Szalony mecz dla biało-niebieskich

Kapitan Stali Mateusz Cholewiak (z prawej) gratuluje Maksymilianowi Banaszewskiemu, który strzelił swoją pierwszą bramkę dla mieleckiej drużyny. Fot. Stal Mielec
Kapitan Stali Mateusz Cholewiak (z prawej) gratuluje Maksymilianowi Banaszewskiemu, który strzelił swoją pierwszą bramkę dla mieleckiej drużyny. Fot. Stal Mielec

GÓRNIK ŁĘCZNA – STAL MIELEC. Gospodarze po przerwie rzucili się w pogoń za naszą drużyną, ale nie ugrali choćby punktu.

Hokejowy wynik nie pasuje do Stali, która w tym sezonie grała bardzo ostrożnie. Zespół Zbigniewa Smółki w Łęcznej zaprezentował jednak inną twarz.

Po trzecim zwycięstwie w czwartym meczu biało-niebiescy umościli sobie gniazdko w czubie tabeli. Jeśli w środę nie zwolnią tempa i znajdą sposób na Pogoń Siedlce, bez większego obciążenia wyjadą do Legnicy na spotkanie z niepokonaną Miedzią. Już teraz jednak kibice są zachwyceni, pamiętają przecież koszmarny początek poprzedniego sezonu…

Kibice się nie nudzili
– To był szalony mecz. Piękny dla kibiców i telewidzów, ale trenerom dostarczył mnóstwo materiału do analizy. O ile bowiem poprawiliśmy grę w ofensywie, o tyle w obronie popełniliśmy stanowczo za dużo błędów. Najważniejsze, że wyszliśmy z tej próby zwycięsko. Górnik zaczyna grać fajną piłkę, a mimo tego moi podopieczni strzelili cztery bramki na wyjeździe. To nie lada sztuka. Tak wiele mówiło się, że mamy trudny kalendarz na początek, a już uzbieraliśmy 9 punktów – cieszył się opiekun Stali Zbigniew Smółka.

Dyrygujący górniczą orkiestrą Tomasz Kafarski zgodził się, że fani obejrzeli widowisko co się zowie, lecz nie był w stanie ukryć rozczarowania. – Prowadziliśmy grę, stworzyliśmy więcej okazji, ale popełniając tyle pomyłek ciężko myśleć o korzystnym wyniku. Moim zawodnikom zabrakło odpowiedzialności – podsumował spotkanie, w którym Górnik trzykrotnie „łapał” kontakt z przeciwnikiem, jednak za ciosem pójść nie umiał.

Do bólu skuteczni
Skład spadkowicza to klasyczna mieszanka rutyny z młodością. W piątek plamę dał najstarszy bramkarz I ligi: 38-letni Sergiusz Prusak zamieszany był w utratę dwóch goli. Prusak mógłby się uczyć od strzegącego mieleckiej „świątyni” Radosława Majeckiego, a przecież ten na świat przyszedł dwie dekady później. Stal była wyrachowana i do bólu skuteczna, co nie oznacza, iż czerpała wyłącznie z pomyłek Górnika. Bardzo dobrze przed przerwą grał Dejan Dermanović. Napastnik ze Słowenii podwyższył na 2-0, „główkując” po świetnym dośrodkowaniu z rogu Waldemara Gancarczyka. Po zmianie stron wejście smoka zaliczył Maksymilian Banaszewski. Trafił do siatki w swoim pierwszym kontakcie z piłką, korzystając z kapitalnego podania Leandro. Podobał się aktywny Krystian Getinger, który w 90 minucie perfekcyjnie uderzył z wolnego. Gorzej wypadli mieleccy defensorzy. Leandro, który latem zamienił Łęczną na Mielec, zachował się nierozważnie, w niegroźnej sytuacji pociągnął za rękę napastnika rywali i gospodarze zdobyli z karnego drugą bramkę. Z kolei w trzeciej minucie doliczonego czasu nadzieję górnikom przywrócili stoperzy Stali: Krzysztof Kiercz i Angeł Granczow ograni niemiłosiernie przez młodego Patryka Szysza. – Ta nerwówka w ostatniej minucie była niepotrzebna – przyznał przed kamerami Polsatu Banaszewski. Na szczęście skończyło się na strachu.

GÓRNIK Łęczna 3
STAL Mielec 4
(0-2)
0-1 Wroński (8.), 0-2 Dermanović (45.), 1-2 Bonin (60.), 1-3 Banaszewski (65.), 2-3 Szysz (71. – karny), 2-4 Getinger (90.), 3-4 Szerszeń (90.)
GÓRNIK:
Prusak – Pisarczuk (82. Szewczyk), Kasperkiewicz, Wiech, Kosznik, Bonin, Sasin (87. Szczerba), Makowski, Karbowy (62. Szerszeń), Szysz – Suchanek.
STAL: Majecki – M. Gancarczyk (70. Cwetanow), Kiercz, Grynczow, Leandro, Wroński (64. Banaszewski), W. Gancarczyk, Marciniec, Cholewiak, Getinger – Dermanović (89. Górka).
Sędziował Piotr Idzik (Poznań). Żółte kartki: Kosznik, Sasin, Makowski, Szerszeń, Szysz – Cwetanow. Widzów 2138.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.