
Zdaniem lidera PO, cała sytuacja „zupełnie nie brzydzi szefa PiS”, a lekceważenie losu osób chorych „dyskwalifikuje rządzących i twórcę tego ohydnego systemu politycznej korupcji pana Jarosława Kaczyńskiego”. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Szok i niedowierzanie, obrzydzenie i wściekłość – tak zareagowali normalni ludzie na doniesienia Wirtualnej Polski o tym, że firma Łukasza Mejzy, wiceministra sportu naciągała na ogromne kwoty rodziny nieuleczalnie chorych, w tym dzieci, oferując leczenie ich bliskich eksperymentalną metodą za granicą. Mowa o kwotach idących nawet w miliony złotych! Tymczasem w zagranicznych placówkach medycznych nic nie wiedziano o firmie Mejzy i rzekomej z nią współpracy, a oferowana metoda leczenia jest nieskuteczna i może nawet zaszkodzić! Wiceminister sportu zaprzecza doniesieniom dziennikarzy Wirtualnej Polski i zapowiada obronę swego dobrego imienia na drodze sądowej. Do czwartkowego popołudnia i zamknięcia tego numeru Super Nowości nie zapadły decyzje o usunięciu Mejzy z rządu Mateusza Morawieckiego. Politycy PiS „wyjaśniają”, że sprawa wiceministra sportu „będzie zbadana”, jednak nie mówią kiedy, w jakim trybie, i na jakich zasadach.
Zacznijmy od tego, kim jest Łukasz Mejza, i jak znalazł się na stołku wiceszefa resortu sportu. Ten 30-latek z Zielonej Góry ma licencjat ze stosunków międzynarodowych ukończony w poznańskiej Wyższej Szkole Bankowej. Zawodowo zajmował się własnym biznesem. Wystartował w ostatnich wyborach parlamentarnych z ostatniego miejsca na liście PSL – Koalicja Polska w okręgu lubuskim. Znalazł się tam, bo wcześniej działał w ruchu „Bezpartyjni Samorządowcy”. „Zrobił” drugi wynik, jeśli chodzi o liczbę głosów, ale do Sejmu się nie dostał. Jednak gdy zmarła śp. posłanka Jolanta Fedak, zdecydował się przyjąć mandat poselski. W marcu 2021 r. złożył ślubowanie poselskie, ale nie zasiadł w klubie PSL – KP, lecz został posłem niezrzeszonym. W sierpniu 2021 r. roku prezydium Sejmu ukarało go naganą za odmowę złożenia oświadczenia majątkowego. W październiku Mejza wstąpił do Partii Republikańskiej Adama Bielana i został jej wiceprezesem, ale nie zasiadł w klubie poselskim PiS tak jak reszta republikanów i pozostał posłem niezrzeszonym. Jednocześnie 15 października objął stanowisko sekretarza stanu w ówczesnym Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu oraz pełnomocnikiem premiera ds. nowych technologii w sporcie. Wkrótce, po zreformowaniu rządu, trafił do Ministerstwa Sportu i Turystyki jako wiceszef tego resortu. Rzec by można, że piękna kariera młodego i przedsiębiorczego człowieka…
Nieskuteczne leczenie za miliony złotych!
Niedawno jednak okazało się, że przedsiębiorczość wiceministra Mejzy, kolokwialnie mówiąc, „poszła” w złym kierunku. Wirtualna Polska ujawniła bowiem, że firma Łukasza Mejzy oferowała bliskim chorych nieuleczalnie ludzi, w tym dzieci, eksperymentalną metodę leczenia za granicą za horrendalnie duże pieniądze. Mowa m.in. o takich schorzeniach, jak: stwardnienie rozsiane, porażenie mózgowe, choroby Alzheimera i Parkinsona i mucowiscydozie. Medycyna na razie nie zna ani leków, ani skutecznych terapii leczących te choroby. Chorym na nie poddaje się lekoterapiom hamującym rozwój chorób i zmniejszającym ich objawy. Tymczasem firma Mejzy miała oferować skuteczne leczenie z tych chorób za pomocą komórek macierzystych, a owo leczenie miało odbywać się w krajach Ameryki Północnej. Wrażenie robią koszty takich „terapii”. firma wiceministra sportu za tę „przysługę” liczyła sobie od 80 tys. dolarów amerykańskich wzwyż!
