Laleczki Voodoo na chorobowym

Kontuzja - to słowo było w Mielcu wymieniane przez wszystkie przypadki. Chyba największym pechowcem okazał się Wiktor Kawka, który poważnie uszkodził kolano. Fot. Paweł Bialic
Kontuzja – to słowo było w Mielcu wymieniane przez wszystkie przypadki. Chyba największym pechowcem okazał się Wiktor Kawka, który poważnie uszkodził kolano. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA RĘCZNA. PGNiG SUPERLIGA. Wynik na miarę oczekiwań.

Zakończony niedawno sezon był dla szczypiornistów Stali przełomowy niemal pod każdym względem. I choć „Czeczeńcy” nie awansowali do play-off, to w klubie z lotniczego miasta w końcu, krok po kroku, udaje się osiągnąć cel nadrzędny – stabilizację finansowo-organizacyjną.

– Na pewno był to dla nas dużo lepszy rok niż poprzedni, kiedy drużyna zanotowała sportowy spadek do I ligi. W pewnym sensie uratowało nas powstanie Ligi Zawodowej, to dzięki temu pozostaliśmy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz zajęliśmy miejsce, które sobie założyliśmy, co bardzo nas satysfakcjonuje. Na coś więcej niż 5 lokata w grupie nie było po prostu szans ze względu na jeden wielki splot kontuzji, które dotykały nas przez cały czas. Nie było chyba zawodnika, który zdrowy zagrałby wszystkie spotkania – Paweł Wacławik, prezes mieleckiego klubu, wbrew pozorom, ma po ostatnich miesiącach sporo powodów do zadowolenia.

To zresztą właśnie jemu i kilku zapaleńcom należą się jednak największe ukłony ze strony kibiców. Niewiele bowiem brakowało, a piłka ręczna w ogóle zniknęłaby z mapy Mielca. Brak sponsorów, a co za tym idzie problemy finansowe, zamknięcie na cztery spusty „Hangar Areny” i przymusowe przenosiny do małej sali gimnastycznej, pożegnanie z ekstraklasą, odejście kilku kluczowych zawodników (m.in. Damiana Kostrzewy i Damiana Krzysztofika), zawiłości związane z założeniem spółki akcyjnej – problemów, z którymi nowy zarząd Stali postanowił się zmierzyć było aż nadto. Rękawica została jednak podjęta, a dziś, po kilku miesiącach od pamiętnych wydarzeń, gdy „Czeczeńcy” znajdowali się na skraju bankructwa i sportowej prowincji, nikt już w zasadzie nie pamięta.

Trudny początek
Zespół zaczął sezon pod wodzą Łukasza Rybaka – najmłodszego trenera w lidze. Niestety, szybko okazało się, że eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, więc rolę pierwszego szkoleniowca powierzono wciąż czynnemu zawodowo Krzysztofowi Lipce. Bramkarz Stali w podwójnej roli spisał się jednak wybornie. Drużyna zaczęła w końcu wygrywać, a przede wszystkim… lepiej grać. Sam „Lipa” też imponował formą między słupkami, co nie umknęło uwadze ekspertów.

– Udało się nam sprawić kilka niespodzianek. Nie ma co narzekać. Cieszmy się z tego, co jest, bo to wynik na miarę naszego potencjału – grający trener „Czeczeńców” w swoim stylu komentuje minione rozgrywki. – Tak naprawdę mieliśmy gorszy skład niż wcześniej. Dopiero kontuzje wymusiły udane transfery, bo Tomek Wiśniewski i Marcin Miedziński bardzo nam pomogli. Teraz trzeba wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko, żeby po wakacjach było jeszcze lepiej – dodaje.

Lekarskie wizyty
Stal miała szansę realnie powalczyć nawet o play-off, jednak na drodze stanęły jej nieustanne kontuzje. Wielu zawodników częściej niż na boisku pojawiało się w gabinetach lekarskich, a diagnozy nierzadko okazywały się bardzo przykre. Będący w świetnej formie młody Wiktor Kawka w listopadzie zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i po operacji i długiej rehabilitacji dopiero teraz wraca do treningów z pełnym obciążeniem. Podobnie sytuacja ma się z Grzegorzem Barnasiem czy Michałem Wypychem, który w styczniu poważnie uszkodził bark. Sporo czasu na badaniach spędzili też Marcin Basiak, Michał Chodara, Łukasz Janyst czy Paweł Wilk. Na kluczową końcówkę sezonu ze składu wypadli z kolei liderzy rozegrania: Oleksandr Kirilenko i Marcin Miedziński. – Dobrze byłoby, gdyby ktoś za to odpowiedzialny, przestał w końcu kłuć te nasze laleczki voodoo – żartowali już w pewnym momencie sami zawodnicy Stali, choć tak naprawdę nie było im do śmiechu. Krótka kołdra mocno pokrzyżowała bowiem ich plany szczególnie w ostatnich tygodniach. Doszło nawet do tego, że „Czeczeńcy” zostali tylko z jednym nominalnym zdrowym rozgrywającym – Siergiejem Dementievem.

Czas na kosmetykę
Zarząd klubu robi teraz wszystko, by zespół – nawet przy ogromnym pechu i licznych urazach – mógł pochwalić się dłuższą ławką rezerwowych. Zadania nie ułatwia jednak fakt, że z Podkarpaciem postanowili się pożegnać kluczowi dla Stali gracze: Ukrainiec Oleksandr Kirilenko, Rosjanin Siergiej Dementiev i Marcin Miedziński. Wszyscy trzej zostają w naszym kraju, ale do Mielca przyjadą już w koszulkach z innym logo. – Trzon drużyny się nie zmieni. Ponadto przedłużyliśmy wypożyczenie Tomka Wiśniewskiego z Płocka. Nazwiska nowych graczy podamy na dniach, bo z kilkoma jesteśmy po słowie, ale nic nie zostało jeszcze oficjalnie podpisane – zapowiada Paweł Wacławik, prezes Stali.

Tomasz Czarnota

Leave a Reply

Your email address will not be published.