Gorący spór o łączeniu szpitali

Radny klubu PiS Eugeniusz Strzałkowski wprost powiedział, że na miejscu marszałka „podziękowałby” dyrektorowi Ciompie za współpracę. Fot. Monika Kamińska (2)
Radny klubu PiS Eugeniusz Strzałkowski wprost powiedział, że na miejscu marszałka „podziękowałby” dyrektorowi Ciompie za współpracę. Fot. Monika Kamińska (2)

PRZEMYŚL. Dyskusje na sesji na dyskusyjnym poziomie.

Ostatnia sesja przemyskiej Rady Miejskiej znów była okazją do dyskusji o łączeniu szpitali. Była też okazją do dość niecodziennych zachowań radnych i niekoniecznie licujących z powagą sali obrad osobistych wycieczek i dygresji.

Zaczęło się od wyjaśniania sprawy zwołania komisji na czas zorganizowanej przez Państwową Wyższą Szkołę Wschodnioeuropejską debaty o służbie zdrowia. Radni opozycji podnosili jeszcze przed debatą, że z powodu obowiązku uczestniczenia w komisjach nie będą mogli na niej być. Dwaj przewodniczący z koalicyjnego klubu „Porozumienie dla Przemyśla” odpierali te zarzuty na sesji zarzekając się, że każdy z „komisyjnych” radnych mógł na debatę dotrzeć. Tak naprawdę jednak nieobecni niewiele stracili, bo choć prelegenci mówili dużo i ze szczegółami, to wypowiedzi bardziej tyczyły się ogólnego nurtu rządowego w temacie służby zdrowia, niż konkretnie Przemyśla i kontrowersyjnej sprawy łączenia tutejszych szpitali. Radna z „Porozumienia dla Przemyśla”, Małgorzata Gazdowicz, obecna na debacie, na sesji przytomnie zauważyła, że jedynie nasz dziennikarz zadał na niej pytanie, ile osób w wyniku tego łączenia straci pracę. I przypomniała, że na to pytanie nie padła konkretna odpowiedź. Głos zabrał także radny klubu PiS, Eugeniusz Strzałkowski, który przypominając historię przejęcia przez miasto dawnego 114. Szpitala Wojskowego i obecnego łączenia go z Wojewódzkim Szpitalem skrytykował działania dyrektora Piotra Ciompy. – Skoro pan dyrektor potrzebuje aż tylu, bo obecnie chyba sześciu doradców biorących za owo „doradzanie” ciężkie pieniądze, to coś tu jest nie tak – powiedział wprost Strzałkowski. – Na miejscu pana marszałka powiedziałbym takiemu dyrektorowi, że albo zrezygnuje z tak licznej grupy doradczej za pieniądze podatników, albo zrezygnuje się z niego – skonkludował. W kuluarach inny radny klubu PiS, Maciej Karasiński, powiedział z rozgoryczeniem, że w całej dyskusji o szpitalach przemyskich jakoś opozycji i mediom umyka fakt, że to poprzednia ekipa rządząca Polską wpadła na pomysł likwidacji szpitali MON, a współrządząca wówczas miastem PO nie zrobiła nic, by w przypadku przemyskiego 114. Szpitala Wojskowego temu zapobiec. – Nikt o tym jakoś „nie pamięta” i wszystko co złe przypisuje się PiS – zauważył.

Maciej Karasiński jest rozgoryczony tym, że wszyscy „zapomnieli”, iż 114. Szpital Wojskowy zlikwidować chciał rząd PO-PSL.
Maciej Karasiński jest rozgoryczony tym, że wszyscy „zapomnieli”, iż 114. Szpital Wojskowy zlikwidować chciał rząd PO-PSL.

Byłoby może zabawnie, gdyby…
Praca nad innymi punktami porządku obrad obfitowała w różne nierzadko zabawne sytuacje. Na przykład radnemu Adamowi Łozińskiemu z klubu PiS nie podobało się, że prowadzący obrady wiceprzewodniczący Rady, Janusz Zapotocki (klub SLD) pozwala na dyskusję radnych w punkcie dotyczącym interpelacji i wystąpień. – Tu powinny być przedstawiane tylko pytania do władz miasta i spółek – stwierdził. Zapotocki udowadniał, że Łoziński opacznie rozumie co znaczy „interpelacje i wystąpienia radnych”. „Dostało” mu się także od innego radnego z klubu PiS, Macieja Karasińskiego. Temu z kolei nie spodobało się, iż wcześniej wiceprzewodniczący zwrócił się do jednej z radnych opozycyjnych udzielając jej głosu zdrobnieniem jej imienia. – Ja jestem Maciuś – ogłosił. – Chcę być równo traktowany przez pana przewodniczącego – dodał.

Niemniej „ciekawa” była dyskusja o planowanym partnerstwie z jednym z włoskich miast. Radny Wojciech Błachowicz, szef klubu PO, dopytywał co to miastu da, ile będzie kosztować oraz wprost powiedział, że być może prezydent Robert Choma z burmistrzem owego włoskiego miasta poznał się przy okazji swoich częstych wypadów we włoskie Alpy. – Czyżby chodziło o dalsze tego typu rozrywki w ramach partnerstwa miast? – pytał. Robert Choma zripostował, że Błachowicz niekoniecznie zna się na mapie, bo wspomniane miasto jest od Alp oddalone o około 200 kilometrów. Wszystko to byłoby może zabawne, gdyby nie szło o dyskusje nad przyszłością wciąż podupadającego i wyludniającego się Przemyśla.

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.