Nasze samorządy mają gdzieś byłych opozycjonistów?

Działacze opozycji antykomunistycznej w wielu miastach otrzymali ulgowe przejazdy autobusami komunikacji miejskiej. Jak twierdzą autorzy ustawy, ta pomoc ma charakter godnościowy. Czyżby na Podkarpaciu ludzie, którzy nie pękali przed „czerwoną władzą” na godność nie zasługiwali? Fot. Paweł Dubiel
Działacze opozycji antykomunistycznej w wielu miastach otrzymali ulgowe przejazdy autobusami komunikacji miejskiej. Jak twierdzą autorzy ustawy, ta pomoc ma charakter godnościowy. Czyżby na Podkarpaciu ludzie, którzy nie pękali przed „czerwoną władzą” na godność nie zasługiwali? Fot. Paweł Dubiel

PRZEMYŚL, RZESZÓW. Zdaniem władz Przemyśla i Rzeszowa, walczącym z „komuną” nie trzeba dodatkowych przywilejów.

Nowelizacja ustawy dotyczącej działaczy antykomunistycznych dała walczącym ongiś z „komuną” dodatkowe przywileje ze strony państwa. Ale dała też samorządom możliwość uhonorowania antykomunistycznych kombatantów lokalnie. Skorzystały z tego różne miasta w Polsce, ale Przemyśl i Rzeszów nie widzą takiej potrzeby. Ba, w ratuszach tych miast o ustawie nawet nie słyszano, albo o ile, to mało kto.

Przypomnijmy; nowelizacja ustawy, która w życie weszła 31 sierpnia zmieniła zasady wsparcia państwa dla walczących z” komuną”. Dawniej antykomunistyczny działacz mógł ubiegać się o 200 złotych świadczenia, ale pod warunkiem, że jego dochody nie przekraczały 120 proc. najniższej emerytury. Do tego decyzja wydawana przez Urząd ds. Kombatantów ważna była tylko rok, a po jego upływie wniosek można było składać ponownie, o ile nie przekroczyło się kryterium dochodowego.

Znowelizowana ustawa przyznaje dawnym opozycjonistom świadczenie nieco ponad 2 razy wyższe do końca życia, bez względu na dochody. Do tego antykomunistyczni działacze będą mogli korzystać z przywilejów takich jak obsługa bez kolejki u lekarza i w aptekach, czy wizyta u lekarza specjalisty bez skierowania. W przypadkach pozostawania dawnego opozycjonisty w niedostatku lub przewlekłej chorobie będzie się mógł on ubiegać o jednorazową pomoc w wysokości 300 proc. najniższej emerytury lub cykliczną w wysokości 100 proc. najniższej emerytury świadczoną przez pół roku.

Tyle ze strony państwa, ale dało ono także samorządom szansę na wykazanie się wobec działaczy opozycyjnych z czasów PRL-u. Ustawa daje im bowiem możliwość uhonorowania tych kombatantów przywilejami lokalnymi: „w zakresie udogodnień komunikacyjnych, świadczeń mieszkaniowych, kulturalnych, zdrowotnych i oświatowych” – czytamy w art. 13 wspomnianej ustawy. Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych wystosował specjalne pisma z zapytaniem o te lokalne przywileje do wszystkich miast wojewódzkich w kraju oraz do tych, które kiedyś wojewódzkimi były, a więc zarówno do Rzeszowa, jak i do Przemyśla.

Odpowiadali na nie zastępcy włodarzy tychże miast naszego regionu. Z Rzeszowa do Warszawy pisał początkiem sierpnia Zbigniew Sienko, zaś z Przemyśla w połowie lipca Grzegorz Hayder. Z pism obu panów wynikało, że te miasta naszego regionu pomysły na lokalne przywileje dla działaczy opozycji antykomunistycznej nie mają. Jasne, mogą się ubiegać o pomoc, ale tak, jak wszyscy inni. Do tego w piśmie od Grzegorza Haydera czytamy, że wszak są w Przemyślu darmowe przejazdy autobusami MZK od 70., więc ta ulga obejmuje większość antykomunistycznych opozycjonistów, a w dodatku miasto zaprasza takich ludzi na wszelkie uroczystości patriotyczne.

Myśleliśmy, że może od tamtego czasu coś się jednak zmieniło. Zatem teraz zapytaliśmy w ratuszach Przemyśla i Rzeszowa, czy może są jakieś pomysły na ulgi dla antykomunistów. W Kancelarii Prezydenta Miasta Przemyśla …wcale nie słyszano o nowelizacji ustawy. Rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa także o czymś takim nie słyszał, odesłał nas do przewodniczącego RM, Andrzeja Deca. Ów także był zdziwiony i zaskoczony, ale jak podkreślił zadowolony, bo idea ustawy bardzo mu się spodobała.

