
W dniu, kiedy prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawiali z przywódcami Białorusi i Rosji na temat zażegnania kryzysu migracyjnego na polsko-białoruskiej granicy, to prezydent RP Andrzej Duda zasiadł w loży na PGE Narodowym, by oglądać mecz Polski z Węgrami, licząc – jak większość kibiców – na zwycięstwo naszych piłkarzy. Tymczasem biało-czerwoni przegrali 1:2 i podobno popsuli prezydentowi jego starannie przemyślany plan.
Przyznaję, że sam w życiu bym na to nie wpadł, ale napisał o tym Przegląd Sportowy, przedstawiając prawdopodobny scenariusz, który miał tak mniej więcej wyglądać. Otóż, według „PS”, po zwycięskim meczu prezydent całkiem spontanicznie wpada do szatni i składa naszym piłkarzom serdeczne gratulacje oraz podziękowania. Oczywiście są fotoreporterzy oraz miłe rozmowy, ale przede wszystkim podziękowania dla… prezydenta. Za co?
Ano za szybkie nadanie polskiego obywatelstwa dla Matty’ego Casha. W tym momencie szatnia staje się zatem miejscem triumfu nie tyle pierwszej reprezentacji, co pierwszej osoby w państwie.
A tu nic z tego, bo Polacy zagrali fatalnie, zaś nowy Polak Cash wsławił się głównie żółtą kartką, a potem Paulo Sousa w ogóle zdjął go z murawy. Tym sposobem cały misterny plan prezydenta diabli wzięli i mógł czuć się mocno zawiedziony.
Co prawda rzecznik prasowy PZPN i team menadżer reprezentacji Polski Jakub Kwiatkowski powiedział „PS”, że nic mu nie wiadomo, by w ogóle istniał plan wizyty prezydenta w szatni piłkarzy, ale przecież w przeszłości Andrzej Duda często w tym pomieszczeniu zaszczycał swoją obecnością biało-czerwonych, zawsze w blasku fleszy.
Tym razem nie wypaliło i opozycja ostro wygarnęła prezydentowi, że wybrał mecz, licząc na tani poklask, zamiast zająć się w tym czasie dramatycznymi wydarzeniami na polsko-białoruskiej granicy. Mówiono wręcz o międzynarodowej izolacji naszego kraju. Pojawił się nawet taki ponury żart: Gdzie jest teraz Polska? – Na marginesie. A gdzie jest teraz prezydent? – Na meczu.
Nie można jednak aż tak surowo oceniać postawy prezydenta Dudy i jak to niektórzy czynili – aluzyjnie cytować nawet piosenkę Wojciecha Młynarskiego o tym, że dobrze jest opuścić miejsce „kiedy w szatni płaszcz pozostał przedostatni”. Przecież tym razem to tylko splot wyjątkowo niekorzystnych okoliczności (m. in. także brak na boisku Roberta Lewandowskiego) spowodował, że ewentualny plan głowy państwa nie miał szczęśliwego epilogu.
Choć z drugiej strony to już Katon Starszy mówił: „Nie obwiniaj okoliczności, gdy sam jesteś sprawcą swoich nieszczęść.”
PS Marek Porcjusz Katon to mówca, polityk i pisarz rzymski, co podaję tylko dlatego, że powyższy tekst mogą czytać różne elektoraty.
Jan Miszczak



20 Responses to "Ambitne plany – mecz przegrany"