
Znów głośno jest o przemyskim PWiK-u i znów niestety źle. Kiedyś mowa była o gwałtownym odwołaniu poprzedniego prezesa spółki i zainteresowaniu nią CBA. Teraz PWiK-iem kieruje już inny prezes, któremu tajemniczy informator lokalnego tygodnika zarzuca, jakoby robił w firmie „czystkę” i bezprawnie zwolnił dyscyplinarnie główną księgową, a nawet – o zgrozo – miał ją szarpać i zrobić jej rewizję torebki! W Internecie wrze, ale szef spółki, Mariusz Kwaśny, jest spokojny. – Jest zapis z monitoringu i twarde dowody na przekroczenie przez byłą główną księgową uprawnień oraz rażące naruszenie obowiązków służbowych – podkreśla Kwaśny, który zgodził się porozmawiać z Super Nowościami o tej, jak mówi, kuriozalnej sytuacji.
Mariusz Kwaśny prezesem przemyskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji został w lipcu 2019 roku. Kilka miesięcy wcześniej rada nadzorcza spółki odwołała w trybie natychmiastowym jej poprzedniego szefa. Jak podkreśla aktualny prezes, nie miał zamiaru robić w spółce żadnej „czystki”. Tymczasem tajemniczy informator lokalnego tygodnika zdradził jego dziennikarzowi, że „niedawno straciła pracę dziewczyna, której mąż jest w Regia Civitas” – mowa o stowarzyszeniu związanym z byłym prezydentem Przemyśla. Nie jest tajemnicą, że wielu członków tegoż pracuje w magistracie, miejskich spółkach, a także tych, gdzie miasto ma 100 proc. udziałów. Jakaś wszelako pani, której mąż jest członkiem RC, przestała pracować w PWiK-u i to najwyraźniej bardzo wstrząsnęło wspomnianym tajemniczym informatorem. – Domyślam się, o której naszej byłej pracownicy mowa – przyznaje prezes Kwaśny. – Ta osoba nie została zwolniona – zastrzega. – Nie przedłużono z nią umowy, którą miała na czas określony – wyjaśnia. – Nie przypominam sobie, bym zwolnił kogokolwiek, poza główną księgową – zauważa szef PWiK-u. – Niektórzy pracownicy odchodzą na emerytury, niektórzy zmienili sobie pracę, jak w każdej firmie bywa – podkreśla Kwaśny, nawiązując do komentarzy pod artykułem w lokalnym tygodniku.
Tajemniczy informator z sensacyjnymi rewelacjami
Najważniejszą jednak sprawą, którą zarzuca prezesowi PWiK wspomniany informator, jest rzekomo bezprawne zwolnienie przezeń dyscyplinarnie głównej księgowej spółki, a także rzekome naruszenie jej nietykalności cielesnej oraz tajemnicy korespondencji. Według relacji informatora, prezes Kwaśny miał wraz z członkiem rady nadzorczej wtargnąć do pokoju głównej księgowej, wyciągnąć ją z niego i przeszukać pomieszczenie! Miał też szarpać się z nią oraz zrewidować jej torebkę. – Wszystko odbywało się pod okiem kamery. I to się nagrało! – twierdzi tajemniczy informator. – Rzeczywiście mamy monitoring i rzeczywiście wszystko się nagrało – mówi z wyraźną ulgą prezes PWiK-u. – Nie ukrywam, że bardzo się z tego cieszę, bo dzięki temu nagraniu bez problemu można stwierdzić, że nic takiego, o czym mówi ten „informator”, nie miało miejsca – zauważa.
