Afera w przemyskiej Straży Ochrony Kolei nadal niewyjaśniona

- Komendant Główny SOK zawiesił 5 osób, w tym kierownictwo komendy w Przemyślu - mówi Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., pod które podlega SOK. Fot. PKP PLK S.A.
– Komendant Główny SOK zawiesił 5 osób, w tym kierownictwo komendy w Przemyślu – mówi Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., pod które podlega SOK. Fot. PKP PLK S.A.

PRZEMYŚL. Co kryje wnętrze szafy pancernej, której nikt z SOK-istów nie potrafił otworzyć przy policjantach?

Nie milkną echa akcji Centralnego Biura Śledczego Policji w Komendzie Regionalnej Straży Ochrony Kolei w Przemyślu. Dalej nie wiadomo, czy w pancernej szafie znajduje się około 1 tys. sztuk nielegalnie przechowywanej amunicji. A wszystko dlatego, że mechanizm szafy pancernej jest na tyle skomplikowany, że policjanci nie mogli go w żaden sposób otworzyć. Śledczy szukali po całej Polsce firmy, która by tego dokonała. – I znaleźliśmy, ale mogą otworzyć szafę dopiero po 1 listopada. Wówczas zobaczymy, co tak naprawdę zostało tam schowane – tłumaczy Jacek Staszczak, z-ca szefa Prokuratury Rejonowej w Przemyślu.

Powstaje pytanie, dlaczego tą sprawą zajmują się funkcjonariusze CBŚP z Rzeszowa, którzy na co dzień rozpracowują duże śledztwa? Czy ta sprawa jest tak dużego kalibru, że nie mogli się nią zająć przemyscy policjanci? – W anonimowy zgłoszeniu było napisane, że komendant SOK-u ma powiązania z policjantami z Przemyśla, zna ich bardzo dobrze, dlatego postanowiliśmy wyłączyć tych funkcjonariuszy z postępowania. Stąd wybór policjantów CBŚP – mówi prokurator Staszczak.

Bałagan czy celowe działanie?
Super Nowości dowiedziały się, że szefowie przemyskiego SOK tłumaczyli policjantom, że nic nie wiedzą o nielegalnej amunicji. Nie wiedzieli także, gdzie mogą być klucze do szafy pancernej. Śledczy przyznają, że sprawa jest bardzo dziwna, bo CBŚP wszedł nie do prywatnego domu czy firmy, tylko do jednostki służb mundurowych, a nikt z SOK-istów nie potrafił otworzyć szafy pancernej. Szafa znajdowała się w pomieszczeniach SOK-u, ale nie w samym gabinecie komendanta. Nieoficjalnie słyszymy od osób, które znają sprawę, że w jednostce albo panował bałagan, albo ktoś chce celowo coś ukryć. – Tyle że szafa pancerna tak czy tak zostanie otwarta, więc dziwi nas takie zachowanie – mówi nam jedna z osób związana ze śledztwem.

Przetrzymywali amunicję, którą mieli zdać 5 lat temu?
Jak doszło do wszczęcia postępowania? – Dostaliśmy anonimowy list, w którym m.in. napisane było, że na terenie jednostki SOK w Przemyślu znajduje się około 1 tys. sztuk amunicji, która nie została zdana podczas wymiany broni w 2009 roku. Wówczas SOK pozbywał się starych pistoletów Makarow i ta amunicja była przeznaczona właśnie do tego typu broni – tłumaczy prokurator Staszczak. – Jeżeli potwierdzą się zarzuty z tego listu, to przede wszystkim chcemy zbadać system rozliczania amunicji i to, dlaczego przełożeni SOK-istów z Przemyśla nie zareagowali na nie zdanie amunicji – dodaje.

Postępowanie w prokuraturze spowodowało prawdziwe trzęsienie ziemi w przemyskim SOK. – W sprawie komendy Straży Ochrony Kolei w Przemyślu prowadzone są dwie kontrole: komendanta głównego SOK oraz PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Obie zostały wszczęte natychmiast po działaniach CBŚP w Przemyślu. Komendant Główny SOK zawiesił 5 osób, w tym kierownictwo komendy w Przemyślu – wyjaśnia Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., pod które podlega SOK.

Marek Jawczak

5 Responses to "Afera w przemyskiej Straży Ochrony Kolei nadal niewyjaśniona"