Artystka straciła obie nogi. Potrzebna pomoc

Pani Wiesia, mimo tragedii, jaka ją spotkała, pozostaje pogodną, ciepłą i uśmiechniętą osobą.

ZAHUTYŃ. Wiesława Zając w wyniku ciężkiej choroby straciła obie nogi. Aktywna niegdyś artystka dziś porusza się na wózku.

Wspierają ją członkowie rodziny i przyjaciele, a także lokalni artyści, którzy podarowali na aukcję swoje prace i dzięki zebranym w ten sposób funduszom wyremontują pani Wiesi łazienkę. Ale potrzeb nadal jest wiele. Niepełnosprawna artystka marzy o chodniku do pracowni, w której znów mogłaby oddawać się swojej największej pasji, jaką jest sztuka.

Pani Wiesia mieszka w Zahutyniu. To mała miejscowość pod Sanokiem. Zna ją tu prawie każdy. Przez wiele lat związana była ze Szkołą Podstawową i Gimnazjum w Tarnawie Dolnej, gdzie uczyła plastyki i języka polskiego.

Jak sama przyznaje, sztuka i malarstwo są jej największą pasją. Skończyła liceum plastyczne w Jarosławiu, później studiowała wychowanie plastyczne w Krakowie. Ze sztuką związała też swoją zawodową przyszłość. – Towarzyszyła mi w zasadzie od dziecka i później na każdym etapie życia. Trudno jest mi wyobrazić sobie, że nagle przestaję tworzyć – mówi pani Wiesia.

Kiedyś najchętniej malowała portrety, ale przestała, kiedy z powodu choroby pogorszył jej się wzrok. Dzisiaj najchętniej maluje Madonny. – To jakaś wewnętrzna potrzeba. Coś na kształt mojej swoistej medytacji. To co siedzi wewnątrz mnie znajduje ujście poprzez to, co maluję. Odzwierciedla moje wnętrze – przyznaje artystka.

Swojej największej pasji chciała w pełni poświęcić się na emeryturze, ale niestety jej plany pokrzyżowała choroba. W marcu tego roku z powodu powikłań miażdżycy i cukrzycy pani Wiesia straciła obie nogi.

– Wszystko wydarzyło się bardzo szybko i niespodziewanie – wspomina. Zaczęło się od palca u prawej nogi. Później choroba zaczęła zajmować stopę i postępować. Lekarz poinformował mnie, że jedyne wyjście to amputacja nogi. Ledwo zdążyłam się oswoić z tą myślą, okazało się, że druga noga też jest chora i ją też trzeba będzie amputować – wspomina.

Wszystko przez cukrzycę i miażdżycę, które postępowały w ekspresowym tempie. – Sami lekarze byli bardzo zaskoczeni, obserwując rozwój choroby – opowiada pani Wiesława.

Uznali, że jedynym wyjściem będzie amputacja obu nóg. – Pamiętam dzień, kiedy lekarz przekazał mi tę informację. To był piątek. Byłam w szoku. Poprosiłam go o kilka dni do namysłu, chociaż od początku wiedziałam, jaką podejmę decyzję. Walczyłam o życie, a amputacja to było jedyne wyjście, aby je ocalić. A ja mimo wszystko chciałam żyć. Dość szybko poinformowałam lekarza, że jestem zdecydowana na zabieg i stało się to już w poniedziałek- wspomina.

– Pierwsze tygodnie po operacji były bardzo trudne. Miałam problem niemal ze wszystkim, co wcześniej było proste i oczywiste. Czułam się bardzo niekomfortowo. Zawsze byłam samodzielna, a tutaj nagle musiałam prosić o pomoc w najprostszych czynnościach. To było dla mnie bardzo przykre, dlatego od samego początku na tyle, na ile było to możliwe, starałam się wszystko robić sama. I na szczęście jakoś mi się to udawało, nawet lekarze byli zaskoczeni. Teraz jest już trochę lepiej, powoli przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości, choć nie jest łatwo – przyznaje pani Wiesia.

