
Afera z przetargiem dla wojska może pogrzebać sanocką fabrykę autobusów.
Jak to się stało, że pracownik państwowej spółki spóźnił się ze złożeniem oferty w przetargu i po co Autosan w ogóle do niego stawał, skoro nie był w stanie sprostać wymaganiom wojska, bo nie produkuje wysokopodłogowych autobusów? Na jaw wychodzą kolejne szokujące szczegóły przetargu na autobusy dla wojska.
Przypomnijmy. Chodzi o przetarg na autobusy dla armii, który w kwietniu tego roku ogłosiła 2. Regionalna Baza Logistyczna w Rembertowie. Postępowanie zostało podzielone na dwie części. Pierwsza dotyczyła wyprodukowania sześciu 16-miejscowych autobusów pasażerskich. Druga 26 wysokopokładowych pojazdów, które mogą przewieźć minimalnie 47 osób.
Sanocki Autosan to jedyny polski producent, który chciał w nim wystartować. Spółka przygotowała ofertę na drugą część przetargu, ale w ogóle nie była brana pod uwagę, bo pracownik o 20 minut spóźnił się ze złożeniem oferty. W konsekwencji jedyną firmą, która złożyła ofertę, był niemiecki MAN i to z nim wojsko podpisało umowę.
Oświadczenie zamiast konferencji
W sobotę w Autosanie miała odbyć się konferencja prasowa z udziałem prezesa Autosanu i Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz przedstawiciela Ministerstwa Obrony Narodowej, któremu podlega spółka. Spotkanie w ostatniej chwili zostało odwołane, a zamiast konferencji, PGZ wystosowała oświadczenie, w którym do kontrowersyjnej sprawy odnosi się prezes zbrojeniówki, Błażej Wojnicz. W komunikacie zapewnia, że „wbrew pojawiającym się doniesieniom zajście związane z przetargiem dla MON nie stanowi zagrożenia dla przyszłości Autosanu. Dzięki kolejnym zamówieniom z rynku cywilnego firma już dzisiaj ma zapewnione zlecenia produkcyjne przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy”.
– Sytuacja z ubiegłego tygodnia rzeczywiście była niedopuszczalna, stąd decyzja o natychmiastowym zwolnieniu odpowiedzialnego za dostarczenie oferty dyrektora handlu i marketingu Autosan Sp. z o.o. oraz podjęcie wewnętrznej procedury kontrolnej dotyczącej sposobów realizacji tego typu działań w spółce – przyznaje Błażej Wojnicz, prezes zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Sęk w tym, że przetarg został rozstrzygnięty miesiąc temu. Czasu na decyzje kadrowe i kontrole procedur przetargowych w zakładzie było więc sporo.
Pytań nasuwa się więcej, jak choćby to, dlaczego, skoro jak stwierdził Bartosz Kownacki, wiceszef MON, w sprawie zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, Centralne Biuro Antykorupcyjne i Służby Kontrwywiadu Wojskowego zostały powiadomione dopiero teraz, blisko miesiąc po rozstrzygnięciu przetargu?
SKW według zapewnień PGZ już bada sprawę. Kontrolę w Autosanie zleciła także premier Beata Szydło. – Jestem zbulwersowana tym co się stało – oświadczyła podczas konferencji prasowej premier. Zapowiedziała, że zwolnienie pracownika odpowiedzialnego za przetarg nie kończy sprawy. – Oczekuję wyjaśnień, dlatego poleciłam ministrowi Henrykowi Kowalczykowi , który w moim imieniu pełni nadzór nad spółkami Skarbu Państwa, do pełnego wyjaśnienia i wyciągnięcia konsekwencji, jeżeli taka będzie potrzeba – powiedziała premier.
Stwierdziła także, że odpowiedzialność za decyzje personalne w Autosanie ponosi minister nadzorujący spółkę. Autosan jest częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a ta podlega nadzorowi MON.
Wyjaśnień domagać się będzie także Platforma Obywatelska, która zamierza złożyć w tej sprawie interpelację w Sejmie. – To skandal w wykonaniu zarządu Autosanu. Dla mnie to niezrozumiałe, że firma, która walczy o życie, przetrwanie i uratowanie miejsc pracy, spóźniła się o 20 minut. Czy to było świadome działanie? Czy ktoś celowo spowodował, że dyrektor spóźnił się 20 minut i Sanok nie przystąpił do przetargu wartego 30 milionów złotych, który wygrała niemiecka firma – powiedziała europosłanka Elżbieta Łukacijewska podczas konferencji prasowej poświęconej sytuacji w Autosanie zorganizowanej w piątek w Sanoku.
