
STALOWA WOLA. Powiatowa lecznica dołączyła do sieci szpitali, w których wykonywane są zabiegi leczące częstoskurcze.
W Powiatowym Szpitalu Specjalistycznym przeprowadzono w piątek pierwsze zabiegi ablacji. Pod zabiegowe potrzeby uruchomiona została nowa pracownia radiologii zabiegowej. Samo jej wyposażenie kosztowało ponad 5 mln zł. W przyszłości ma się ona rozrosnąć do oddziału chirurgii naczyniowej.
Ablacja jest małoinwazyjną metodą leczenia najcięższych postaci zaburzeń rytmu serca. Przez drobne nakłucie aorty pacjentowi wprowadzane są elektrody do serca. Podgrzanie miejsca odpowiedzialnego za arytmię likwiduje chorobę. Pełny zabieg trwa najwyżej 1,5 godziny.
Po tygodniu pacjent wraca do pracy
– Po kilku godzinach pacjent wstaje z łóżka, a na drugi dzień po zabiegu jest zazwyczaj wypisywany ze szpitala – mówi dr Janusz Śledź, kardiolog i fizjolog ablacyjny, który wykonał pierwsze zabiegi. – Ablacja jest w zasadzie jedyną metodą leczenia arytmii serca. Leki arytmiczne jedynie zmniejszają częstotliwość napadów. Do tego jest to zabieg bezpieczny, obarczony wyjątkowo małą ilością powikłań.
Gdyby nie łóżko dla chorego, pracownia do zabiegów ablacji bardziej przypominałaby dobrze wyposażoną pracownię komputerową. To sprzęt potrzebny m.in. do tzw. mapowania serca, z wykorzystaniem trójwymiarowej techniki obrazowania. Pierwszego dnia wykonano 5 zabiegów ablacji. Dr Śledź szacuje, że w Stalowej Woli będzie wykonywanych rocznie nieco ponad 100 zabiegów. Ich uruchomienie poprawia bezpieczeństwo osób z zaburzeniami kardiologicznymi.
– Szpital podołał niełatwemu wyzwaniu – stwierdziła jedna z pierwszych pacjentek. – Chylę czoła przed lekarzami, którym zawdzięczam nowe, lepsze życie.
Wprowadzenie zabiegów ablacyjnych było efektem podpisanej niedawno umowy o współpracy szpitala z małopolską firmą CARINT, której kardiolodzy pracują w kilku podkarpackich szpitalach. Radni powiatowi poddali tę umowę totalnej krytyce, ale to nie dla nich rozbudowywany jest drugi oddział kardiologiczny stalowowolskiej lecznicy.
Jerzy Mielniczuk



3 Responses to "Arytmia serca już nie taka straszna"