„Zaginione” pismo z magistratu
Jak jednak w ogóle doszło do tego, że prezes Kwaśny dyscyplinarnie zwolnił główną księgową PWiK-u? Główny księgowy to w każdej firmie szczególnie ważne stanowisko. To pracownik, do którego szef czy szefostwo muszą mieć całkowite zaufanie. Gdy Mariusz Kwaśny obejmował funkcję prezesa przemyskiego PWiK-u nie widział powodu, by wymieniać główną księgową na kogoś innego. – To była doświadczona księgowa – podkreśla. Tymczasem niecały miesiąc po tym, jak Kwaśny został szefem spółki, wpłynęło do niej pismo z wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska przemyskiego magistratu informujące o tym, że PWiK bezprawnie zlecił wycinkę drzew i z tego tytułu została nań nałożona kara w wysokości 8 tys. 970 złotych. Ze zleceniem aktualny prezes nie miał nic wspólnego, bo wszystko wydarzyło się za jego poprzednika, ale jako szef spółki musiał zająć się tym zobowiązaniem. – Zgodnie z procedurą zadekretowałem to zobowiązanie do kierownika Działu Sieci, który miał merytorycznie je opisać. To znaczy sprawdzić, czy w istocie do wycinki doszło na nasze zlecenie i czy kara naszym zdaniem jest zasadna – tłumaczy M. Kwaśny. Rzecz cala w tym, że jak się okazało znacznie później, ówczesny szef Działu Sieci po prostu zatrzymał sobie pismo z magistratu i nic z nim nie robił. Tymczasem za uchybienia podczas inwentaryzacji przestał być kierownikiem. Nie chciał już pracować na niższym zaproponowanym mu stanowisku i sam zwolnił się z PWiK-u. Nie przekazał jednak nikomu sprawy kary za zlecenie wycinki drzew.
Przelew „poszedł”
Miasto czekało zaś na zapłacenie kary, a nie doczekawszy się, upomniało się o nią wraz z odsetkami, których do końca zeszłego roku narosło ponad 800 złotych. Dokument z urzędu przekazała wraz z inną korespondencją prezesowi Kwaśnemu główna księgowa. Ten zażądał, by wyjaśniono, co stało się z pierwotnym wezwaniem do zapłacenia kary. – Po kilku dniach pani księgowa przekazała mi, że znaleziono go w Dziale Sieci w jakimś segregatorze opisanym, że zawiera dokumentację dotyczącą spraw „innych” czy „różnych”- wspomina prezes PWiK. Kwaśny ponownie nakazał sprawdzenie kary pod względem merytorycznym. Tymczasem przyszedł już styczeń tego roku i w 20. dniu tego miesiąca prezes jak zawsze osobiście wykonywał firmowe przelewy. – Procedura jest taka, że każde zobowiązanie, nim zostanie zapłacone, jest sprawdzane pod względem merytorycznym, a następnie pod względem finansowym przez pracownika księgowości – tłumaczy M. Kwaśny. – Następnie zatwierdza go główna księgowa, przybijając stosowną pieczęć, a następnie taki dokument trafia do mnie i ja go zatwierdzam swoim podpisem. Dopiero wówczas główna księgowa może zlecić pracownikowi księgowości przesłanie mi dyspozycji zapłaty takiego zobowiązania. Takie dyspozycje nie są już opisywane szczegółowo, a jedynie sygnaturami – wyjaśnia.
Złamane procedury i nadużyte kompetencje
20 stycznia M. Kwaśny wykonał z firmowego konta PWiK-u około 10 przelewów zadysponowanych przez księgowość. – Przez myśl mi nawet nie przeszło, że któryś mógł być niezweryfikowany zgodnie z procedurami – przyznaje. Ale 22 stycznia główna księgowa przekazała do prezesa dokumenty księgowe kary nałożonej przez magistrat w lipcu 2019 roku oraz odsetek za zwłokę w jej zapłacie, jako zobowiązanie do zatwierdzenia. – Nie miały oceny merytorycznej, ani mego podpisu – wspomina Kwaśny. – Miały za to pieczęć głównej księgowej – precyzuje. Zaskoczony prezes zażądał od głównej księgowej na piśmie wyjaśnień, jak doszło do tej sytuacji i dlaczego niezweryfikowane zobowiązania „poszły” do zapłaty. – Pani główna księgowa odpisała mi, że… zrobiła to na moje polecenie! – opowiada prezes PWiK. – Absolutnie wykluczam, by pani główna księgowa mogła się tu zwyczajnie pomylić – podkreśla Kwaśny. – Doskonale znała procedury obowiązujące w spółce i politykę rachunkowości! Poleciła pracownikowi wprowadzić te niezweryfikowane zobowiązania do zapłaty wraz z innymi, całkiem poprawnie zweryfikowanymi – zauważa. Tak rażące naruszenie procedur firmowej księgowości spowodowało, że prezes całkowicie stracił zaufanie do głównej księgowej i zamierzał ją zwolnić dyscyplinarnie. Liczył jednak na to, że w ciągu 30 ustawowych dni da się jakoś tę bulwersującą sprawę wyjaśnić.