Prężna akcja marketingowa
Proceder był uprawiany w wyjątkowo obrzydliwy sposób. Do bliskich nieuleczalnie chorych wysyłano foldery pod wiele mówiącym tytułem „Leczymy nieuleczalne”. To jednak nie wszystko. jak ustalili dziennikarze Wirtualnej Polski, pracownicy firmy Mejzy wręcz nękali krewnych chorych wysyłając do nich sms-y i informacje na komunikatorach społecznościowych o oferowanej przez firmę terapii! Co ciekawe, do niektórych pisano i dzwoniono wielokrotnie, innych „odpuszczano” sobie po jednej próbie kontaktu. W taki sposób jeden ze współpracowników Mejzy skontaktował się z panią Dagmarą, matką 15- letniego Michała cierpiącego na adrenoleukodystrofię (ALD). Jak opowiedziała kobieta dziennikarzom Wirtualnej Polski, była bardzo zaskoczona tamtym telefonem. A to dlatego, że specjaliści zarówno ci, z którymi sama się kontaktowała w związku z chorobą syna, jak i światowe medyczne autorytety z tej dziedziny, nie dawali jej cienia nadziei na leczenie Michała w jego stadium choroby.
– A tu dzwoni ktoś i mówi, że jest metoda leczenia dla mego dziecka – wspomina pani Dagmara. Matka 15- latka dopiero gdy trochę ochłonęła, zapytała dzwoniącego o konkretne wyniki badań nad skutecznością oferowanej terapii w leczeniu choroby, na którą cierpi jej syn. – Ten człowiek nigdy ich nie przedstawił – wyjaśnia kobieta dziennikarzom WP. Nic poniekąd w tym dziwnego, bo takich badań zwyczajnie nie ma! – Kłamali od początku. Nigdy nie było żadnego dziecka wyleczonego z adrenoleukodystrofii ich metodą. Nigdy nie przedstawili żadnych medycznych dowodów na swoje słowa – podsumowuje pani Dagmara. Matka innego dziecka chorego na nieuleczalne schorzenie powiedziała kontaktującemu się z nią wprost, że jest zwyczajnie za uboga na leczenie dziecka tak kosztowną metodą. Efekt? Nikt z pracowników firmy Mejzy już więcej się do niej nie odezwał.
W klinice w Meksyku nikt nie słyszał o leczeniu Poli
Inaczej było z panią Pauliną, mamą malutkiej Poli chorej na mukowiscydozę. Firma Mejzy skontaktowała się z 31-latką w zeszłym roku. – Powiedzieli mi, że wyleczą Polę z mukowiscydozy komórkami macierzystymi. Uwierzyłam – wspomina kobieta do dziennikarzy Faktu. 6- letnia Pola miała trafić na leczenie do kliniki w Meksyku. O tym, że terapia tam ma być skuteczna, przekonywał matkę Poli współpracownik Mejzy, który sam miał zostać wyleczony w tej placówce z nieuleczalnej choroby. Wszystko to brzmiałoby bardzo pięknie i optymistycznie, gdyby nie „drobny” szczegół, mianowicie koszt leczenia 6- latki. Mowa była o ogromnej kwocie – 300 tys. dolarów, czyli 1,2 mln złotych. Rodzina chorej dziewczynki, ma się rozumieć, nie dysponowała takimi pieniędzmi, ale zdeterminowana matka postanowiła zdobyć je i założyła zbiórkę na leczenie Poli. Współpracownik Mejzy, ten podający się za wyleczonego z nieuleczalnej choroby, zapewniał 31-latkę, że leczenie jej córeczki zacznie się już, gdy uzbiera pierwsze 300 tys. złotych. Kiedy to nastąpiło, matka dziewczynki skontaktowała się z firmą pytając o rozpoczęcie terapii 6-latki. Poinformowano ją, że przypadek Poli musi zostać „zaakceptowany przez komisję etyki”. Kobieta wykazała się czujnością, żadnych pieniędzy ze zbiórki firmie Mejzy nie wysłała, za to zaczęła zadawać coraz więcej szczegółowych pytań i szukać informacji o firmie m.in. w Internecie. Wkrótce dowiedziała się, że miała do czynienia z oszustami. O leczeniu Poli w meksykańskiej klinice nikt tam nie słyszał, podobnie jak o firmie Łukasza Mejzy i rzekomym planowanym leczeniu innych osób.
