Powoli opada kampanijny kurz po wyborach prezydenckich, ale emocje z nimi związane wcale nie opadają. O ile politycy wypowiadają się dość ostrożnie, o tyle w Internecie już trwa swoista „wojna” polsko-polska. Zwolennicy obu kandydatów usuwają z grona znajomych na Facebooku tych, którzy popierali nie tego samego, co oni, nawet, gdy chodzi o… najbliższą rodzinę. Mogłoby to być zabawne, gdyby nie było po prostu straszne. Bo straszne jest, jak bardzo podzielona jest Polska.
Wynik II tury wyborów prezydenckich pokazał, że nasza ojczyzna jest podzielona niemal idealnie na pół. Przypomina Amerykę podzieloną za czasów wojny secesyjnej. Wówczas to światła i liberalna Północ była zantagonizowano z rasistowskim i niewolniczym Południem. Skończyło się prawdziwą wojną. Mapa poparcia dla obu kandydatów pokazuje, że Polska podzielona jest geograficznie. Mamy bogatszy i lepiej zurbanizowany zachód naszego kraju popierający Rafała Trzaskowskiego i biedniejszy oraz gorzej radzący sobie ogólnie wschód. Ale polskie społeczeństwo jest tez silnie podzielone społecznie. Po stronie Rafała Trzaskowskiego mamy młodszych i lepiej wykształconych ludzi z większych miasta, a po stronie Andrzeja Dudy starsze i słabiej wykształcone osoby ze wsi i prowincji. Mowa rzecz jasna o statystyce, a nie o poszczególnych obywatelach RP, ale ta nie kłamie.
Polacy wybrali na prezydenta Andrzeja Dudę. Wybrali przewagą zaledwie około pół miliona głosów. Przy rekordowej frekwencji oznacza to z grubsza, że niemal równo połowa Polaków chciałaby prezydentem widzieć Rafała Trzaskowskiego. Ktoś jednak musiał zdobyć więcej głosów i więcej ma ich A. Duda. A przed nim niezwykle trudne zadanie, bo ma z założenia być prezydentem wszystkich Polaków i łączyć nas, a nie dzielić.
Kampania A. Dudy była prowadzona na zasadzie antagonizowania i dzielenia naszych rodaków. Dzielenia na lepszych, gorszych, tych z właściwą orientacją seksualną i wyznaniem oraz stylem życia i tych, którzy czują, żyją, myślą inaczej niż Andrzejowi Dudzie wydaje się, że powinni. Na tym podejściu, nie ukrywajmy, prezydent – elekt „ugrał” nieco mocno konserwatywnego elektoratu. Tylko teraz rodzi się pytanie: co dalej? Kampanijny kurz opadnie całkiem, ale poglądy Polaków pozostaną. Czy Andrzej Duda będzie w stanie być prezydentem także tych z nas, którzy nie wpasowują się w jego schemat bycia „prawdziwym Polakiem”, czyli na przykład katolikiem o heteroseksualnej orientacji marzącym tylko o gromadce dzieci? Co z niemal 10-milionową rzeszą Polaków, którzy nie popierają sprawowania funkcji głowy państwa takim sposobem, w jaki to czynił przez 5 lat A. Duda? Z tymi, którym nie podoba się, że wykonywał przez całą kadencję polecenia prezesa swej partii i realizował interesy tejże nie bacząc na Konstytucję? Andrzej Duda wkrótce rozpocznie swą drugą 5-latkę jako prezydent Polski. Tylko od niego zależy, czy zechce być prezydentem wszystkich Polaków, czy też tylko tej połowy wyborców, która go w II turze poparła. Tylko od niego zależy, czy kończąc nadchodzącą kadencję pozostanie w pamięci Polaków jako wykonujący swym podpisem polecenia pewnego posła, czy jako głowa państwa polskiego. Mówi się, że każdy zasługuje na drugą szansę… Pan, Panie Prezydencie Duda, tę druga szansę od Polaków dostał. Niech Pan jej nie zmarnuje i zacznie Polaków łączyć, nie dzielić, bo to przed nimi Pan odpowiada, a nie przed prezesem.
Redaktor Monika Kamińska



31 Responses to "Andrzej Duda będzie prezydentem tylko połowy, czy wszystkich Polaków?"