Apatyczny lider

Mecz na szczycie miał godną oprawę. Trzy tysiące kibiców głośno dopingowało piłkarzy Stali.
Mecz na szczycie miał godną oprawę. Trzy tysiące kibiców głośno dopingowało piłkarzy Stali.

STAL MIELEC – RADOMIAK RADOM. – Straciliśmy 2 punkty – żałowali piłkarze gości. Beniaminek omal nie zdobył mieleckiej twierdzy.

W meczu na szczycie bliżsi zwycięstwa byli „Zieloni” z Radomia. Lider zremisował szczęśliwie, po trafieniu w końcówce Andrei Prokica. – Ten wynik jest naszym sukcesem. Zagraliśmy beznadziejnie, nie poznawałem swoich zawodników – kręcił głową poirytowany Janusz Białek, szkoleniowiec Stali, który tego dnia obchodził 60. urodziny.

Innemu jubilatowi, Sebastianowi Łętosze (kończył w sobotę 24 lata), też nie było do śmiechu. Już na początku meczu najlepszy strzelec Stali poprosił o zmianę, by za chwilę znaleźć się w karetce pogotowia. Na szczęście interwencja lekarzy trwała krótko i „Łęti” wrócił na ławkę rezerwowych. Okazało się, że mielczanin zasłabł i to nie pierwszy raz.

– Przeszedł dziesiątki badań, wyniki ma dobre i lekarze nie zabraniają mu grać. Mimo tego, od czasu do czasu coś mu tam przeszkadza – tłumaczył zatroskany Białek. Nie doszło zatem do pojedynku kandydatów do korony króla strzelców. Na boisku pozostał tylko brazylijski napastnik Radomiaka, Leandro, który błysnął zresztą tylko raz. Tuż przed końcem I połowy uwolnił się spod opieki obrońców i trafił w… słupek.

Do przerwy katastrofa
Po zejściu Łętochy do ataku powędrował Prokić. – Kilka razy się urwał obrońcom Radomiaka, ale wiadomo, że to inny typ zawodnika. Sebastian potrafi się zastawić, dłużej utrzymać przy piłce. Jego nieobecność miała wpływ na naszą grę, lecz nie może być usprawiedliwieniem dla beznadziejnej postawy. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu to katastrofa. Generalnie, brakowało agresywności, wyjścia do przeciwnika – utyskiwał trener gospodarzy – Odbieraliśmy piłkę po to, żeby zaraz ją oddać rywalowi. Tak nie można. Wiadomo, że każdy mecz jest na noże, bo wszyscy chcą bić lidera. Jeśli jednak chcemy być lepszą drużyną, robić postępy, z czymś takim trzeba sobie radzić.

Sędzia nie miał odwagi
Stalowców ogarnęła apatia, natomiast beniaminek grał jak z nut. Nie umiał jednak postawić kropki nad „i”. – Można było zakończyć ten mecz jeszcze przed przerwą. Dawidowi Kwiekowi i Leandro zabrakło chłodnej głowy – żałował Jacek Magnuszewski, trener Radomiaka. – Szkoda straconej bramki. Mielczanie trzy razy strzelali, a myśmy tego nie zablokowali. Rozżaleni jesteśmy też brakiem odwagi sędziego, który nie podyktował w drugiej połowie karnego. Odczuwamy straszny niedosyt. Trzy punkty powinny pojechać do Radomia – dodał.

Stalowcy nie przegrali u siebie w lidze od 31 maja. Warownię obronił Prokić, który huknął z bliska, zdobywając piątego już gola w biało-niebieskich barwach. – Trzeba się cieszyć z tego remisu. W tabeli jest po staremu, raczej nikt do nas nie doskoczył. To prawda, że graliśmy zbyt zachowawczo i dopiero po stracie bramki zaryzykowaliśmy. Takie mecze się jednak zdarzają – skomentował serbski skrzydłowy Stali.

STAL Mielec 1
RADOMIAK 1
(0-0)
0-1 Kwiek (63.)
1-1 Prokić (78.)
STAL
: Libera – Sulewski, Zalepa, Bierzało, Getinger – Żegleń (71. Bożek), Duda, Żubrowski (72. Ślęzak), Nowak, Prokić – Łętocha (12. Cholewiak).
RADOMIAK: Kula – Cieciura, Sylwestrzak, Świdzikowski, Sulkowski – Uliczny (74. Wolski), Chrabąszcz, Puton, Leandro (74. Śliwiński), Brągiel – Kwiek.
Sędziował: Marcin Szrek (Kielce). Żółte kartki: Nowak – Świdzikowski, Śliwiński, Kwiek. Widzów: 3000.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.