Wiceminister sportu zaprzecza
Łukasz Mejza wszelkim doniesieniom medialnym na ten temat stanowczo zaprzecza. Dziennikarzom Faktu pytającym go o sprawę 6- letniej Poli odpisał, że: – Wiem, że media próbują mnie z tą historią wiązać i jest to wynikiem ataku na moją osobę, który ma na celu rozbicie większości sejmowej i wywrócenie rządu. Od 1989 r. nie było tak zmasowanej nagonki medialnej. Pytanie, komu na tym tak bardzo zależy? – napisał Mejza dodając, że matka dziewczynki podpisała umowę z firmą, z którą on nie ma nic wspólnego. Wiceminister sportu zaprzecza też, by na takiej działalności jego firma zarobiła jakiekolwiek pieniądze, a on sam „szybko zrezygnował z firmy, która miała organizować wyjazdy medyczne za granicę”. Jednocześnie Łukasz Mejza zapowiada, że w obronie swego imienia wystąpi na drogę sądową. Jednocześnie zarząd województwa lubuskiego, jak donosi Fakt, zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z działalnością innej firmy Mejzy. Ta miała organizować szkolenia w tamach projektu „Lubuskie Bony Rozwojowe w subregionie zielonogórskim – edycja II”. Otrzymała na to blisko milion złotych, ale kontrola wykazała, że koszty szkoleń wykazywane przez firmę nijak mają się do usługi.
Politycy Zjednoczonej Prawicy o Mejzie ostrożnie
Tymczasem Łukasz Mejza nadal jest wiceministrem sportu w rządzie Mateusza Morawieckiego. Jego bezpośredni szef, czyli minister sportu, Kamil Bortniczuk pytany o Mejzę w czwartek (2 grudnia) w kuluarach sejmowych, niejako „na odczepnego” odpowiadał dziennikarzom, że Mejza złożył przed nim wyjaśnienia, które go przekonały. Jednocześnie politycy PiS niechętnie obecnie przyjmują zaproszenia do mediów, bo wiedzą, że będą pytani o sprawę Mejzy. Adam Bielan, szef Partii Republikańskiej, który niejako „stoi” za mariażem Mejzy z PiS i jego nominacją na wiceministra w rządzie M. Morawieckiego, wypowiada się na ten temat bardzo ostrożnie. – Łukasz Mejza jest naszym członkiem. Decyzja o tym, czy pozostanie w rządzie, to jest zawsze decyzja jego zwierzchnika – ministra sportu i premiera. Rozmawiałem wczoraj z oboma, nie ma decyzji w tej sprawie – zapewniał Bielan na antenie TVP Info.
Nie liczy się co robił, liczy się głos za rządem
Dlaczego rządzący nie zdymisjonowali jeszcze Mejzy? Z powodów czysto matematycznych. W tej chwili w Sejmie, który liczy 460 posłów, klub PiS na 228 „szabel” . Z trzema głosami posłów Kukiz’15 wychodzi 231 i to stanowi większość, ale bardzo słabą! Wystarczy, żeby kogoś nie było np. z powodu choroby, i po większości. Stabilniej jest dla rządu, gdy ma jeszcze dwa głosy poparcia posłów niezrzeszonych, czyli Mejzy i blisko z nim współpracującego Zbigniewa Ajchlera, który, co prawda, choruje poważnie, ale głosować może. Wiadomo, że decyzję o tym czy Mejza wyleci z rządu, czy nie, podejmie nie Mateusz Morawiecki, jako prezes Rady Ministrów, tylko prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Prawdopodobnie nie wyklucza on zdymisjonowania Mejzy, skoro podczas ostatniego spotkania klubu parlamentarnego PiS uczulał swoich posłów na bezwzględne uczestnictwo w obradach Sejmu i głosowaniach. Jaką decyzję podejmie Kaczyński, zapewne przekonamy się już wkrótce.
Monika Kamińska



25 Responses to "„Afera Mejzy nie brzydzi szefa PiS”"