
II LIGA. Spotkanie Stali Mielec z imienniczką z Rzeszowa, toczyło się pod znakiem rywalizacji na linii syn – ojciec. Sebastian Łętocha to napastnik mielczan, drużynę z Rzeszowa prowadzi jego tata, Krzysztof. W tym pojedynku górą okazał się syn. Mielczanie rozbili rzeszowian 4-1, a Sebastian zdobył 2 gole.
– Razem z tatą normalnie podeszliśmy do tego meczu. Ktoś z nas nie będzie dzisiaj w humorze – śmiał się po meczu napastnik Stali Mielec Sebastian Łętocha.
– Jak smakuje wygrana w takim meczu, kiedy strzela się dwa gole drużynie, którą prowadzi ojciec?
– Smakuje jak w każdym innym meczu.
– Tata będzie się cieszył, że syn strzelił dwa gole, czy bardziej martwił, że jego drużyna straciła 4 bramki?
– Uważam, że będzie po cichu cieszył się z dwóch bramek syna, ale nie będzie tej radości chciał pokazać.
– Trener w jakiś specjalny sposób przygotował Was do tego derbowego spotkania?
– Nas do derbowych meczów nie trzeba specjalnie przygotowywać. Przełomowym momentem w meczu była czerwona kartka dla Ernesta Szeli w drugiej połowie spotkania. Potem rzeszowianie, chcąc jeszcze osiągnąć korzystny rezultat, musieli prowadzić otwartą grę. My ten fakt wykorzystaliśmy i odnieśliśmy okazałe zwycięstwo.
– Goście w swoim stylu zaczęli od początku meczu grać pressingiem. Wy ten napór przetrzymaliście, a potem przejęliście inicjatywę. Bardzo dobrze funkcjonowała gra skrzydłami. To chyba był klucz do sukcesu w tym spotkaniu?
– Kilka bramek w pierwszych minutach meczu już w tym sezonie straciliśmy. Trenerzy nakazali nam, aby w początkowych fragmentach spotkania jak najwięcej utrzymywać się przy piłce. Plan wykonaliśmy, co więcej strzeliliśmy bramkę, a tuż przed przerwą drugą. Po zmianie stron staraliśmy się grać spokojnie, czekając na to aż rywal się odsłoni. Tak też się stało. Nasze kontry okazały się zabójcze.
Rozmawiał Paweł Bialic