Jednak, jak podkreśla M. Kwaśny, główna księgowa do wyjaśnień się nie kwapiła. Za to już w lutym otrzymawszy polecenie przygotowania odpowiedzi w sprawie premii pracowników dla jednego ze związków zawodowych nie przesłała swej propozycji tej odpowiedzi Kwaśnemu, jak wymagała procedura, tylko… sama wysłała ją związkowcom bez akceptacji prezesa! M. Kwaśny dowiedział się o tym, gdy otrzymał od związków zawodowych pismo w sprawie pisma, którego wcale nie wysyłał.
Monitoring prawdę powie
To już przelało czarę goryczy prezesa PWiK-u. Zaproponował głównej księgowej, by poszła na jednodniowy urlop i przemyślała całą tę sytuację. 18 lutego M. Kwaśny stał na korytarzu, gdy główna księgowa wraz z biegłą wychodziły z pokoju. Na zapisie monitoringu widać wyraźnie, że główna księgowa szybko wymija swego pryncypała, ale gdy ten ją przywołuje wraca. Nikt się nie wdziera do pokoju księgowej, ani nie wyciąga jej z niego, jak sugerował informator, ani też nie szarpie! – Zauważyłem, że w reklamówce, którą zabierała główna księgowa są jakieś dokumenty – przyznaje Kwaśny. – Poprosiłem więc, by mi pokazała, co wynosi z firmu. Powiedziała, że buty, więc poprosiłem, żeby je wyjęła i pokazała, co jest w reklamówce – kontynuuje prezes. Monitoring zarejestrował, jak księgowa wraz z prezesem podchodzą do stolika na korytarzu i dołącza do nich jeszcze inny pracownik PWiK-u. Kobieta sama wyjmuje z reklamówki dokumentację, a jej torebki poza nią nikt nie dotyka.
Prezes Kwaśny widząc, że część dokumentów wynoszonych przez księgową należy do PWiK-u, zaprasza księgową i pracownika do pokoju. – Chciałem wspólnie ustalić i spisać, jaką dokumentację ta pani wynosi ze spółki, którą kieruję – tłumaczy Kwaśny. Część dokumentacji okazuje się należeć do zupełnie innej przemyskiej firmy. – To wskazuje na to, że ta pani, pracując u nas, pracowała też dla tamtej firmy. Nie uznała za stosowne zapytać, czy może to robić i to jeszcze w godzinach pracy- zauważa prezes PWiK-u. Pytana o dokumentację w jednej z kopert księgowa miała powiedzieć prezesowi Kwaśnemu, że są tam „listy miłosne”. – Tak mi powiedziała ta pani – wspomina M. Kwaśny. Podczas całej tej sytuacji główna księgowa, jak podkreśla prezes PWiK-u, nie była w pokoju uwięziona. – Miała przy sobie przez cały czas swój telefon, rozmawiała przez niego z mężem czekającym na dole – opowiada. – Pokoju nikt nie przeszukiwał – podkreśla. – Kiedy skończyliśmy z dokumentami, które pani księgowa chciała wynieść z firmy, zapytałem czy podpisze protokół, że sprawdzaliśmy je wraz z nią i zostają w depozycie – zdradza Kwaśny. – Nie chciała podpisać, więc zadzwoniłem do przewodniczącego rady nadzorczej z zapytaniem, co mam w związku z odmową zrobić – opowiada. – Usłyszałem, że mam wezwać policję. Miałem zamiar to uczynić, ale pani główna księgowa na propozycję takiego rozwiązania w końcu podpisała oświadczenie – dodaje M. Kwaśny. Główna księgowa nie pojawiła się po weekendzie w pracy, bo poszła na zwolnienie lekarskie. Wypowiedzenie w trybie art. 52. kodeksu pracy zostało jej wysłane pocztą. Wiadomo już, że od „dyscyplinarki” odwołała się do sądu, a o możliwości naruszenia tajemnicy korespondencji zawiadomiła prokuraturę. Sprawa sądowa nie weszła jeszcze na wokandę, a na razie zapis z monitoringu firmowego zabezpieczyła policja. – Nie obawiam się niczego, bo nic tej pani nie zrobiłem – podkreśla M. Kwaśny. – Ciekawi mnie natomiast ten tajemniczy informator wypisujący do dziennikarzy bzdury. Chętnie bym się z nim spotkał w sądzie – deklaruje prezes PWiK-u.
Monika Kamińska



6 Responses to "Afera wokół księgowej"