
Gorące linie 997 i 112 rzadko milczą. Rozgrzane do czerwoności telefony dzwonią jeden za drugim, a spośród wielu poważnych zgłoszeń zdarzają się i takie, które mogłyby posłużyć jako gotowe scenariusze kabaretowe.
Halo?! Policja?! Chciałem zgłosić, że stoję w korku i oczekuję, że ruch zostanie tu natychmiast przywrócony, bo ja się spieszę! Dzień dobry. Komenda? Czy wie pan jaki jest wynik meczu Siarka – Resovia? 997? Proszę wylegitymować pana, który lata paralotnią, bo strasznie mi przeszkadza!
Stalowe nerwy, maksymalna koncentracja, psychologiczne predyspozycje i anielska cierpliwość – to cechy dyżurnego policji, który dziennie podczas 12-godzinnego dyżuru odbiera co najmniej sto telefonów interwencyjnych z numeru 997 i 112.
Większość telefonów, które odbierane są w dyżurce Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu dotyczą typowych spraw. Są to prośby o pomoc. – Najwięcej jest zgłoszeń dotyczących picia alkoholu w miejscach publicznych, wykroczeń drogowych i awantur domowych – przyznaje asp. Krzysztof Chmielewski, który tygodniowo przy telefonie alarmowym spędza 48 godzin.
Jaki jest wynik meczu?
Wśród setek rozmów, jakie policjant odbył w ciągu pięciu lat pracy na tym stanowisku, były i takie, podczas których oczekiwano od policji bardziej nietypowej pomocy. Oto kilka z przykładów.
– W ostatnią sobotę odebrałem telefon od kierowcy, który utknął w korku na tarnobrzeskiej Wisłostradzie. Pytał, dlaczego stoi w korku. Wyjaśniłem mu, że odbywa się Bieg Siarkowca i z tego powodu występują utrudnienia w ruchu. Zażądał, by korek został natychmiast rozładowany i ruch przywrócony, bo on się spieszy – mówi asp. Chmielewski. W ostatnim czasie mieliśmy także telefon od kierowcy, który był gdzieś w trasie w Polsce i zadzwonił pod nasz numer, aby zapytać, jaki jest wynik meczu piłkarskiego pomiędzy Siarką i Resovią. Tak bardzo go to interesowało, że nie mógł skupić się na jeździe. Przekazałem mu wynik, a że akurat Siarka wygrywał, to bardzo się ucieszył, przeprosił za kłopot i podziękował za informację.
Gorąca linia z oddziałem psychiatrycznym
Na terenie powiatu tarnobrzeskiego znajduje się jeden oddział psychiatryczny w Szpitalu Powiatowym w Nowej Dębie. – Nie kryję, że często odbieramy telefony od osób dzwoniących z tego oddziału – przyznaje policjant. – Najczęściej proszą o to, aby „uwolnić” ich z placówki. Tłumaczą, że przetrzymywani są mimo że są zdrowi. Czasami dzwonią także z różnymi innymi sprawami, ale rozumiemy, że są to osoby chore.
– Z nietypowych spraw, które sobie przypominam, mieliśmy kiedyś także zgłoszenie pani, która była przekonana, że jest okradana przez spółdzielnię mieszkaniową. Jej zdaniem, ktoś manipulował przy ogrzewaniu jej mieszkania. Kaloryfery miała mieć zimne, a ogrzewane miały być zewnętrzne parapety mieszkania – dodaje nadkom. Beata Jędrzejewska-Wrona, oficer prasowy tarnobrzeskiej Policji.
Mewa mnie atakuje, a bankomat zjadł kartę
O osobliwych zgłoszeniach na policję można by napisać niejedną książkę. Spośród tych, do których udało nam się dotrzeć, a zostały zgłoszone w różnych komendach w kraju, nie sposób nie wymienić m.in. prośby o pomoc skierowanej od pasażera komunikacji miejskiej, który alarmował policję, że jest mu za gorąco, bo w autobusie, którym jedzie, nie ma klimatyzacji i prosi policję, żeby coś z tym zrobiła. Był telefon o atakującej mewie, łabędziu, który pływa po wodzie i jest mu na pewno za gorąco oraz o problemach z wyciągnięciem karty z bankomatu. Było także zgłoszenie o „kaczce z kaczuszkami, która nie może odnaleźć drogi do wody” i „paralotniarzu, który lata nad głowami i strasznie przeszkadza”. – Proszę go wylegitymować! – grzmiał głos w słuchawce.
Dziecięce żarty
– Stałą grupą dzwoniących pod 997 są nieletni. Niektórym wystarczy samo to, że usłyszą głos policjanta i są zadowoleni z żartu, jaki udało im się wyciąć, inni zgłaszają wymyślone interwencje. Jeśli udaje się podjąć rozmowę, tłumaczę, do czego służy telefon alarmowy, że blokuje linię w czasie, gdy ktoś faktycznie może próbować dodzwonić w sprawie pomocy – mówi tarnobrzeski policjant.
Kolega potrzebuje natychmiastowej pomocy
Osobliwe telefony odbierają nie tylko dyżurni policjanci, ale i dyspozytorzy pogotowia i straży pożarnej. Tych, którym wydaje się, że po ratunek na pogotowie dzwonią sami ciężko chorzy pacjenci, wyprowadzamy z błędu. Dla wielu, szczególnie znajdujących się w stanie głębokiego alkoholowego upojenia, numer 999 to gorąca linia, pod którą należy dzwonić w każdej sprawie.
– Przyjedźcie natychmiast. Coś się stało koledze. Nieprzytomny albo jakiś. Coś z nim nie tak – informuje zdenerwowany głos w słuchawce. – Zespół ratowników wsiada do karetki i na sygnale jedzie pod wskazane miejsce. Tam okazuje się, że jeden z biesiadników obraził się na kolegów i nie chce dalej pić. – Rzadziej niż kiedyś, ale wciąż zdarzają się takie zgłoszenia – to tylko jedno z wielu zgłoszeń odebranych w tarnobrzeskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Mąż zaniemówił
Do SOR-u dotarło także zgłoszenie dotyczące mężczyzny, który zaniemówił. – Przyjechaliśmy na miejsce, próbujemy dowiedzieć się, co się stało, a on mówi, że się pokłócił, obraził i z rodziną rozmawiał nie będzie – wspomina jeden z lekarzy.
Ratownicy przyznają, że choć wiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji wezwania zespołu bez faktycznych powodów, to są tacy, którzy zdają się nimi zupełnie nie przejmować.
– Zostaliśmy wezwani do mężczyzny pogryzionego przez psa. Na miejscu proszę o pokazanie rany, przyglądam się jej, a ona już taka podgojona, zabliźniona. Pytam, kiedy pies pogryzł pacjenta, a on odpowiada, że pół roku temu… Ręce mi opadły. Nie wiem, czy sobie przypomniał, czy jakaś nagła złość go wzięła na czworonoga…
Małgorzata Rokoszewska



2 Responses to "Absurdy z telefonów alarmowych"