Dzięki dotacji z PEFRON-u uda się poszerzyć drzwi, zbudować podjazd i mały taras. Prace mają ruszyć jesienią tego roku. Być może dzięki wsparciu ludzi uda się też zbudować chodnik do pracowni artystycznej, w której pani Wiesia tworzyła, zanim choroba przykuła ją do wózka.

Pomocna dłoń

W codziennym życiu wspiera ją mąż, siostra i dzieci. Pomagają też przyjaciele i znajomi, w tym lokalni bieszczadzcy artyści. Część z nich, która wystawia się w Galerii Sztuki w synagodze w Lesku, postanowiła przekazać swoje prace na aukcję, z której dochód zostanie przekazany na rehabilitację pani Wiesi oraz remont łazienki i przystosowanie jej do potrzeb osób niepełnosprawnych.

– Wiesia to cudowna i bardzo ciepła osoba. Nic więc dziwnego, że środowisko artystów tak chętnie się zmobilizowało i postanowiło pomóc – mówi Jolanta Kordyaczny, komisarz wystawy w Galerii Sztuki w synagodze w Lesku, organizatorka akcji pomocy, a prywatnie przyjaciółka pani Wiesi.

Prace przekazane na aukcję opatrzone są czerwonym serduszkiem. Do 15 października można kupować je stacjonarnie w Galerii Sztuki w Synagodze w Lesku, później będzie to można zrobić przez Internet. Szczegóły będą podane na Facebook’u na Fanpage leskiej galerii.

Od 1 maja udało się zebrać kilka tysięcy złotych. – To bardzo wzruszające, że tyle osób przejmuje się moim losem i chce pomóc. Teraz dostrzegam znacznie więcej dobra i ciepła, które płynie od innych ludzi. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy okazali mi pomocną dłoń w tym trudnym dla mnie czasie – mówi wzruszona artystka.

Pomogła też Fundacja Pro Spe z Rzeszowa, która przekazała pani Wiesi wózek inwalidzki i środki czystości.

„Uwięziona” w czterech ścianach

Dzięki dotacji z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przy domu powstanie podjazd i mały taras. Fachowcy poszerzą także wejście do domu, tak, aby pani Wiesia mogła swobodnie wjechać do niego wózkiem. Prawdopodobnie uda się to zrobić jeszcze przed tegoroczną zimą.

Teraz największym marzeniem niepełnosprawnej artystki jest budowa chodnika, dzięki któremu będzie mogła dojechać do swojej pracowni. Mały drewniany budynek oddalony jest od domu zaledwie o kilkanaście metrów, ale w obecnej sytuacji ten krótki odcinek jest dla pani Wiesi barierą nie do pokonania. – Siostra próbowała dopchać wózek ze mną do pracowni, ale ze względu na nierówny teren, który idzie lekko pod górę, było to bardzo trudne. Nie ma możliwości, abym dała radę sama tam wyjechać, a bardzo mi na tym zależy, ponieważ tam mam wszystkie materiały potrzebne mi do mojej pracy. Nogi mi amputowano, ale ręce mam nadal sprawne, chcę i w dalszym ciągu mogę tworzyć – mówi.

Pieniądze ze sprzedaży prac pomagają też w codziennym życiu pani Wiesi, która z powodu choroby jest na rencie. Dorabia sobie poprzez sprzedaż swoich prac. – Możliwość obcowania ze sztuką pozwala mi nadal cieszyć się życiem i akceptować to, co daje mi los. Nie chcę siedzieć i narzekać, bo każdy zmaga się z jakimiś trudnościami. Dla mnie sposobem na zaakceptowanie rzeczywistości jest sztuka i chcę się jej nadal poświęcać – kończy pani Wiesia.

Każdy może pomóc

Firmy lub fachowcy, którzy chcieliby pomóc w budowie chodnika proszeni są o kontakt z autorką tekstu. Osoby, które chcą pomóc pani Wiesi mogą też wpłacać pieniądze na podane niżej konto.
Fundacja Pomocy Dzieciom im. Stanisławy Bieńczak
nr konta: 83 1240 2324 1111 0000 3323 0456
tytuł: dla Wiesławy Zając

Martyna Sokołowska

One Response to "Artystka straciła obie nogi. Potrzebna pomoc"

Leave a Reply

Your email address will not be published.