
PODKARPACIE. Terapia medyczną marihuaną objęłaby nawet milion pacjentów.
We wrześniu wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas ostrzegał, że legalizacja marihuany do celów medycznych utoruje drogę do twardych narkotyków i podkreślał, że brakuje dowodów naukowych na jej leczniczą skuteczność. Teraz niespodziewanie podczas obrad sejmowej podkomisji ds. zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii zapowiedział szeroki dostęp do leczniczych konopi.
Zaproponował nawet, by każdy lekarz w Polsce mógł wystawić receptę na lek przygotowany przez farmaceutę, na razie tylko z marihuany sprowadzanej z zagranicy. W przyszłości zagranicznych dostawców mieliby zastąpić, według niego, polscy producenci. – Jesteśmy pierwszym rządem, który nie ucieka od rozwiązywania problemów z dostępem do preparatów z konopi indyjskich. Chcemy dać nadzieję pacjentom – mówił.
Niby można, ale…
Dziś leczenie medyczną marihuaną (np. padaczki, stwardnienia rozsianego, łagodzenie bólu nowotworowego) możliwe jest w ramach tzw. importu docelowego. Procedura jest jednak trudna i wymagająca. I mało który lekarz decyduje się na wniosek na jej zaordynowanie.
– Nie wykorzystywaliśmy tej furtki, bo to droga przez mękę. Zgodę musiał podpisać ordynator, pełnomocnik, koordynator, konsultant, a na końcu fundusz zdrowia. Z doniesień zagranicznych wiemy jednak, że lecznicza marihuana łagodzi ból, spowalnia rozrost guzów mózgu czy postęp choroby w stwardnieniu rozsianym. Nie jest niczym gorszym niż np. stosowane szeroko opiaty. A obawa o uzależnienie u chorych terminalnie nie jest niczym uzasadniona. Przecież nie chodzi o to, by marihuana była na każdej stacji benzynowej jak ibuprom, tylko żeby była dostępna w ściśle określonych wskazaniach. Jako onkolodzy mielibyśmy narzędzie, żeby ulżyć w bólu np. pacjentom terminalnym – mówi lek. med. Monika Łączyńska-Madera, specjalista ginekologii i położnictwa, radioterapeuta z Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Podkarpackim Centrum Onkologii.
Chorzy czekają jak kania dżdżu
– Na zalegalizowanie w Polsce leków na bazie marihuany czekamy od lat, bo skoro nie mamy skutecznych leków na stwardnienie rozsiane, oczekujemy przynajmniej czegoś na złagodzenie objawów choroby – mówiła Anna Drajewicz ze Stowarzyszenia Chorych na SM.
Jak wielu pacjentów mogłaby dotyczyć taka terapia? Jeśli zsumować osoby ze stwardnieniem rozsianym (marihuana zmniejsza u nich napięcie mięśni), jaskrą (hamuje rozwój choroby), nowotworami (poprawia apetytu, zmniejsza ból, depresję i nudności) i alzheimerem (spowalnia rozwój choroby), to mówimy o grupie liczącej ponad milion potencjalnych pacjentów w Polsce.
Anna Moraniec



8 Responses to "Zalegalizują medyczną marihuanę?"