
TARNOBRZEG. Czy prezes KS Siarka miał prawo zlecać swojej prywatnej firmie usługi i opłacać je z pieniędzy klubu?
Do redakcji Super Nowości dotarł plik faktur, z których wynika, że prezes KS Siarka, Dariusz Dziedzic, w 2014 roku zlecał swojej prywatnej firmie usługi porządkowe, za co sam sobie wypłacił kwotę ponad 55 tysięcy złotych.
Co dokładnie znajduje się w dokumentach, które trafiły do mediów i tarnobrzeskich radnych?
„Siarka nigdy nie zginie” – tym hasłem władze klubu, na czele którego stoi pan Dariusz Dziedzic, chcą zachęcić kibiców do zebrania 50 tysięcy złotych i uregulowania zobowiązań wobec piłkarzy, aby wiosną nie musieli martwić się o zabezpieczenie siebie i swoich rodzin, a mogli skupić się wyłącznie na grze dla chwały Siarki Tarnobrzeg.
Dobre intencje prezesa klubu podważa autor donosu. – Niestety, żeby się nie okazało, że ze strony prezesa to tylko puste słowa – czytamy w dołączonym do pliku faktur liście. I dalej – Dariusz Dziedzic jest prezesem KS Siarka Zakład Działalności Gospodarczej sp. z o.o., której wypracowany przez nią zysk powinien w całości być przeznaczany na funkcjonowanie klubu piłkarskiego. Tak się jednak nie działo. W 2014 r. miesiąc w miesiąc firma Iprof Studio, której, dziwnym zbiegiem okoliczności (a właściwie nie dziwnym), właścicielem jest nie kto inny jak Dariusz Dziedzic, wystawiała faktury Klubowi Sportowemu Siarka Zakład Działalności Gospodarczej sp. z o.o. Faktury były wystawiane za „utrzymanie porządku i czystości na terenie zewnętrznym”.
O jakich kwotach mówimy? W samym 2014 r. takich faktur było 14 na kwotę ponad 55 tys. zł. Według anonimowego informatora, ZDG sp. z o.o. nie zamawiał sprzętu sportowego prosto od producenta, tylko przez prywatną firmę Dariusza Dziedzica, który naliczał sobie odpowiednią marżę. Mowa tu o zamówieniach na blisko 15 tys. zł.
– W świetle powyższego należy zadać pytanie, czy pieniądze pozyskane przez sponsorów, czy też kibiców trafią tam, gdzie powinny trafić i są wydatkowane prawidłowo? Bo wygląda na to, że akcja (ratowania klubu – przyp. red.) ma drugie dno i zamiast ratować Siarkę, ratujemy finanse Dariusza Dziedzica – sugeruje autor listu.
Jak bohater donosu wyjaśnia zarzuty, skierowane pod jego adresem? Dariusz Dziedzic twierdzi, że żadnej afery ani tajemnicy nie ma. Faktury za utrzymanie porządku dotyczą usługi sprzątania placu targowego, z którego część dochodu na mocy umowy z miastem trafiała do klubu.
– Przed 2014 rokiem usługi sprzątania placu targowego Zakład Działalności Gospodarczej zlecał firmom A.S.A. lub SantaEko. Szukając oszczędności musieliśmy pomyśleć o tańszym rozwiązaniu i przez kilka miesięcy usługi sprzątania świadczył inny podmiot, który wkrótce zrezygnował. Pod koniec grudnia 2013 roku odbyła się narada Zarządu Konsorcjum, w którym oprócz Dariusza Dziedzica uczestniczyli Zbigniew Pyszniak – prezes Koszykarskiego Klubu Sportowego Siarka Tarnobrzeg, i Wacław Salamucha, ówczesny prezes Klubu Sportowego Siarka. Zdecydowano na niej, że sprzątaniem może zająć się moja firma za stawkę niższą niż wcześniej, bo wynoszącą 3550 zł netto miesięcznie. Wcześniej było to około 5 tys. zł – tłumaczy mediom Dariusz Dziedzic. – Całe oszczędności ZDG sp. z o.o. na sprzątaniu, ok. 40 tys. zł, przekazano na działalność koszykarzy i piłkarzy.
Dziedzic wyjaśnia także pośredniczenie jego firmy w zamawianiu sprzętu sportowego. Przyznaje, że jest przedstawicielem handlowym Polsportu i mógł udzielić rabatów, jakich klub nie otrzymałby, zamawiając sprzęt bezpośrednio.
Czy ksera faktur upubliczniła osoba ze środowiska klubu? Dziedzic przyznaje, że udostępnił je nowosądeckiej prokuraturze, która prowadzi postępowanie nie w tej, ale w innej sprawie. Prócz organów ściągania dostęp do nich mógł mieć przedsiębiorca, który właśnie w tamtą sprawę jest zaangażowany.
Do sprawy wrócimy.
mrok


