabrał”, zostawiając w tyle stopera gości, po czym wyłożył futbolówkę Dorianowi Buczkowi. Ten nie mógł nie trafić z bliska do siatki. Akcję, którą można oglądać bez końca i pokazywać młodym piłkarzom, zrodziła roszada trenera Włodzimierza Gąsiora, który w przerwie kazał się zawodnikom zamienić miejscami na boisku. Sebastian Mandzelowski powędrował do środka, by uprzykrzać życie rozgrywającemu gości Markowi Krotofilowi. Wróbel z kolei zajął pozycję na lewej flance. – Uważałem, że po tej stronie można było coś zdziałać – wytłumaczył na konferencji prasowej najbardziej doświadczony szkoleniowiec II ligi. Nie ma drugiego trenera tak umiejętnie radzącego sobie w trudnych sytuacjach. Najstarsi kibice Siarki nie pamiętają, kiedy drużyna występowała w galowym stroju. W sobotę tarnobrzeżanie musieli sobie radzić bez kontuzjowanych Konrada Stępnia (w tym sezonie na boisko już raczej nie wróci), Szymona Martusia (też duży znak zapytania), Tomasza Przewoźnika i Daniela Koczona. Za kartki pauzował obrońca Bartosz Waleńcik. – Problemy to nasza specjalność – uśmiechał się gorzko Gąsior, który z konieczności wrzuca na głęboką wodę nastolatków. Tym razem w II lidze zadebiutował 18-letni wychowanek Siarki, Krzysztof Koselak.
Nie lubiąca dzielić się punktami (zaledwie pięć remisów) Siarka odniosła już trzynaste zwycięstwo. Więcej triumfów zanotowały tylko drużyny będące wyżej w tabeli, czyli te, które biją się o awans. – Byliśmy cierpliwi i konsekwentni. Nie odpuszczaliśmy rybniczanom, choć ci mają u siebie bardziej doświadczonych piłkarzy. ROW miał wiele rzutów rożnych i wolnych, ale niewiele zdziałał, bo nasi obrońcy i pomocnicy trzymali rękę na pulsie. Myślę, że kibice obejrzeli intensywny, dobry mecz walki – podsumował Gąsior. Wspomniane przez niego stałe fragmenty niepokoiły zwłaszcza w końcówce. Już w doliczonym czasie gry ROW wykonywał trzy kornery, a szczęścia próbował nawet bramkarz gości. Na szczęście, nie został drugim Sebastianem Nowakiem.
Trener rybniczan Dietmar Brehmer mówił krótko. – Przespaliśmy pierwszą połowę. Na drugą wyszliśmy bardziej pobudzeni, jednak, paradoksalnie, właśnie wtedy nadzialiśmy się na kontrę. Dobrze, że liga przyspiesza i już w środę będzie można się zrehabilitować – stwierdził.
Broniący się przed spadkiem ROW musi szukać punktów, Siarka znajduje się w dużo bardziej komfortowym położeniu – zespołowi Gąsiora bliżej do czołówki niż zagrożonej strefy. W środę tarnobrzeżanie zameldują się na boisku lidera. – Do derbów przygotowujemy się normalnie. Miło będzie zagrać przy światłach, na świetnie przygotowanej murawie, w obecności tysięcy kibiców. Mam nadzieję, że stworzymy dobre widowisko. Na tym najbardziej mi zależy – uśmiechnął się trener Siarki będący przecież jedną z legend mieleckiej Stali.
SIARKA Tarnobrzeg 1
ROW Rybnik 0
(0-0)
1-0 Buczek (62.)
SIARKA: Beszczyński – Grzesik, Sylwestrzak, Stefanik, Suchecki, Chłoń, Stromecki, Wróbel, Więcek (90. Koselak), Mandzelowski (80. Głaz) – Buczek (90. Krawczyk).
ROW: Kajzer – Krotofil, Broniewicz (80. Nowak), Płonka, Gojny, Mandrysz, Slisz, Jary, Muszalik, Dzierbicki (46. Musiolik) – Gładkowski.
Sędziował: Paweł Kukla (Kraków). Żółte kartki: Więcek, Stefanik, Stromecki, Wróbel – Jary, Krotofil. Widzów 400.
tsz
[print_gllr id=181784]


