Ojciec będzie się cieszył. Ale po cichu

Napastnik mieleckiej Stali Sebastian Łętocha (z lewej) strzelił w niedzielę dwa gole, a jego zespół rozbił Stal Rzeszów. Fot. Paweł Bialic
Napastnik mieleckiej Stali Sebastian Łętocha (z lewej) strzelił w niedzielę dwa gole, a jego zespół rozbił Stal Rzeszów. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Spotkanie Stali Mielec z imienniczką z Rzeszowa, toczyło się pod znakiem rywalizacji na linii syn – ojciec. Sebastian Łętocha to napastnik mielczan, drużynę z Rzeszowa prowadzi jego tata, Krzysztof. W tym pojedynku górą okazał się syn. Mielczanie rozbili rzeszowian 4-1, a Sebastian zdobył 2 gole.

– Razem z tatą normalnie podeszliśmy do tego meczu. Ktoś z nas nie będzie dzisiaj w humorze – śmiał się po meczu napastnik Stali Mielec Sebastian Łętocha.

– Jak smakuje wygrana w takim meczu, kiedy strzela się dwa gole drużynie, którą prowadzi ojciec?
– Smakuje jak w każdym innym meczu.

– Tata będzie się cieszył, że syn strzelił dwa gole, czy bardziej martwił, że jego drużyna straciła 4 bramki?
– Uważam, że będzie po cichu cieszył się z dwóch bramek syna, ale nie będzie tej radości chciał pokazać.

– Trener w jakiś specjalny sposób przygotował Was do tego derbowego spotkania?
– Nas do derbowych meczów nie trzeba specjalnie przygotowywać. Przełomowym momentem w meczu była czerwona kartka dla Ernesta Szeli w drugiej połowie spotkania. Potem rzeszowianie, chcąc jeszcze osiągnąć korzystny rezultat, musieli prowadzić otwartą grę. My ten fakt wykorzystaliśmy i odnieśliśmy okazałe zwycięstwo.

– Goście w swoim stylu zaczęli od początku meczu grać pressingiem. Wy ten napór przetrzymaliście, a potem przejęliście inicjatywę. Bardzo dobrze funkcjonowała gra skrzydłami. To chyba był klucz do sukcesu w tym spotkaniu?
– Kilka bramek w pierwszych minutach meczu już w tym sezonie straciliśmy. Trenerzy nakazali nam, aby w początkowych fragmentach spotkania jak najwięcej utrzymywać się przy piłce. Plan wykonaliśmy, co więcej strzeliliśmy bramkę, a tuż przed przerwą drugą. Po zmianie stron staraliśmy się grać spokojnie, czekając na to aż rywal się odsłoni. Tak też się stało. Nasze kontry okazały się zabójcze.

Rozmawiał Paweł Bialic

Leave a Reply

Your email address will not be published.