Aeroklub wysokiego ryzyka – ciąg dalszy

Na tym zdjęciu widać szybowiec rozbity w drugim wypadku 24 maja 2015 r. Pilot-uczeń tylko cudem uniknął obrażeń. Praprzyczyną wypadku było zerwanie liny holowniczej w czasie startu za wyciągarką. Fot. PKBWL
Na tym zdjęciu widać szybowiec rozbity w drugim wypadku 24 maja 2015 r. Pilot-uczeń tylko cudem uniknął obrażeń. Praprzyczyną wypadku było zerwanie liny holowniczej w czasie startu za wyciągarką. Fot. PKBWL

Kontynuujemy temat z wydania weekendowego.

W ostatnim weekendowym wydaniu Super Nowości z 24 czerwca pisaliśmy o 3 wypadkach szybowców, do jakich doszło w roku 2015 w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej. Jak już informowaliśmy, w reakcji na całą serię pytań, jakie wysłaliśmy do aeroklubu, jego władze nie udzieliły nam żadnych odpowiedzi, a zamiast konkretnych odpowiedzi na konkretne pytania prezes aeroklubu, P. Damian Ćwiękała, wystosował jedynie krótkie oświadczenie, unikając tym sposobem rzetelnej wypowiedzi na temat licznych wypadków lotniczych w jego aeroklubie. Dziś, zgodnie z zapowiedzią wydrukowaną w naszej gazecie w piątek, przytoczymy treść tego oświadczenia w całości wraz z naszym komentarzem.

Przypomnijmy, że w naszej piątkowej publikacji opisaliśmy 3 wypadki szybowców, do jakich doszło w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej w 2015 r. W pierwszym wypadku pilot stracił orientację i gdy lądował poza terenem lotniska szybowiec został doszczętnie rozbity, a on odniósł obrażenia nóg i głowy. Szczególną uwagę zwracają jednak wypadki numer 2 i numer 3, gdyż w widoczny sposób są one połączone tą samą przesłanką (praprzyczyną) ich zaistnienia.

W drugim i trzecim wypadku praprzyczyną zdarzeń było zerwanie bądź rozplątanie w trakcie lotu liny holowniczej, którą naziemna wyciągarka wyholowuje szybowiec w powietrze. O ile w drugim wypadku pilot uczeń cudem uniknął obrażeń, to w trzecim wypadku 46-letni pilot z Warszawy doznał poważnych konsekwencji zdrowotnych, takich jak: połamanie nóg, pękniecie miednicy, połamanie większości żeber, stłuczenie mózgu i zez pourazowy. Pilot do dziś porusza się na wózku i przechodzi rehabilitację.

O okoliczności związane z wypadkami oraz sprawy związane z poziomem bezpieczeństwa w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej zapytaliśmy władze Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej, czyli prezesa i równocześnie szefa wyszkolenia Damiana Ćwiękałę, oraz dyrektora Zenona Wajdę – już w poniedziałek, 13 czerwca 2016 r., wysyłając im pierwszą serię pytań, ponieważ pierwotnie planowaliśmy ukazanie się artykułu na piątek, 17 czerwca.

Jeszcze tego samego dnia otrzymaliśmy od aeroklubu oświadczenie, które przytaczamy w dalszej części dzisiejszego artykułu, z sugestią od jego autorów, że stanowi odpowiedź na nasze pytania oraz z żądaniem jego publikacji. Poprosiliśmy więc ponownie o odpowiedź na wysłane pytania. W reakcji prezes Damian Ćwiękała odesłał nas ponownie do instytucji takich jak Urząd Lotnictwa Cywilnego i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych (ULC i PKBWL).

Już w kolejnym dniu, to jest 14 czerwca, przesłaliśmy ponownie aeroklubowi nasze pytania uzupełnione tym razem o drugą ich serię z prośbą o odpowiedź. Otrzymaliśmy kolejne żądanie publikacji oświadczenia, ale kierownictwo aeroklubu konsekwentnie unikało udzielenia odpowiedzi na nasze konkretne pytania

Ponowne przypomnienie o tym, że wciąż czekamy na odpowiedzi, wysłaliśmy aeroklubowi 15 czerwca. Reakcji nie było.

W tej sytuacji 16 czerwca zadzwoniliśmy do prezesa Damiana Ćwiękały, ale ten odmówił udzielenia odpowiedzi na pytania, odsyłając nas ponownie do instytucji lotniczych takich jak Urząd Lotnictwa Cywilnego i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych oraz treści oświadczenia.

Publikacja planowana pierwotnie na 17 czerwca w tej sytuacji nie doszła do skutku.

Ponownie poprosiliśmy o odpowiedź we wtorek, 21 czerwca, ale nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Dodatkowe pytanie o treści „Czy wyciągarka używana w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej ma system automatycznego odcinania liny holowniczej?” zadaliśmy 22 czerwca.