– Od 2016 roku spółka wygenerowała 20 milionów strat. Mam nadzieję, że pracownicy nie będą musieli po raz kolejny przeżywać traumy związanej z upadkiem zakładu – dodała.
Ten czarny scenariusz może się sprawdzić. W piątek w wywiadzie dla portalu Onet.pl Czesław Mroczek, były wiceminister obrony powiedział, że zarząd Autosanu złożył do rady nadzorczej wniosek o rozpatrzenie celowości dalszej działalności. Informację próbowaliśmy potwierdzić u rzecznika PGZ, ale nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi.
Autosan już raz ogłosił upadłość. Było to w 2013 roku. Przez ponad dwa lata syndyk szukał nowego właściciela, udało się w 2016 roku. Legendarną fabrykę kupiło konsorcjum spółek należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Niezdecydowany prezes
Polska Grupa Zbrojeniowa wyjaśnia także powody modyfikacji oświadczenia prezesa Autosanu, Michała Stachury, które ukazało się zaraz po wybuchu afery. W pierwotnej wersji prezes informował, że zakład nie ma obecnie w ofercie wysokopokładowych autobusów, jakie zamówiło wojsko. Dzień później z oświadczenia te słowa zostały usunięte, po to, by w kolejnym, prezes sanockiej fabryki autobusów potwierdził, że Autosan był jednak gotów sprostać wymaganiom polskiej armii, wyprodukować i dostarczyć autobusy na czas.
– Pierwotne zapisy o tym, że sam udział w postępowaniu nie gwarantuje wygranej, a spółka aktualnie nie posiada w swojej ofercie preferowanych w tym postępowaniu autobusów wysokopodwoziowych wynikał z pewnej przesadnej ostrożności. Logicznie poprawne stanowisko sformułowano jednak na tyle niezręcznie, że część odbiorców zrozumiała je niewłaściwie i założyła, że Autosan nie mógł wygrać postępowania. W rzeczywistości sytuacja wygląda tak, że licząc się z mniejszą ilością punktów za specyfikację techniczną spółka zamierzała powalczyć o zwycięstwo korzystniejszymi od konkurencji warunkami cenowymi. Chciałbym zatem wyraźnie podkreślić, że spółka była i jest w stanie wykonać autobusy, które były przedmiotem zamówienia – podkreśla prezes Wojnicz.
W oświadczeniu czytamy także, że w świetle obowiązujących przepisów prawa spółka nie mogła odwoływać się od wyniku przetargu ogłoszonego przez 2. Regionalną Bazę Logistyczną, gdyż złożenie oferty po upływie oznaczonego terminu jest równoznaczne z jej niezłożeniem. Skutkowało to tym, że niebędący stroną Autosan nie mógł dochodzić swoich racji na zasadach przysługujących uczestnikom postępowania.
Spektakl pod publikę
Afera z przetargiem może zaszkodzić Autosanowi i całkowicie pogrzebać szanse zakładu na powrót na rynek i odzyskanie dawnej pozycji lidera motoryzacji. Pracownicy przyznają, że z przetargiem dla wojska wiązali duże nadzieje. Teraz boją się o przyszłość zakładu i miejsca pracy.
Aktualnie fabryka zatrudnia około 360 osób. Są wśród nich pracownicy związani z fabryką od lat. I o ile jeszcze dwa lata temu, kiedy zakład przejmowała zbrojeniówka, mieli nadzieję, że legenda motoryzacji dźwignie się z kolan, teraz przyznają, że ten optymizm powoli gaśnie. – Nie ma stabilizacji, o której mówiło się dwa lata temu, kiedy fabrykę przejmowała państwowa spółka. Nie ma dużych kontraktów i zamówień, które nam obiecywali. Ludzie chyba już stracili nadzieję, że fabrykę uda się uratować – powiedział nam jeden z pracowników.
W piątek zostali poinformowani, że w sobotę, kiedy w zakładzie miała odbyć się konferencja prasowa PGZ i MON, mają stawić się w pracy. – Wygląda to tak, jakby chcieli zrobić pokazówkę. Spektakl pod publikę. Pokazać, że zakład żyje i funkcjonuje, a to nie do końca prawda. Są dni, kiedy mamy przestój w pracy, plączemy się po halach. Proszę nas zrozumieć, my chcemy pracować, ale za zamówienia odpowiada góra – mówią.
Martyna Sokołowska



8 Responses to "Autosan upadnie po raz drugi?"