W zasadzie można by podsumować całą sytuację jednym słowem: wstyd! Ale każdy błąd w życiu można naprawić, więc wierzymy, że nasi politycy „wolnej Polski” przyglądną się jak to robią inne samorządy i być może taki rozwiązania zastosują wobec naszych podkarpackich byłych opozycjonistów.

***
Walczący z „komuną” w Przemyślu i Rzeszowie wszystko mają?

Nowelizacja ustawy, o której piszemy, dała samorządom narzędzie, by mogły indywidualnie uhonorować tych, którzy narażali swoje życie, zdrowie i rodziny, by walczyć z „komuną”. W naszym regionie Przemyśl i Rzeszów nie mają pomysłu jak to uczynić. Według władz tych miast, taki kombatant może się ubiegać o pomoc czy ulgi, jak każdy inny człowiek.

Pan zastępca prezydenta Przemyśla, Grzegorz Hayder, odpowiadając na zapytanie Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych w połowie lipca tego roku dotyczące lokalnych przywilejów dla walczących z „komuną” radośnie pisze, że w grodzie nad Sanem osoby po 70. roku życia jeżdżą miejskimi autobusami za darmo i przecież większość PRL-owskich opozycjonistów się na to „łapie”. Rozumiemy, że pan wiceprezydent jest osobą jeszcze młodą, bo urodzoną w marcu pamiętnego, dla niektórych zapewne, 1968 roku. Ale nie tak młodą, by nie umieć zrozumieć, że z „komuną” walczyli ludzie niekoniecznie obecnie już mający ponad 70 lat, tylko nierzadko niewiele odeń starsi. Takie myślenie można wybaczyć obecnym 30-, no może 35-latkom, ale nie komuś, kto dobiega 50.

Dla władz Przemyśla dawni opozycjoniści są tak nieważni, że poza panem Hayderem odpowiadającym na list z Urzędu, nikt chyba o nowelizacji ustawy ich dotyczącej w magistracie nie słyszał. W każdym razie w Kancelarii Prezydenta Miasta Przemyśla nie słyszano, bo na nasze pytanie o nią zrobiono tzw. wielkie oczy i dopytywano co to, po co to i dlaczego.

Żeby nie było, że w Przemyślu taki zaścianek… W stolicy województwa, Rzeszowie, wcale nie lepiej. Szef Biura Prasowego rzeszowskiego ratusza, Maciej Chłodnicki, zupełnie „nieważnym” tonem pytał nas o co chodzi i dowiedziawszy się, szczerze wyznał, że pierwsze słyszy od nas o takiej ustawie i jej nowelizacji! Ale że wszystko w rękach RM, to do jej przewodniczącego, Andrzeja Deca nas odesłał. Pan przewodniczący także wielce się zdziwił naszym pytaniem, a i nawet powiedział, że idea mu się podoba i jakby takie coś „weszło”, to by się ucieszył. Mieliśmy ogromną przyjemność ucieszyć Pana przewodniczącego, wszak nowelizacja ustawy weszła w życie już ponad 2 miesiące temu! No, ale tu dowiedzieliśmy się, że rzeszowscy radni pewnie się zastanowią, co by tak lokalnie dla tych działaczy opozycyjnych zrobić.

Pozostaje mieć nadzieję, że i w Przemyślu radni się zastanowią, bo „przywileje” w postaci zapraszania na różne patriotyczne uroczystości, o których Pan wiceprezydent Hayder pisze w piśmie do Urzędu, to raczej zakrawają na kpinę. W mieście nad Sanem wiele też zależy od tego, kto na pomysł uhonorowania opozycjonistów z czasów PRL-u wpadnie, bo jeśli nomen omen opozycja, to pomysł może upaść i pojawić się za chwilę jako nowatorski pomysł ekipy rządzącej.

Jakby się nie stało, nasuwa się pytanie: czy to nie jest zwyczajnie wstyd, że w ratuszach Przemyśla i Rzeszowa o takich rzeczach tzw. dobrze poinformowane osoby dowiadują się od dziennikarzy i nawet nie kryją swego zdumienia?

Według nas – owszem. Poprawcie się Państwo!

Monika Kamińska

5 Responses to "Nasze samorządy mają gdzieś byłych opozycjonistów?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.