W mailu nadesłanym 23 czerwca prezes Ćwiękała zarzucił nam nieznajomość tematu i załączył kolejny raz oświadczenie, w którym tym razem ostatni akapit został zamieniony na inną treść niż w poprzednim oświadczeniu. Ten akapit również publikujemy w dalszej części artykułu. Wobec takiego obrotu sprawy, ponieważ nie doczekaliśmy się odpowiedzi na pytania, zdecydowaliśmy o publikacji przygotowanego artykułu, co nastąpiło w piątek, 24 czerwca.

Oto treść pierwotnego oświadczenia z 13 czerwca 2016 r.:
„Zgodnie z informacjami posiadanymi przez Waszą gazetę, w 2015 roku zdarzyły się w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej 3 wypadki szybowcowe. Wspomniane przez Pana zdarzenia były spowodowane przez osoby przyjezdne wynajmujące od nas szybowce. Oskarżanie bądź sugerowanie, że Aeroklub Ziemi Jarosławskiej, ponosi za to odpowiedzialność byłoby tak samo irracjonalne, jak oskarżanie wypożyczalni samochodów, która wynajęła sprawny samochód kierowcy, który następnie na prostej drodze zjechał z niej i uderzył w drzewo. Osoby uczestniczące w wypadkach miały odpowiednie uprawnienia do prowadzenia tych statków powietrznych, a oddany im sprzęt był w pełni sprawny, tak więc w wyniku tych wypadków, to Aeroklub Ziemi Jarosławskiej jest stroną poszkodowaną, która poniosła konkretne i policzalne straty finansowe przez błędy pilotów wskazane w raportach Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Nie utraciliśmy jednej czwartej, ani nawet jednej piątej stanu naszych szybowców.

Bezpieczeństwo operacji wykonywanych przez Aeroklub Ziemi Jarosławskiej jest na bieżąco badane zarówno przez Urząd Lotnictwa Cywilnego, jak i Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych, a działania zaradcze, które wprowadziliśmy w związku z zaistniałą sytuacją są przez nie monitorowane, tak więc lepiej będzie, jeśli ze swoimi pytaniami zwróci się Pan bezpośrednio do tych instytucji państwowych – otrzyma Pan wiarygodne odpowiedzi z niezależnego źródła. Na wszystkie pozostałe pytania również otrzyma Pan odpowiedź z Urzędu Lotnictwa Cywilnego lub Państwowej Komisji Badania Wypadków lotniczych, do których wierzę zwróci się Pan, jeśli chce Pan rzetelnie napisać swój artykuł.

Akapit, który nie znalazł się już w drugiej wersji oświadczenia nadesłanej 23 czerwca, podkreśliliśmy. Poniżej dodatkowy akapit, który otrzymaliśmy od aeroklubu 23 czerwca wraz z drugą wersją oświadczenia. Miał on, według prezesa Ćwiękały, zastąpić ostatni akapit oświadczenia (przez nas podkreślony). Dla pełnej przejrzystości zamieszczamy więc zarówno pierwszą, jak i drugą wersję zakończenia oświadczenia. Oto druga wersja:

„Nie rozumiem dlaczego pomimo że w naszym województwie są 2 inne ośrodki szkolące na szybowcach, gdzie w każdym z nich w ostatnim czasie wydarzyło się więcej wypadków niż w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej w historii, Wasza gazeta ma zamiar pisać o nas w kontekście wypadków szybowcowych.”

Teraz kilka zdań naszego komentarza.

Z oświadczenia Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej wynika, że w aeroklubie musi być bezpiecznie, bo jest na bieżąco badany przez ULC i PKBWL. Tymczasem to, że aeroklub podlega wynikającemu z prawa nadzorowi odpowiednich instytucji kontrolnych nie musi sprawiać automatycznie, że poziom bezpieczeństwa jest w nim zadowalający.

Wiele innych aeroklubów i innych firm czy instytucji lotniczych też działa pod nadzorem urzędów, ale czy to oznacza, że nie dochodzi w nich do wypadków?

Bezpieczeństwo w aeroklubie zależy głownie od ludzi wewnątrz aeroklubu, którzy na bieżąco odpowiadają za całą infrastrukturę (szybowce, wyciągarkę, liny itd.) oraz wyszkolenie podległego sobie personelu (np. osób obsługujących wyciągarkę czy zaplatających liny), nawet jeśli raz w roku aeroklub jest sprawdzany przez odpowiedni urząd.

