
PIŁKA RĘCZNA. PGNiG SUPERLIGA. Wynik na miarę oczekiwań.
Zakończony niedawno sezon był dla szczypiornistów Stali przełomowy niemal pod każdym względem. I choć „Czeczeńcy” nie awansowali do play-off, to w klubie z lotniczego miasta w końcu, krok po kroku, udaje się osiągnąć cel nadrzędny – stabilizację finansowo-organizacyjną.
– Na pewno był to dla nas dużo lepszy rok niż poprzedni, kiedy drużyna zanotowała sportowy spadek do I ligi. W pewnym sensie uratowało nas powstanie Ligi Zawodowej, to dzięki temu pozostaliśmy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz zajęliśmy miejsce, które sobie założyliśmy, co bardzo nas satysfakcjonuje. Na coś więcej niż 5 lokata w grupie nie było po prostu szans ze względu na jeden wielki splot kontuzji, które dotykały nas przez cały czas. Nie było chyba zawodnika, który zdrowy zagrałby wszystkie spotkania – Paweł Wacławik, prezes mieleckiego klubu, wbrew pozorom, ma po ostatnich miesiącach sporo powodów do zadowolenia.
To zresztą właśnie jemu i kilku zapaleńcom należą się jednak największe ukłony ze strony kibiców. Niewiele bowiem brakowało, a piłka ręczna w ogóle zniknęłaby z mapy Mielca. Brak sponsorów, a co za tym idzie problemy finansowe, zamknięcie na cztery spusty „Hangar Areny” i przymusowe przenosiny do małej sali gimnastycznej, pożegnanie z ekstraklasą, odejście kilku kluczowych zawodników (m.in. Damiana Kostrzewy i Damiana Krzysztofika), zawiłości związane z założeniem spółki akcyjnej – problemów, z którymi nowy zarząd Stali postanowił się zmierzyć było aż nadto. Rękawica została jednak podjęta, a dziś, po kilku miesiącach od pamiętnych wydarzeń, gdy „Czeczeńcy” znajdowali się na skraju bankructwa i sportowej prowincji, nikt już w zasadzie nie pamięta.
Trudny początek
Zespół zaczął sezon pod wodzą Łukasza Rybaka – najmłodszego trenera w lidze. Niestety, szybko okazało się, że eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, więc rolę pierwszego szkoleniowca powierzono wciąż czynnemu zawodowo Krzysztofowi Lipce. Bramkarz Stali w podwójnej roli spisał się jednak wybornie. Drużyna zaczęła w końcu wygrywać, a przede wszystkim… lepiej grać. Sam „Lipa” też imponował formą między słupkami, co nie umknęło uwadze ekspertów.
– Udało się nam sprawić kilka niespodzianek. Nie ma co narzekać. Cieszmy się z tego, co jest, bo to wynik na miarę naszego potencjału – grający trener „Czeczeńców” w swoim stylu komentuje minione rozgrywki. – Tak naprawdę mieliśmy gorszy skład niż wcześniej. Dopiero kontuzje wymusiły udane transfery, bo Tomek Wiśniewski i Marcin Miedziński bardzo nam pomogli. Teraz trzeba wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko, żeby po wakacjach było jeszcze lepiej – dodaje.
Lekarskie wizyty
Stal miała szansę realnie powalczyć nawet o play-off, jednak na drodze stanęły jej nieustanne kontuzje. Wielu zawodników częściej niż na boisku pojawiało się w gabinetach lekarskich, a diagnozy nierzadko okazywały się bardzo przykre. Będący w świetnej formie młody Wiktor Kawka w listopadzie zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i po operacji i długiej rehabilitacji dopiero teraz wraca do treningów z pełnym obciążeniem. Podobnie sytuacja ma się z Grzegorzem Barnasiem czy Michałem Wypychem, który w styczniu poważnie uszkodził bark. Sporo czasu na badaniach spędzili też Marcin Basiak, Michał Chodara, Łukasz Janyst czy Paweł Wilk. Na kluczową końcówkę sezonu ze składu wypadli z kolei liderzy rozegrania: Oleksandr Kirilenko i Marcin Miedziński. – Dobrze byłoby, gdyby ktoś za to odpowiedzialny, przestał w końcu kłuć te nasze laleczki voodoo – żartowali już w pewnym momencie sami zawodnicy Stali, choć tak naprawdę nie było im do śmiechu. Krótka kołdra mocno pokrzyżowała bowiem ich plany szczególnie w ostatnich tygodniach. Doszło nawet do tego, że „Czeczeńcy” zostali tylko z jednym nominalnym zdrowym rozgrywającym – Siergiejem Dementievem.
Czas na kosmetykę
Zarząd klubu robi teraz wszystko, by zespół – nawet przy ogromnym pechu i licznych urazach – mógł pochwalić się dłuższą ławką rezerwowych. Zadania nie ułatwia jednak fakt, że z Podkarpaciem postanowili się pożegnać kluczowi dla Stali gracze: Ukrainiec Oleksandr Kirilenko, Rosjanin Siergiej Dementiev i Marcin Miedziński. Wszyscy trzej zostają w naszym kraju, ale do Mielca przyjadą już w koszulkach z innym logo. – Trzon drużyny się nie zmieni. Ponadto przedłużyliśmy wypożyczenie Tomka Wiśniewskiego z Płocka. Nazwiska nowych graczy podamy na dniach, bo z kilkoma jesteśmy po słowie, ale nic nie zostało jeszcze oficjalnie podpisane – zapowiada Paweł Wacławik, prezes Stali.
Tomasz Czarnota


