
Choć zapewne nie brakuje takich, którzy chcieliby, by sprawa ujawnionego niedawno listu działacza PiS do posła Marka Kuchcińskiego (PiS) została jak najszybciej zamieciona pod dywan, tak się jednak nie stało. W poniedziałek (7 września) Przemyśl odwiedzili Grzegorz Braun z Konfederacji praz lider PO Borys Budka. Pierwszy mówił o czym na wzór „zorganizowanej grupy przestępczej” i „rozbójnikach” w kontekście strategii przejęcia władzy w mieście przez swą partię, co opisywał autor pisma, drugi zapewniał o wsparciu Platformy dla tych samorządowców, którzy nie poddają się władzy PiS. Na koniec konferencję prasową zwołali członkowie lokalnego PiS-u. Poinformowali, że ich działacz, który przyznał się do napisania listu tylko częściowo, opuścił szeregi PiS do czasu, aż prokuratura zbada jego doniesienie. – Został zaszczuty – stwierdził Piotr Pilch, szef miejskich struktur partii i wicemarszałek województwa podkarpackiego.
Konferencja Grzegorza Brauna, na której towarzyszył mu m. in. Andrzej Zapałowski (radny klubu „Wspólnie dla Przemyśla w przemyskiej Radzie Miejskiej) to była, jak podkreślali sami organizatorzy, dokładna analiza tego, co zostało napisane w bulwersującym liście. – Takie określenia jak „żołnierze”, czy „funkcyjni” to język mafii – zauważył Andrzej Zapałowski. – Nie chcemy tu drugiej Sycylii – dodał. – Nie bez powodu podczas naszej konferencji w Sejmie na ten temat prawnik Jacek Wilk nazwał ten list przygotowaniami do utworzenia zorganizowanej grupy przestępczej – stwierdził Grzegorz Braun. – Czy to jest modus operandi, które Prawa i Sprawiedliwość wraz ze swoimi partyjnymi przystawkami chciałoby, a może już stosuje na arenie ogólnopolskiej. Sprawa przemyska, którą nie wahamy się nazywać „aferą podkarpacką 2.0”, przede wszystkim ze względu na osobę marszałka Kuchcińskiego, który okazuje się skupiać uwagę opinii publicznej, nie tyle w sposób nieszczęśliwy dla niego, jako polityka, ile szkodliwy, niedopuszczalny dla polskiej polityki, polskiego życia publicznego – dodał G. Braun.- Nie możemy dopuścić do tego, żeby w polskim życiu politycznym, społecznym, gospodarczym i religijnym grasowali tacy rozbójnicy – skwitował Braun podczas omawiania kolejnych punktów listu, w których autor opisywał jak dzielić stanowiska oraz jak działać w mediach społecznościowych i parafiach, by przejąć władzę i zdyskredytować aktualne władze miasta.
Braun: – Autor nie piszę „kochany Marku”, czy „droga Penelopo”
Mowa była też o samym autorze listu. – Pan Tomasz (…) przedstawia się w swoim oświadczeniu jako zwyczajny przemyślanin, a tymczasem w poprzedniej kadencji samorządowej był szefem ważnej spółki podległej miastu i to w czasie, gdy jego stryj pełnił funkcję przewodniczącego Rady Miejskiej – przypomniał Braun. – W swej partii ten pan jest w okręgowych strukturach, a pan Kuchciński ma być, zdaje się jego krewnym. Mimo to w swoich rzekomo prywatnych zapiskach tytułuje go marszałkiem – zauważył G. Braun. – Nie pisze do niego „kochany Marku”, czy „droga Penelopo” (tu Grzegorz Braun nawiązał do pseudonimu, jaki w czasach swej młodości będąc hipisem nosił poseł Marek Kuchciński). – Co prawda potem „przechodzi” z adresatem listu na ty, ale dokument ma charakter raportu i zaczyna się od słów „zgodnie z poleceniem”, co przeczy temu, jakoby to miały być prywatne przemyślenia, jak twierdzi ich autor – dodał lider Konfederacji. Nie obyło się też bez nawiązania do obecnej arytmetyki w przemyskiej RM, gdzie większość stanowią obecnie radni klubów PiS, Regia Civitas oraz SLD oraz radna niezależna Monika Różycka, która do Rady dostała się z listy Kukiz’15. – Ta sytuacja ma podłoże obyczajowe – stwierdził G. Braun. – Pamiętajmy, że rozbita została rodzina – podkreślił. – Boję się nawet pomyśleć, że takie coś mogło zostać po prostu zaplanowane, to byłoby straszne – dodał A. Zapałowski.
Co ciekawego i o kim wie lider Konfederacji?
