„Majówka”, czy jak kto woli długi majowy weekend, to dla Polaków nie tylko czas wypoczynku i spotkań, ale też, o ile nie przede wszystkim, świętowania i demonstrowania swego patriotyzmu. Co prawda, obecnie bardziej wygląda to u niektórych na rywalizację, kto jest lepszym patriotą, a kto gorszym, albo w ogóle kto nim jest, a kto nie, ale na razie mniejsza o to.
W każdym razie w polskich miastach i miasteczkach 2 maja odchodziliśmy mniej lub bardziej hucznie Święto Flagi, zaś 3 maja święto narodowe i niemal każdy miał jakiś symbol patriotyczny wpięty czy to klapę garnituru czy zwyczajnej kurtki.
Przemyski magistrat zadbał o to, by radni niezależnie od opcji politycznej takie symbole mieli jednakowe. Jak podkreślała wydająca je urzędniczka, były wyliczone. Szkoda tylko, że nie były wcześniej przemyślane. Spory biało-czerwony kotylion miał bowiem w centralnym miejscu plakietkę z dużym napisem „3 Maj”, jak zresztą widać na załączonej fotografii. Tymczasem o tym, że mówi się i pisze 3 Maja, wiedzą szanujący się uczniowie podstawówki!
Bo ów błąd „tępią” od lat nauczyciele polskiego… Właśnie, polskiego, naszego ojczystego języka, tak nam wszystkich drogiego i bliskiego w deklaracjach szczególnie w okresie świąt narodowych. Chyba jednym z przejawów tej wielkiej miłości do ojczyzny i patriotyzmu powinno być dbanie o poprawność ojczystej mowy, szczególnie zaś w wykonaniu władz, także tych lokalnych. To one powinny pokazywać właściwe standardy maluczkim, czyli obywatelom.
Już po święcie i patriotyczne kotyliony z rażącym błędem odeszły w zapomnienie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w zapomnienie po raz już kolejny nie pójdą zasady poprawności języka polskiego i w przyszłym roku obchodzić będziemy święto Konstytucji 3 maja, a nie jakiś „3 Maj”…
Redaktor Monika Kamińska




8 Responses to "A w Przemyślu był „3 Maj”"