Bankowiec

38-letni Henryk B. ma w przestępczym światku ksywę „Bankowiec”, choć oczywiście nigdy w żadnym banku nie pracował, gdyż jest to zwykła recydywa, która od pewnego czasu specjalizowała się w dość specyficznych rozbojach.
Henryk odwiedzał banki i obserwował klientów przy kasach. Interesowali go głównie ludzie starsi, szczególnie kobiety. Przyglądał się dokładnie tylko tym osobom, które wypłacały gotówkę. Odwiedzał różne banki i w każdym starał się przebywać jak najkrócej, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Doszedł do takiej wprawy, że wystarczyło mu rzucić okiem na salę, by od razu wytypować potencjalną ofiarę.
Przy kolejnym „polowaniu na klientów” jego uwagę zwróciła starsza pani, która odebrała grubszą gotówkę i opuściła bank. Henryk B. natychmiast ruszył za nią. Tak się dla niego szczęśliwie złożyło, że kobieta nie przywołała taksówki i nie przyjechała też własnym samochodem, co w przeszłości burzyło jego plany, lecz szła pieszo, dzierżąc w dłoni pojemną reklamówkę. Zdumiał się tylko w momencie, gdy spostrzegł, że kobieta wstępuje do kolejnego banku.
– Oho ho! Ta to musi być nadziana, skoro trzyma forsę w kilku bankach – pomyślał, bo doszedł do wniosku, że upatrzona ofiara także w tej placówce wybierze gotówkę.
Zaczekał na nią na ulicy, a kiedy wyszła, to znów dyskretnie podążył jej śladem i szczęście nadal mu sprzyjało, przynajmniej do tej pory. Starsza pani skręciła bowiem w boczną uliczkę i tym samym stanowiła teraz dla bandziora jeszcze łatwiejszy obiekt. Co więcej, weszła do bramy domu stojącego na uboczu, więc Henryk B. natychmiast wskoczył za nią, wyjął z kieszeni miotacz gazu, psiknął jej w twarz, po czym wyrwał reklamówkę i uciekł.
Był tak ciekawy, ile tym razem zrabował, że od razu zajrzał do środka i mina mu zrzedła. W reklamówce było trochę zakupów oraz… 20 złotych! Wściekły bandyta błyskawicznie zawrócił, bo w mig wykombinował, że kobieta musiała włożyć forsę do zapinanych na zamki błyskawiczne kieszeni kurtki. Nie przewidział tylko, że tym razem nie trafił ofierze gazem prosto w oczy i kobieta zdążyła już zadzwonić na policję.
– Dwaj szmal, jeśli ci życie miłe! – wrzasnął Henryk i już wpychał złodziejskie łapy do kieszeni jej kurtki, gdy nadjechała policja i zgarnęła zbója.
Potem okazało się, że kobieta weszła do drugiego banku tylko po to, by wcześniej wypłacone pieniądze… wpłacić tam na inne konto. W śledztwie wszystkie wcześniejsze ofiary „Bankowca” rozpoznały swego oprawcę, więc wyrok ma na bank.
JAN M.

3 Responses to "Bankowiec"

Leave a Reply

Your email address will not be published.