Powtórzmy raz jeszcze: deklarowanie, że Aeroklub Ziemi Jarosławskiej działa pod nadzorem Urzędu Lotnictwa Cywilnego, jest w swej treści podobne do stwierdzenia jakiegoś kierowcy poruszającego się po drogach publicznych, „że ruch na tych drogach jest całkowicie bezpieczny, bo jest przecież wykonywany pod nadzorem policji”. Otóż takie kuriozalne stwierdzenie pokazywałoby infantylizm mówcy i zakrawałoby raczej na żart! Wiadomo bowiem, że policja wkracza, gdy jest wypadek, ale nie jest w stanie zapobiec zdarzeniom wynikającym np. ze złego stanu technicznego sprzętu, nonszalancji kierowców czy nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa. Panowie z kierownictwa AZJ chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, że używając tak nietrafnego porównania do wypożyczalni samochodów i próbując przerzucać na instytucje warszawskie odpowiedzialność za bezpieczeństwo w ich jarosławskim aeroklubie – tak naprawdę bardzo dużo powiedzieli o ich podejściu do spraw związanych ze spoczywającym na nich obowiązkiem zapewniania bezpieczeństwa lotów i sprawności każdego elementu używanego sprzętu.

Co do porównania z wypożyczalnią samochodów, to zawiera ono niebezpieczną sugestię, że za wypadki odpowiadają jedynie piloci, rozbijający szybowce niemal jak kierowcy zjeżdżający bez powodu z prostej drogi i uderzający w drzewo. Wystarczy poczytać raporty PKBWL, by dojść do wniosku, że wypadki szybowców z 2015 r. w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej nie dają się zamknąć w tak prostej interpretacji zdarzeń – co z tego, że aeroklub oddał pilotowi sprawny szybowiec, skoro lina wyciągająca ten szybowiec w powietrze dwukrotnie ulegała urwaniu lub nawet rozplątaniu, bo ktoś ją źle związał! To lina – czyli czynnik leżący wyłącznie po stronie Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej – była praprzyczyną tych 2 najniebezpieczniejszych wypadków! Do tego, że aeroklubowi rozwiązują się liny holownicze (!) nie przyczynił się żaden pilot, ale odpowiedzialność za ten stan rzeczy leży wyłącznie po stronie kierownictwa aeroklubu, które teraz próbuje bagatelizować i infantylizować zagadnienie własnej odpowiedzialności za te wypadki.

Można więc wyprzedzająco zadać takie na przykład pytanie:

Czy jeśli w kierowanym przez panów Damiana Ćwiękałę i Zenona Wajdę aeroklubie dojdzie do kolejnego wypadku, w którym niekorzystny ciąg zdarzeń zacznie się od urwania lub rozplątania liny holowniczej – to czy również winnym takiego wypadku będzie kolejny pilot??? Bo idąc tropem ich raczej infantylnych tłumaczeń można wywnioskować, że ich zdaniem znowu winnym miałby być pilot, bo przecież oni oddali mu do wykorzystania sprawny szybowiec (i nic od niego nie odpadło w locie).

Dla bezpieczeństwa w lotnictwie niezbędne jest niestety, aby dokładnie każdy element mający wpływ na to bezpieczeństwo zadziałał sprawnie – jeśli zawiedzie jeden element, to zwykle dochodzi do wypadku. Takimi elementami jest nie tylko sprawny szybowiec, ale również odpowiednie i bezpieczne liny holownicze, które najlepiej, aby nie były wiązane z 2 kawałków, a jeśli już miałyby być wiązane, to aby były związane w sposób 100-procentowo bezpieczny (w lotnictwie wiadomo, jak to zrobić). A żeby były związane w sposób bezpieczny, to powinny być wiązane przez kadrę instruktorską albo jedynie przez bardzo wąskie grono osób, które zostały w tym zakresie doskonale przeszkolone przez dyrekcję aeroklubu.

W tym miejscu zadajemy Panu Damianowi Ćwiękale pytania:

  1. Czy liny się urwały czy rozplątały w tych 2 wypadkach?
  2. Kim były osoby, które wiązały te feralne kawałki lin, które się potem tak łatwo rozplątywały?

Nadal oczekujemy odpowiedzi na wszystkie nasze pytania ze strony Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej, licząc, że władze aeroklubu ich w końcu udzielą. Ta sprawa zasługuje na pełne wyjaśnienie.

Prośba od redakcji Super Nowości
Prosimy o kontakt z naszą redakcją pilota-ucznia albo jego rodziców, uczestniczącego w drugim ubiegłorocznym wypadku szybowca w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej z dnia 24 maja 2015 r. Chodzi o wypadek, do którego przyczyniło się urwanie lub rozplątanie liny holującej szybowiec, gdy szybowiec ten był w powietrzu na bardzo małej wysokości. Prosimy kontaktować się z nami pisząc na adres mailowy: mprzybylski@supernowosci24.pl lub dzwoniąc pod numer telefonu 17 852 55 55  Niestety dyrekcja Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej nadal utrudnia nam dostęp do Was.

Mirosław Przybylski

3 Responses to "Aeroklub wysokiego ryzyka – ciąg dalszy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.