A jednak autostrada będzie na Euro!

Zbudujemy na Euro autostradę w poprzek przez całe Podkarpacie, a z góry na dół ekspresówkę, która połączy Barwinek z Lublinem i Litwą. Będą porządne równiutkie tory kolejowe, po których pociągi z Krakowa do Przemyśla popędzą z niespotykanymi w Polsce prędkościami i będzie linia kolejowa wiodąca najkrótszą drogą z Rzeszowa do Warszawy.

Do Krakowa samochodem lub pociągiem w godzinę z kwadransem, a do Stolicy w nieco ponad dwie godziny. Nie jest to tekst sprzed lat, który zaplątał się w redakcyjnych archiwach i przypadkiem dziś trafił na łamy. Słowa te piszę 23 czerwca 2012 roku, a dlaczego są wciąż aktualne wyjaśni się na końcu.

Zaglądam do archiwum moich tekstów i jest! Wiosną 2007 roku wszyscy politycy dokładnie to nam obiecywali. Kaziu Greń, z całym szacunkiem prezes podkarpackich kopaczy piłki, marzył też, że w Straszęcinie i Arłamowie powstaną ośrodki dla uczestników Euro 2012, a nasze województwo zaleją hordy zagranicznych kibiców rozsiewających wokół tysiące brzęczących i szeleszczących euro. Marzenia, to piękna rzecz.

Pięć lat temu szybko jednak ochłonąłem z tych marzeń i realnie oceniłem, że ani nowoczesnych dróg, ani torów kolejowych na miarę XXI wieku, nie da się wybudować do czerwca 2012 roku. To znaczy zbudować może by się i dało, ale ani podkarpacka ekipa drogowych decydentów pod wodzą Wiesława Kaczora, ani kolejowi budowlańcy kierowani przez krakowskiego centusia Włodzimierza Żmudę, takich sztuk dokonać nie potrafią. Założyłem się wtedy z Władysławem Ortylem, ówczesnym wiceministrem rozwoju regionalnego, a obecnie senatorem RP, że ani autostrady, ani ekspresówki, do Euro 2012 na Podkarpaciu nie będzie. Polityk twierdził, że drogi zbudowane zostaną i zakład o koniak przyjął. Marzyłem wtedy, że w dniu rozpoczęcia Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA Euro 2102 opublikuję na pierwszej stronie zdjęcie, na którym wręczam panu Ortylowi na tle autostrady elegancką butelkę. Marzenia, to piękna rzecz.

Polityk jednak zakład przegrał z kretesem i ma honorowy dług chociaż polityk i honor to pojęcia wykluczające się. Dowodem na to jest choćby były minister infrastruktury – “grabarczyk” polskich autostrad, żeby nie napisać – grabarz. Jeszcze rok temu wbrew faktom okłamywał wszystkich, że autostrada A4 przez Podkarpacie na Euro 2012 będzie. Gdy sprawa się rypła, pan Cezary zamiast schować się ze wstydu w mysią dziurę, przeskoczył z ministerialnego stołka na fotel wicemarszałka Sejmu. Prestiż wielki, pieniądze też, a odpowiedzialność żadna. Fajnie byłoby być wicemarszałkiem którejś z izb parlamentu. Marzenia, to piękna rzecz.

Przez te minione lata eurobudowy polskich dróg bałem się, że jak opadnie piłkarsko-organizacyjny entuzjazm, to na długie lata zostaniemy na Podkarpaciu z rozgrzebanymi budowami dróg i torów, które nigdy już nie powstaną. Tymczasem Polsce przyznano kolejne Euro, tym razem w piłce ręcznej. Ma się ono odbyć w 2016 r. Czekają nas więc kolejne cztery lata obietnic polityków i marzeń. Marzenia, to piękna rzecz.

Politycy mają teraz łatwiej. Nie muszą wymyślać obietnic. Wystarczy, że sięgną do tych sprzed pięciu lat i przez kolejne pięćdziesiąt miesięcy będą mogli opowiadać społeczeństwu bajki rodem z mchu i paproci. Czy coś z tego uda się mimo wszystko zrealizować?

Skoro na Euro 2012 udało się w Polsce patriotycznym zrywem zrobić jedną przejezdną autostradę A2, to może uda się ten sukces powtórzyć i na Euro 2016 powstanie druga autostrada. Może tym razem będzie to nasza A4 na Podkarpaciu. Taka powinna być historyczna kolej rzeczy. No może nie będzie to jeszcze w pełni autostrada, jak w Niemczech czy Austrii, ale będzie dwujezdniowa droga przejezdna przez całe Podkarpacie. Marzenia, to piękna rzecz.

Krzysztof Rokosz

7 Responses to "A jednak autostrada będzie na Euro!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.