
PRZEMYŚL, RZESZÓW. Zdaniem władz Przemyśla i Rzeszowa, walczącym z „komuną” nie trzeba dodatkowych przywilejów.
Nowelizacja ustawy dotyczącej działaczy antykomunistycznych dała walczącym ongiś z „komuną” dodatkowe przywileje ze strony państwa. Ale dała też samorządom możliwość uhonorowania antykomunistycznych kombatantów lokalnie. Skorzystały z tego różne miasta w Polsce, ale Przemyśl i Rzeszów nie widzą takiej potrzeby. Ba, w ratuszach tych miast o ustawie nawet nie słyszano, albo o ile, to mało kto.
Przypomnijmy; nowelizacja ustawy, która w życie weszła 31 sierpnia zmieniła zasady wsparcia państwa dla walczących z” komuną”. Dawniej antykomunistyczny działacz mógł ubiegać się o 200 złotych świadczenia, ale pod warunkiem, że jego dochody nie przekraczały 120 proc. najniższej emerytury. Do tego decyzja wydawana przez Urząd ds. Kombatantów ważna była tylko rok, a po jego upływie wniosek można było składać ponownie, o ile nie przekroczyło się kryterium dochodowego.
Znowelizowana ustawa przyznaje dawnym opozycjonistom świadczenie nieco ponad 2 razy wyższe do końca życia, bez względu na dochody. Do tego antykomunistyczni działacze będą mogli korzystać z przywilejów takich jak obsługa bez kolejki u lekarza i w aptekach, czy wizyta u lekarza specjalisty bez skierowania. W przypadkach pozostawania dawnego opozycjonisty w niedostatku lub przewlekłej chorobie będzie się mógł on ubiegać o jednorazową pomoc w wysokości 300 proc. najniższej emerytury lub cykliczną w wysokości 100 proc. najniższej emerytury świadczoną przez pół roku.
Tyle ze strony państwa, ale dało ono także samorządom szansę na wykazanie się wobec działaczy opozycyjnych z czasów PRL-u. Ustawa daje im bowiem możliwość uhonorowania tych kombatantów przywilejami lokalnymi: „w zakresie udogodnień komunikacyjnych, świadczeń mieszkaniowych, kulturalnych, zdrowotnych i oświatowych” – czytamy w art. 13 wspomnianej ustawy. Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych wystosował specjalne pisma z zapytaniem o te lokalne przywileje do wszystkich miast wojewódzkich w kraju oraz do tych, które kiedyś wojewódzkimi były, a więc zarówno do Rzeszowa, jak i do Przemyśla.
Odpowiadali na nie zastępcy włodarzy tychże miast naszego regionu. Z Rzeszowa do Warszawy pisał początkiem sierpnia Zbigniew Sienko, zaś z Przemyśla w połowie lipca Grzegorz Hayder. Z pism obu panów wynikało, że te miasta naszego regionu pomysły na lokalne przywileje dla działaczy opozycji antykomunistycznej nie mają. Jasne, mogą się ubiegać o pomoc, ale tak, jak wszyscy inni. Do tego w piśmie od Grzegorza Haydera czytamy, że wszak są w Przemyślu darmowe przejazdy autobusami MZK od 70., więc ta ulga obejmuje większość antykomunistycznych opozycjonistów, a w dodatku miasto zaprasza takich ludzi na wszelkie uroczystości patriotyczne.
Myśleliśmy, że może od tamtego czasu coś się jednak zmieniło. Zatem teraz zapytaliśmy w ratuszach Przemyśla i Rzeszowa, czy może są jakieś pomysły na ulgi dla antykomunistów. W Kancelarii Prezydenta Miasta Przemyśla …wcale nie słyszano o nowelizacji ustawy. Rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa także o czymś takim nie słyszał, odesłał nas do przewodniczącego RM, Andrzeja Deca. Ów także był zdziwiony i zaskoczony, ale jak podkreślił zadowolony, bo idea ustawy bardzo mu się spodobała.
