
GÓRNIK ŁĘCZNA – STAL MIELEC. Gospodarze po przerwie rzucili się w pogoń za naszą drużyną, ale nie ugrali choćby punktu.
Hokejowy wynik nie pasuje do Stali, która w tym sezonie grała bardzo ostrożnie. Zespół Zbigniewa Smółki w Łęcznej zaprezentował jednak inną twarz.
Po trzecim zwycięstwie w czwartym meczu biało-niebiescy umościli sobie gniazdko w czubie tabeli. Jeśli w środę nie zwolnią tempa i znajdą sposób na Pogoń Siedlce, bez większego obciążenia wyjadą do Legnicy na spotkanie z niepokonaną Miedzią. Już teraz jednak kibice są zachwyceni, pamiętają przecież koszmarny początek poprzedniego sezonu…
Kibice się nie nudzili
– To był szalony mecz. Piękny dla kibiców i telewidzów, ale trenerom dostarczył mnóstwo materiału do analizy. O ile bowiem poprawiliśmy grę w ofensywie, o tyle w obronie popełniliśmy stanowczo za dużo błędów. Najważniejsze, że wyszliśmy z tej próby zwycięsko. Górnik zaczyna grać fajną piłkę, a mimo tego moi podopieczni strzelili cztery bramki na wyjeździe. To nie lada sztuka. Tak wiele mówiło się, że mamy trudny kalendarz na początek, a już uzbieraliśmy 9 punktów – cieszył się opiekun Stali Zbigniew Smółka.
Dyrygujący górniczą orkiestrą Tomasz Kafarski zgodził się, że fani obejrzeli widowisko co się zowie, lecz nie był w stanie ukryć rozczarowania. – Prowadziliśmy grę, stworzyliśmy więcej okazji, ale popełniając tyle pomyłek ciężko myśleć o korzystnym wyniku. Moim zawodnikom zabrakło odpowiedzialności – podsumował spotkanie, w którym Górnik trzykrotnie „łapał” kontakt z przeciwnikiem, jednak za ciosem pójść nie umiał.
Do bólu skuteczni
Skład spadkowicza to klasyczna mieszanka rutyny z młodością. W piątek plamę dał najstarszy bramkarz I ligi: 38-letni Sergiusz Prusak zamieszany był w utratę dwóch goli. Prusak mógłby się uczyć od strzegącego mieleckiej „świątyni” Radosława Majeckiego, a przecież ten na świat przyszedł dwie dekady później. Stal była wyrachowana i do bólu skuteczna, co nie oznacza, iż czerpała wyłącznie z pomyłek Górnika. Bardzo dobrze przed przerwą grał Dejan Dermanović. Napastnik ze Słowenii podwyższył na 2-0, „główkując” po świetnym dośrodkowaniu z rogu Waldemara Gancarczyka. Po zmianie stron wejście smoka zaliczył Maksymilian Banaszewski. Trafił do siatki w swoim pierwszym kontakcie z piłką, korzystając z kapitalnego podania Leandro. Podobał się aktywny Krystian Getinger, który w 90 minucie perfekcyjnie uderzył z wolnego. Gorzej wypadli mieleccy defensorzy. Leandro, który latem zamienił Łęczną na Mielec, zachował się nierozważnie, w niegroźnej sytuacji pociągnął za rękę napastnika rywali i gospodarze zdobyli z karnego drugą bramkę. Z kolei w trzeciej minucie doliczonego czasu nadzieję górnikom przywrócili stoperzy Stali: Krzysztof Kiercz i Angeł Granczow ograni niemiłosiernie przez młodego Patryka Szysza. – Ta nerwówka w ostatniej minucie była niepotrzebna – przyznał przed kamerami Polsatu Banaszewski. Na szczęście skończyło się na strachu.
GÓRNIK Łęczna 3
STAL Mielec 4
(0-2)
0-1 Wroński (8.), 0-2 Dermanović (45.), 1-2 Bonin (60.), 1-3 Banaszewski (65.), 2-3 Szysz (71. – karny), 2-4 Getinger (90.), 3-4 Szerszeń (90.)
GÓRNIK: Prusak – Pisarczuk (82. Szewczyk), Kasperkiewicz, Wiech, Kosznik, Bonin, Sasin (87. Szczerba), Makowski, Karbowy (62. Szerszeń), Szysz – Suchanek.
STAL: Majecki – M. Gancarczyk (70. Cwetanow), Kiercz, Grynczow, Leandro, Wroński (64. Banaszewski), W. Gancarczyk, Marciniec, Cholewiak, Getinger – Dermanović (89. Górka).
Sędziował Piotr Idzik (Poznań). Żółte kartki: Kosznik, Sasin, Makowski, Szerszeń, Szysz – Cwetanow. Widzów 2138.
tsz


