
Jeśli przerwanie ciąży będzie możliwe na życzenie, skarżenie lekarzy za powikłania i wyciąganie odszkodowań może być częstą praktyką. W debacie nad zaostrzeniem prawa aborcyjnego niewiele mówi się jednak o tym, jak miałoby to wyglądać w praktyce.
– Każdy zabieg aborcji niesie ryzyko powikłań oraz zagrożenia życia – podkreśla dr n. med. Marek Janicki, ginekolog, seksuolog, androlog. – Te wszystkie panie, które krzyczą: „Aborcja na żądanie!” nie mówią, że 60 proc. usuniętych pierwszych ciąż kończy się niepłodnością. A 40 proc. przerwanych ciąż skutkuje niewydolnością szyjkową, co w konsekwencji często prowadzi do porodu przedwczesnego i związanego z tym wcześniactwa, co jest zagrożeniem dla życia noworodków – dodaje lekarz.
W zawodzie pracuje ponad 40 lat. Pamięta czasy sprzed ustawy ograniczającej wykonywanie aborcji. – Panie nie chciały tego robić w szpitalach powiatowych, bo zawsze pracował ktoś znajomy, dlatego w szpitalu wojewódzkim w Rzeszowie dziennie przeprowadzano 8 – 10 aborcji – opowiada lekarz. – Trzeba było instrumentalnie wyjąć 6-, 8- czy 12-tygodniowy płód, przy czym nie było USG i nie dało się tego dokładnie określić. Robiono to na podstawie wielkości macicy.
Nikt nie wspomina jednak o tragicznych finałach. – Nie mówi się o tym, ile po tych aborcjach było powikłań typu „dziury w macicy”, krwotoków, ile usunięto macic. Nie mówi się o zgonach młodych kobiet, ani o tym, że później latami leczą się u psychiatry z powodu głębokiej depresji i są pozbawione opieki psychologicznej – wylicza nasz rozmówca. – Strajkujące panie krzyczą, bo się boją, co ich córki zrobią, gdy zajdą w ciążę. Powinny zająć się tym, żeby 12-latki nie rozpoczynały życia seksualnego, a 14-latki nie rodziły dzieci – podkreśla ginekolog, seksuolog i dodaje: – Są metody antykoncepcyjne, które można wdrażać. Lepiej zapobiegać pożarowi niż gasić, gdy się już pali.
Co nakazuje lekarzowi sumienie?
– Przed 1993 r. straszono prokuratorami lekarzy, którzy nie wydawali skierowania na aborcję, albo pracowali w szpitalu i nie chcieli usuwać ciąż. Po zmianie prawa ci sami prokuratorzy ścigali tych, którzy wykonywali zabiegi – przypomina rzeszowski lekarz. – Ginekologów zamykano, troje popełniło samobójstwo, bo w okresie przejściowym ginekolodzy decydowali się jeszcze na przeprowadzanie aborcji. Cena wahała się w granicach 20 tys. zł, a przodowała w tym Łódź. W prasie było mnóstwo ogłoszeń typu: „Wywołam miesiączkę”. Wtedy kobiety z Czechosłowacji przyjeżdżały do nas usuwać ciążę.
Dziś turystyka aborcyjna działa w drugą stronę. – Do Rzeszowa przyjeżdża samochód ze słowackiego Świdnika. Panie mają wykonany zabieg na Słowacji, płacą i wracają. Transport jest wliczony w koszt zabiegu. Takie są realia.
Kobiety ze wskazań, które dopuszcza ustawa, powinny mieć usuniętą ciążę w Polsce. – Tylko że przepisy nie mówią konkretnie, kto to ma robić i gdzie. Należałoby wyznaczyć placówki w regionie czy makroregionie, w których możliwe jest przerwanie ciąży zgodnie z ustawą – z odpowiednim zabezpieczeniem sali operacyjnej, anestezjologa, krwi w banku, tak by nie stwarzać zagrożenia dla pacjentki – nie ma wątpliwości dr Janicki. – Tymczasem pacjentka jest zostawiona sama sobie i tuła się po szpitalach.
Jeśli wierzyć danym Ministerstwa Zdrowia, w 2019 r. najwięcej aborcji wykonano na Mazowszu. Na Podkarpaciu kolejny rok z rzędu nie przeprowadzono żadnego przerwania ciąży. – Są różnego rodzaju manipulacje, w tym bezczelne kłamstwo i statystyka – mówi bez ogródek. – Ciąża pozamaciczna, którą liczy się od poczęcia i zagraża życiu kobiety, na pewno na Podkarpaciu była usunięta!
Łącznie w całym kraju przeprowadzono 1110 zabiegów przerwania ciąży. Zdecydowaną większość – 1074 – z powodu dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, albo nieuleczalnej choroby. W 33 przypadkach ciąża zagrażała życiu lub zdrowiu kobiety.
– Gdy mamy do czynienia z ciężkimi, nieodwracalnymi wadami, nawet jeśli płód nie zagraża zdrowiu matki, to w każdej chwili może się tak stać. Jeśli każemy kobiecie utrzymać tę ciążę, a nagle płód obumrze, zostawienie go w łonie matki grozi zaburzeniem krzepnięcia, co prowadzi do zagrożenia jej życia – tłumaczy lekarz. – Wtedy należy go usunąć – siłami natury, albo przez cięcie cesarskie, które już jest operacją. Czy nie lepiej więc zrobić to do 16 czy 22 tygodnia ciąży, niż na przykład w 30 – 32 tygodniu? – pyta.