W zasadzie można by podsumować całą sytuację jednym słowem: wstyd! Ale każdy błąd w życiu można naprawić, więc wierzymy, że nasi politycy „wolnej Polski” przyglądną się jak to robią inne samorządy i być może taki rozwiązania zastosują wobec naszych podkarpackich byłych opozycjonistów.
***
Walczący z „komuną” w Przemyślu i Rzeszowie wszystko mają?
Nowelizacja ustawy, o której piszemy, dała samorządom narzędzie, by mogły indywidualnie uhonorować tych, którzy narażali swoje życie, zdrowie i rodziny, by walczyć z „komuną”. W naszym regionie Przemyśl i Rzeszów nie mają pomysłu jak to uczynić. Według władz tych miast, taki kombatant może się ubiegać o pomoc czy ulgi, jak każdy inny człowiek.
Pan zastępca prezydenta Przemyśla, Grzegorz Hayder, odpowiadając na zapytanie Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych w połowie lipca tego roku dotyczące lokalnych przywilejów dla walczących z „komuną” radośnie pisze, że w grodzie nad Sanem osoby po 70. roku życia jeżdżą miejskimi autobusami za darmo i przecież większość PRL-owskich opozycjonistów się na to „łapie”. Rozumiemy, że pan wiceprezydent jest osobą jeszcze młodą, bo urodzoną w marcu pamiętnego, dla niektórych zapewne, 1968 roku. Ale nie tak młodą, by nie umieć zrozumieć, że z „komuną” walczyli ludzie niekoniecznie obecnie już mający ponad 70 lat, tylko nierzadko niewiele odeń starsi. Takie myślenie można wybaczyć obecnym 30-, no może 35-latkom, ale nie komuś, kto dobiega 50.
Dla władz Przemyśla dawni opozycjoniści są tak nieważni, że poza panem Hayderem odpowiadającym na list z Urzędu, nikt chyba o nowelizacji ustawy ich dotyczącej w magistracie nie słyszał. W każdym razie w Kancelarii Prezydenta Miasta Przemyśla nie słyszano, bo na nasze pytanie o nią zrobiono tzw. wielkie oczy i dopytywano co to, po co to i dlaczego.
Żeby nie było, że w Przemyślu taki zaścianek… W stolicy województwa, Rzeszowie, wcale nie lepiej. Szef Biura Prasowego rzeszowskiego ratusza, Maciej Chłodnicki, zupełnie „nieważnym” tonem pytał nas o co chodzi i dowiedziawszy się, szczerze wyznał, że pierwsze słyszy od nas o takiej ustawie i jej nowelizacji! Ale że wszystko w rękach RM, to do jej przewodniczącego, Andrzeja Deca nas odesłał. Pan przewodniczący także wielce się zdziwił naszym pytaniem, a i nawet powiedział, że idea mu się podoba i jakby takie coś „weszło”, to by się ucieszył. Mieliśmy ogromną przyjemność ucieszyć Pana przewodniczącego, wszak nowelizacja ustawy weszła w życie już ponad 2 miesiące temu! No, ale tu dowiedzieliśmy się, że rzeszowscy radni pewnie się zastanowią, co by tak lokalnie dla tych działaczy opozycyjnych zrobić.
Pozostaje mieć nadzieję, że i w Przemyślu radni się zastanowią, bo „przywileje” w postaci zapraszania na różne patriotyczne uroczystości, o których Pan wiceprezydent Hayder pisze w piśmie do Urzędu, to raczej zakrawają na kpinę. W mieście nad Sanem wiele też zależy od tego, kto na pomysł uhonorowania opozycjonistów z czasów PRL-u wpadnie, bo jeśli nomen omen opozycja, to pomysł może upaść i pojawić się za chwilę jako nowatorski pomysł ekipy rządzącej.
Jakby się nie stało, nasuwa się pytanie: czy to nie jest zwyczajnie wstyd, że w ratuszach Przemyśla i Rzeszowa o takich rzeczach tzw. dobrze poinformowane osoby dowiadują się od dziennikarzy i nawet nie kryją swego zdumienia?
Według nas – owszem. Poprawcie się Państwo!
Monika Kamińska



5 Responses to "Nasze samorządy mają gdzieś byłych opozycjonistów?"