
w Bieszczadach,
żyje ich około 700. Fot. pixabay
Na martwą łanię natknęli się mieszkańcy Cisnej. Truchło leżało zaledwie kilka metrów od domów i miejscowej szkoły. Ludzie się boją, bo w pamięci ciągle mają zdarzenie sprzed trzech lat, kiedy drapieżnik zaatakował dwoje dzieci. Włodarze wystąpili o odstrzał drapieżników, ale czy to rozwiąże problem?
To nie pierwsze takie zdarzenie w Bieszczadach. Wielokrotnie opisywaliśmy na łamach Super Nowości sytuacje, w których wilki atakowały, porywały i zagryzały psy czy zwierzęta gospodarskie nie tylko te mniejsze, jak owce czy kozy, ale także krowy i konie. W niedzielę w Cisnej zaatakowały ponownie. Tym razem ofiarą drapieżników padła sporej wielkości łania. Na truchło zwierzęcia natknęli się mieszkańcy miejscowości. I bardziej niż widok szczątków, do którego zdążyli się już nieco przyzwyczaić, zaniepokoiło ich miejsce, w którym zostały znalezione. Martwa łania leżała bowiem zaledwie kilka metrów od domów, w sąsiedztwie miejscowej szkoły podstawowej.
Wilk zaatakował dzieci
Mieszkańcy informują, że do takich sytuacji dochodzi coraz częściej. Obawiają się, że wygłodniałe drapieżniki mogą atakować małe dzieci. Cały czas mają w pamięci zdarzenie, do którego doszło w 2017 r., kiedy wilk zaatakował i pogryzł dwoje dzieci na pograniczu miejscowości Przysłup i Strzebowiska w Bieszczadach. Ranny wówczas został 10-letni chłopiec i 8-letnia dziewczynka, konieczna była hospitalizacja, a u jednego z dzieci założenie szwów. Zwierzę wkrótce zostało odstrzelone. Gmina Cisna posiadała zezwolenie na odstrzał od Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ), bo drapieżnik próbował już wcześniej atakować ludzi. Jacek Kowalski, szef Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego Urzędu Gminy w Cisnej przyznaje, że mają problem z wilkami, i to spory. W ubiegłym roku gmina wystąpiła do GDOŚ o zgodę na odstrzał dwóch drapieżników, które, jak wyjaśnia nasz rozmówca, stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa i życia dzieci. – Jeden z nich regularnie pojawiał się w okolicach przystanku autobusowego w Smereku, drugi przy drodze do szkoły w tej samej miejscowości – relacjonuje Jacek Kowalski. Oba zostały odstrzelone. W tym roku gmina także wystąpiła o zgodę na wyeliminowanie dwóch wilków i taką zgodę od GDOŚ otrzymała. – Mamy coraz większy problem z wilkami, szczególnie teraz, o tej porze roku – mówi szef Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. – Ich populacja znacznie wzrosła w ostatnim czasie, wilki nie mają w przyrodzie naturalnego wroga, w jednym miocie na świat przychodzi od ośmiu do dziesięciu szczeniaków, łania wydaje na świat jedno, czasem dwa młode. Zwierzyny łownej w lasach coraz bardziej brakuje. Wilki podchodzą bliżej gospodarstw domowych, bo szukają pokarmu – opowiada. – Absolutnie nie jestem zwolennikiem strzelania do wilków, odstrzał jest ostatecznym rozwiązaniem, zawsze wcześniej próbujemy wszelkich innych dostępnych środków, ale do zadań gminy należy zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i to jest dla nas najważniejszy cel – podsumowuje Jacek Kowalski.
To wilk boi się ludzi
Łukasz Lis, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie zaznacza, że opisywane przypadki mają charakter jednostkowy i mieszkańcy nie powinni obawiać się obecności wilków, bo w stosunku do ludzi te drapieżniki są bardziej płochliwe niż agresywne. Atakują w ostateczności, tylko wtedy, gdy nie mają już żadnej drogi ucieczki i możliwości, by się obronić, bądź gdy są chore, np. na wściekliznę. – Nie ma na tyle przypadków, aby mieć powody do paniki. Przy tak dużej liczbie wilków, jaką mamy w województwie, ostatnio odnotowaliśmy raptem dwa przypadki ataków (opisywana wyżej sytuacja, w której wilk pogryzł 10-letniego chłopca i 8-
-letnią dziewczynkę), przy czym jak się okazało, osobnik, który się tego dopuścił, miał w przeszłości kontakt z człowiekiem, stąd też śmiałość i brak lęku – wyjaśnia Łukasz Lis. Jednocześnie podkreśla, że każde dzikie zwierzę jest niebezpieczne i w kontakcie z takim powinniśmy zachować ostrożność.
– Nie powinniśmy ich niepokoić i zmieniać ich behawioru w sposób, który staje się niebezpieczny zarówno dla nas, jak i dla nich. Mam tu na myśli chociażby dokarmianie, bezpośrednie czy pośrednie, poprzez niezabezpieczone śmietniki czy kompostowniki. Zwierzę nauczone, że w pobliżu zabudowy jest łatwo dostępny pokarm, będzie coraz śmielej podchodziło i coraz mniej kojarzyło człowieka z zagrożeniem, a konsekwencje mogą być dotkliwe dla obu stron – przestrzega nasz rozmówca. Podkreśla, że ostrzał jest ostatecznym rozwiązaniem po wyczerpaniu działań alternatywnych np. płoszenie czy chwytanie z przesiedleniem. – Pytanie, czy w tym akurat przypadku jest to odpowiedni kaliber działań? Problem jest złożony i trudno znaleźć jedno proste rozwiązanie – podsumowuje rzecznik.
Martyna Sokołowska



One Response to "Bać się wilka?"