
ŚWIAT. Władze USA zamykają swoje placówki w Turcji.
Ambasador Rosji w Turcji, Andriej Karłow, zmarł od ran postrzałowych w wyniku zamachu, jakiego stał się ofiarą w poniedziałkowy wieczór w Ankarze. Ataku na dyplomatę dokonał turecki policjant, gdy ten przemawiał w galerii sztuki na otwarciu jednej z wystaw. We wtorek z kolei doszło do strzałów przed ambasadą USA w tym samym mieście.
Zamachowiec, zidentyfikowany jako funkcjonariusz policji, zginął w wyniku akcji sił specjalnych. Według mediów tureckich, związany był z Ruchem Fethullaha Gulena – emigracyjnego kaznodziei i biznesmena oskarżanego o próbę obalenia rządu 15 lipca br.; władze tureckie dotychczas nie potwierdziły domniemanych związków zamachowca. Po postrzeleniu Karłowa sprawca wykrzykiwał hasła dotyczące sytuacji w Syrii oraz Aleppo zajętego przez siły prezydenta Baszara al-Asada, klienta Moskwy.
W związku z zabójstwem zatrzymano matkę, ojca, siostrę i dwóch innych krewnych zamachowca. Aresztowano też jego współlokatora z Ankary. Jeszcze wczoraj na miejscu cały czas stały samochody policyjne, a budynek galerii sztuki przez cały czas oddzielał kordonem sił bezpieczeństwa.
Z kolei we wtorek rano mężczyzna ze strzelby, którą miał schowaną pod płaszczem, oddał 8 – 9 strzałów przed ambasadą USA w Ankarze. Służby pilnujące ambasady zatrzymały napastnika. Nikt nie ucierpiał. W związku z ostatnimi wydarzeniami władze USA zdecydowały się zamknąć ambasadę w Ankarze oraz konsulaty w Stambule i Adanie. Placówki będą nieczynne do odwołania.