Wielu zasłania się jednak klauzulą sumienia.
– Kodeks etyki lekarskiej mówi wyraźnie, że lekarz ma chronić życie od poczęcia do naturalnej śmierci każdego człowieka, w tym kobiety. Jednocześnie gwarantuje, że w przypadku ciąż zagrażających zdrowiu i życiu, należy je usunąć. Jeżeli ginekolog spotyka się z ciążą pozamaciczną, nie dyskutuje, bo sumienie nakazuje mu chronić życie i zdrowie matki. Przy ciężkich nieodwracalnych wadach płodów też nikt nie będzie się zastanawiał. Wykona aborcję – przekonuje nasz rozmówca.
W ubiegłym roku wśród ponad tysiąca przypadków, trzy były motywowane uzasadnionym podejrzeniem, że powstały w wyniku czynu zabronionego – gwałtu lub kazirodztwa. – W takich sytuacjach o tym, czy urodzić, postanawia kobieta. Bezwzględnie musi mieć jednak zagwarantowaną opiekę psychiatry oraz psychologa. Ginekolog powinien jej powiedzieć o zagrożeniach, bo może to być jej pierwsza i ostatnia ciąża – podkreśla dr Janicki. – Zgadzam się, że można zastosować tzw. wczesne środki poronne, ale po takim przeżyciu pacjentki nierzadko mają problem z dalszym ułożeniem sobie życia, m.in. seksualnego. Z drugiej strony uraz psychiczny może być tak duży, że mimo wszystko nie będą w stanie wychowywać tego dziecka. Decyzja zawsze należy do kobiety.
Na życzenie może być co najwyżej kawa
– Ustawa z 1993 r. była niekompletna, bo o wielu rzeczach nie mówiła, ale pewne uwypuklała – mówi dr Marek Janicki. Coraz częściej słychać głosy domagające się jednak, aby lekarz przerywał ciążę bez względu na przyczynę. – A ja pytam, kto to będzie robił? – ironizuje. – Ginekolodzy drżyjcie, bo będą was gonić po sądach. Jako wicerzecznik odpowiedzialności zawodowej dwóch kadencji oraz członek Okręgowego Sądu Lekarskiego jestem przekonany, że prawnicy z pewnością zacierają ręce. Dlaczego? Bo będzie można skarżyć lekarzy za powikłania i wyciągnąć pieniądze z ich obowiązkowego ubezpieczenia – tłumaczy. Jak mówi, już dziś, przy różnych powikłaniach prawnicy chętnie oddają sprawę do rzecznika, co zresztą nic nie kosztuje. – Ten bada sprawę, wszczyna postępowanie, a gdy sąd lekarski udzieli choćby upomnienia, to już jest podstawa do tego, żeby starać się o zadośćuczynienie – wyjaśnia członek OIL w Rzeszowie. – Zdarza się, że prawnicy bez aplikacji przychodzą pod szpital, pytając: „Czy panu się tu wszystko podobało? Bo my ewentualnie możemy się zająć sprawą. Pobierzemy tylko 2-3 proc. z odszkodowania. Wystarczy tu podpisać”- przytacza.
Na kogo obecnie jest najwięcej skarg? Na… położników i ginekologów. Dr Janicki nie ma wątpliwości, że jeśli aborcja na życzenie zostanie wprowadzona, biuro rzecznika odpowiedzialności zawodowej zostanie zasypane skargami, podobnie sądy lekarskie.
– Wiem, jak to działa. Kiedy sam byłem rzecznikiem, wyjaśniłem postępowanie i je umorzyłem, ale trafiłem na prawnika, który mnie skarżył. Sąd umorzył postępowanie, a potem wniesiono subsydiarny akt oskarżenia (red. wnoszonego przez pokrzywdzonego stającego obok prokuratora). Sądy rejonowe oraz okręgowe przez 2,5 roku potrzebowały 4 rozpraw, żeby to wyjaśnić. Nawet zawieszono mnie w pracy Okręgowego Sądu Lekarskiego – oburza się nasz rozmówca. Ale finalnie otrzymał przeprosiny na piśmie od dwóch prezesów sądów. – Niestety lekarz, którego dotyczyła sprawa i od którego próbowano wyłudzić 200 tys. zł odszkodowania, skończył tragicznie- zachorował na nowotwór ośrodkowego układu nerwowego, a na przebieg choroby, stres towarzyszący rozprawom, miał niekorzystny wpływ. Pan doktor dziś leży na cmentarzu – kwituje.
Nie trudno przewidzieć, że w obliczu takich historii ginekolodzy będą się bali dokonywać aborcji. – Ale mają dziś doskonałą broń. Mogą zrzec się prawa do wykonywania zawodu. Aborcje będzie wykonywać jedna pani drugiej pani, albo u „babki” – rzuca z ironią lekarz.
Dla wielu specjalistów cała walka o to, czy zaostrzyć czy złagodzić prawo aborcyjne sprowadza się do sporu politycznego. – Za tym w ogóle nie idzie myśl o dobru, zdrowiu i życiu kobiety. Taka jest moja ocena. Chcą doprowadzić do czasów, kiedy aborcja była na życzenie – stwierdza dr Marek Janicki. – Na życzenie to można sobie kawę w restauracji zamówić!
wk


