
KOLBUSZOWA. Czytelnicy zasypują nas informacjami o groźnej roślinie.
W ostatnim czasie na terenie kolbuszowskiej gminy wybuchła panika związana z rzekomym barszczem Sosnowskiego. Chodzi o roślinę, z którą kontakt powoduje zapalenie skóry, powstawanie pęcherzy, niegojących się ran i długo niezanikających blizn. Może też wywołać zapalenie spojówek, a nawet prowadzić do zgonu.
W zasadzie każdego dnia nasi Czytelnicy wskazują na kolejne lokalizacje tej niezwykle groźnej rośliny. Zgłoszenia, które spływają do nas w sprawie domniemanego barszczu Sosnowskiego, dotyczą m.in.: Kolbuszowej Górnej, Kolbuszowej Dolnej, Domatkowa, Weryni, Kupna i Zarębek.
„Wyrwałam i spaliłam w kominku”
Jeśli chodzi o samo miasto, wymienia się ulice: Jaśminową, Piaskową i Mielecką. Roślinę łudząco podobną do barszczu Sosnowskiego pan Patryk zauważył też na ul. Łąkowej: – Ona rośnie przy samej drodze w stronę oczyszczalni ścieków, niektóre łodygi wystają nawet lekko ponad jezdnię – opisuje. – To teren zaraz po zabudowaniach. Rosną na nim jeżyny, są ładne. Ktoś może je zrywać i przy okazji mieć kontakt z tym dziadostwem – alarmuje.
Podobne obawy miała pani Urszula z Weryni: – Za płotem mojego domu również rosło coś takiego. Na początku myślałam, że to ten barszcz. Poradziłam się fachowca, który przekonał mnie, że to zwykły chwast, choć bardzo podobny. Wyrwałam i spaliłam w kominku. Na wszelki wypadek, żeby ludzie nie siali paniki – wspomina pani Ula.
Roślina, z którą zetknęła się nasza Czytelniczka, to może być barszcz pospolity, dziki koper, dzięgiel bądź kmin rzymski, które łudząco przypominają ten groźny chwast.
Żaden sygnał nie został potwierdzony
Straż Miejska zapewnia, ze żadnego zgłoszenia nie bagatelizuje. – Wszystkie sygnały skrupulatnie są sprawdzane. Na szczęście jak dotychczas żaden z nich nie został potwierdzony – przekonują mundurowi. – Gdyby jednak do tego doszło, wtedy właściciel gruntu ma obowiązek przystąpić do jego zwalczania. Najprostszym, a zarazem najskuteczniejszym jest niszczenie roślin jesienią w pierwszym roku wegetacji poprzez ich wyrwanie i spalanie.
– W drugim roku można stosować wielokrotne wykaszanie rozpoczęte wiosną, jeszcze przed okresem kwitnienia, a działania te wspomóc środkami chemicznymi. Prace te winny być wykonywane w odpowiednim ubraniu ochronnym i w rękawicach. Wskazane jest także korzystanie z maseczek ochronnych na twarz – dodają strażnicy.
Problem jest o tyle poważny, że oświadczenie wystosował burmistrz Jan Zuba, w którym prosi właścicieli nieruchomości o objęcie miejsc ewentualnego występowania barszczu stałym nadzorem i prowadzenie działań mających na celu jej wyeliminowanie.
Paweł Galek


