
SANOK, ZAGÓRZ. Rewolucja w MKS.
Szykuje się prawdziwa rewolucja w rozkładzie jazdy komunikacji miejskiej. Według zapowiedzi władz Sanoka, po ponad pół wieku zniknie z niego większość autobusów jeżdżących na trasie Sanok – Zagórz. Magistrat nie doszedł do porozumienia z władzami sąsiedniej gminy i zapowiada ostre cięcia kursów.
Od listopada mieszkańcy Zagórza korzystający z popularnej „piątki” mogą mieć poważny problem z dostaniem się do Sanoka. Po nieudanych negocjacjach, władze chcą zredukować liczbę kursów jeżdżących na tej trasie. Autobusy będą kursować jedynie w godzinach, kiedy ruch pasażerski jest największy, czyli około 6 i 15 – Reszta zostanie zredukowana do minimum – mówi Edward Olejko, wiceburmistrz Sanoka. Zmiany mają obowiązywać już od listopada.
Zagórz nie dopłaci ani grosza więcej
W tym roku za obsługę kursów władze Sanoka wystawiły Zagórzowi rachunek na 300 tysięcy złotych. Sęk w tym, że sąsiednia gmina zadeklarowała wyłożyć tylko część tej kwoty, dokładnie 170 tysięcy.
– Usłyszałem od zagórskich radnych, że gmina nie dopłaci ani grosza więcej. Dlatego nasza decyzja nie może być inna. Nie stać nas na dopłacanie do komunikacji miejskiej – mówi wiceburmistrz.
W rozmowie z Super Nowościami nie ukrywa, że konsekwencją cięć w kursach będą zwolnienia kierowców. – Jeszcze nie wiemy, o ile osób będziemy musieli zredukować załogę, ale będzie to nieuniknione – kwituje Edward Olejko.
W tym roku, według słów wiceburmistrza, sanocki magistrat musi dopłacić do komunikacji miejskiej 2,2 miliona złotych. Straty są pokrywane z kasy miejskiej. Swoją część dopłacają też ościenne gminy korzystające z przewozów MKS.
Zagórz chce się dogadać, ale nie dopłaci
Jerzy Zuba, rzecznik prasowy Urzędu Gminy w Zagórzu zapewnia, że urzędnikom zależy na porozumieniu, ale zaznacza, że gmina nie dołoży do przewozów komunikacji miejskiej ani złotówki więcej. – W naszej opinii 170 tysięcy złotych, które zabezpieczyliśmy w budżecie, w zupełności pokrywa koszty przewozów na terenie naszej gminy – mówi.
Zwraca uwagę, że na cięciu kursów stracą nie tylko mieszkańcy Zagórza, ale i sanoczanie. – Sporo osób dojeżdża przecież do zakładów pracy zlokalizowanych w naszej strefie ekonomicznej. Japońska fabryka TRI pracuje na trzy zmiany, ludzie będą mieli problem z dojechaniem do pracy – zauważa.
Martyna Sokołowska