Na pytanie czy ujawniona zostanie opinia grafologa, który miał stwierdzić, czy odręczny popis pod dokumentem jest podpisem autentycznym osoby, która przyznała się do napisania go Zapałowski i Braun odpowiedzieli, że nie jest to konieczne, bo wszak autor sam przyznał się do autorstwa. – Ale oczywiście nie ma problemu z wglądem do tej opinii – zapewnił Zapałowski. – Jeśli PiS chce wmówić opinii publicznej, że to źli jacyś ludzie oczernili dobrego autora z jeszcze lepszym marszałkiem Kuchcińskim, to taka konferencja jak nasza daje im możliwość oczyszczenia się – dodał Braun. Bardzo interesująco zabrzmiało pytanie dziennikarza Telewizji Obywatelskiej Video-KOD, który zapytał czy pismo nie przywodzi na myśl instrukcji dla służb PRL-u i czy może Grzegorz Braun wie coś na temat powiązań postaci występujących w liście z takowymi. – Autor listu jest człowiekiem młodym i nie podejrzewam go o kontakty ze służbami PRL- przyznał G. Braun. – A co do innych postaci …Owszem, posiadam pewną wiedzę o takich powiązaniach, ale to raczej w bardzo wczesnej młodości, jeszcze poza działalnością jakąś polityczną. Nie chciałbym jednak, by ten temat poruszany był na dzisiejszej konferencji – zakończył tonem, który mógł wskazywać na to, że lider Konfederacji może mieć bardzo ciekawe informacje i może zechcieć ujawnić je już niedługo.
Budka: – Takie sytuacje trzeba ujawniać i piętnować
Wkrótce po spotkaniu z Konfederatami dziennikarzom przyszło spotkać się z liderem PO, Borysem Budką. Mówił on o wielkim zaniepokojeniu sytuacją w Przemyślu. – To gorszący, nurtujący opinię publiczną, systemowy atak ze strony rządzących na niezależny samorząd – stwierdził Budka. – Niestety, doświadczamy tego nie tylko w województwie podkarpackim, ale w całej Polsce, gdzie w lokalnych czy regionalnych samorządach są ludzie, którzy nie chcą być zależni od obecnej władzy. W podkarpackim jest to widoczne w wielu miastach i gminach, w których burmistrzowie czy wójtowie nie otrzymują wotum zaufania, czy absolutorium – dodał. Na pytanie czy posłowie KO mają zamiar coś uczynić w kwestii adresata listu, którym jest Marek Kuchciński, na przykład skierować sprawę do Komisji Etyki Poselskiej lider PO odpowiedział:- Nie, bo nie ma to sensu! Pan marszałek Kuchciński będzie w tej sprawie milczał, jak milczał w sprawie swoich lotów – stwierdził. – Tak właśnie działa PiS i tu ogromna rola mediów w tym, by takie sytuacje ujawniać i je piętnować – dodał.
Pilch: – Autor listu został zaszczuty
Na koniec konferencję prasową zwołali lokalni działacze PiS. Było ich tylko dwóch: Piotr Pilch szef lokalnych struktur partii i wicemarszałek województwa podkarpackiego oraz Maciej Kamiński przewodniczący klubu radnych PiS w przemyskiej RM i od czerwca tego roku przewodniczący tejże RM. Najpierw P. Pilch zachęcił do zapoznania się z obszernym oświadczeniem przemyskich struktur PIS, z którego wynika, że nikt z działaczy nic nie wiedział o liście członka partii do Marka Kuchcińskiego. – Pan (tu padło imię i nazwisko autora listu) nie jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości, dziś rano zrezygnował, bo został zaszczuty – wyjaśnił wicemarszałek województwa dodając, że być może autor listu powróci w partyjne szeregi po rozstrzygnięciu przez prokuraturę sprawy jego doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wykradzeniu mu prywatnych zapisków, przerobieniu treści i upublicznieniu jej wraz z danymi osobowymi.- Ten człowiek przyznał się tylko częściowo do autorstwa – przypomniał P. Pilch. Nie umiał jednak powiedzieć do której części były już członek PiS przyznał się, a która miałaby zostać spreparowana przed upublicznieniem. – Nie wiem, nie rozmawiałem z nim na ten temat – poinformował P. Pilch. Potem dość długo rozwodził się nad tym, że prywatne zapiski byłego członka nie powinny zostać mu wykradzione, a skoro już tak się stało i ktoś przesłał je do radnych na adres magistratu, to ten powinien zadbać, by ich nie upubliczniono. – Mamy przecież RODO – przypomniał wicemarszałek. Mowa była też o koalicji radnych PiS, Regia Civitas i SLD w Radzie Miejskiej. To o tyle ciekawe, że radni Sojuszu zaprzeczali, by kiedykolwiek byli w jakiejś koalicji z PiS. Potem było już tradycyjnie o sukcesach radnych PiS i milionach złotych płynących z woli partii rządzącej do Przemyśla oraz oczywiście o tym, jak prezydent Przemyśla Wojciech Bakun nie chce współpracować. Te tradycyjne już wątku niemal każdej konferencji z udziałem radnych PiS w dziwny sposób przywodziły na myśl opisaną w liście byłego już działacza strategię na to, jak przejąć władzę w mieście i „zdyskredytować Bakuna”.

Monika Kamińska



5 Responses to "Afera Podkarpacka 2.0. na ustach całej Polski"