Nowa dyrektywa unijna o transgranicznej opiece medycznej miała przynieść prawdziwą rewolucję w służbie zdrowia.
Mieliśmy się leczyć w dowolnym, prywatnym czy zagranicznym szpitalu bez specjalnej zgody prezesa NFZ, a za wszystko miał płacić publiczny ubezpieczyciel, czyli fundusz zdrowia. Starania naszych urzędników sprawiły, że my nie będziemy mogli wyjeżdżać za granicę na leczenie, inni Europejczycy jednak bez problemu będą mogli leczyć się u nas. Czy będą z nami czekać w kolejce? Wątpię.
Miało być więc pięknie, a wyszło jak zawsze. Zamiast możliwości wyjechania na operację zaćmy do np. Czech (gdzie kosztuje 1752 zł, a czas oczekiwania to trzy miesiące) będziemy musieli w Polsce czekać średnio kilkanaście miesięcy, w a renomowanej placówce ponad 3 lata, a fundusz zapłaci zań ponad 3 tys. zł. Mało tego, dyrektywa miała umożliwić nam leczenie za składkę zdrowotną w placówkach, które nie mają podpisanego kontraktu z NFZ, czyli w prywatnych szpitalach, co w praktyce skończyłoby z limitowaniem świadczeń (obecnie fundusz narzuca ile jakich zabiegów poszczególne szpitale mogą wykonać w ciągu roku). Ministerstwo przeliczyło jednak, że jeżeli zbyt dużo Polaków skusi się na “leczenie bez granic” to będzie to zbyt kosztowna inwestycja, w dodatku rząd straci kontrolę nad finansami przeznaczanymi na leczenie.
Postanowił więc wykorzystać zawarty w dyrektywie wentyl bezpieczeństwa. Chodzi o konieczność uzyskania urzędowej zgody na świadczenia, które są bardzo drogie lub wymagają co najmniej jednodniowego pobytu w szpitalu. Teraz więc nie będziemy mieli ani łatwiejszego ani szybszego dostępu do leczenia w innych krajach Europy. A lecząc się bez wymaganej zgody, sami będziemy musieli pokryć koszty całego zabiegu. Skorzystają na tym inni Europejczycy. Ci będą mogli bez ograniczeń korzystać z naszych szpitali. A w niektórych warunki są równie wspaniałe jak na zachodzie.
Anna Moraniec



4 Responses to "A miało być tak pięknie…"