
ŻUŻEL. NICE PLŻ. Rozmowa z MIROSŁAWEM JABŁOŃSKIM, zawodnikiem KSM Krosno, byłym żużlowcem m.in. PGE Stali Rzeszów.
Po ubiegłorocznych występach w Rzeszowie, Mirosław Jabłoński zdecydował się pozostać na Podkarpaciu i w najbliższym sezonie będzie bronił barw KSM Krosno. – Przeważyła przede wszystkim opinia o stabilności finansowej i wypłacalności klubu z Krosna. A do tego będę miał bliżej w Bieszczady – mówi MIROSŁAW JABŁOŃSKI, który14 lutego obchodził 31. urodziny.
– Jak się Pan czuje w roli krośnieńskiego „Wilka”?
– Nie mogę narzekać. Tak to ujmijmy.
– Długo zastanawiał się Pan nad podpisaniem kontraktu w Krośnie?
– Trochę to trwało. Nie ukrywam, że Krosno przedstawiło mi ofertę, ale to ja się zastanawiałem. Miałem bowiem kilka innych propozycji. Ostatecznie postawiłem na Krosno i mam nadzieję, że dokonałem dobrego wyboru. Chęć częstej jazdy i stabilność finansowa to najważniejsze kwestie, które mną kierowały przy wyborze nowego klubu.
– Nie odstrasza Pana czarny, specyficzny tor w Krośnie, który dla wielu zawodników jest prawdziwą zmorą?
– Tor w Krośnie jakoś nigdy nie sprawiał mi trudności i mam nadzieję, że w tym roku będzie tak samo.
– Interesowała Pana tylko jazda w Nice PLŻ, czy też może chciał Pan nadal kontynuować występy z PGE Ekstralidze?
– Były różne rozmowy, jakieś zapytania, ale generalnie wszyscy obstawiają się tylko pięcioma seniorami, a jeździć znowu na rezerwie i walczyć o skład mi się nie uśmiechało.
– W Rzeszowie nie chciał Pan zostać?
– Był telefon od trenera Ślączki z zapytaniem, co będę robił w kolejnym sezonie, ale jakoś nie po drodze mi na ten moment do Rzeszowa.
– Wracając do poprzedniego sezonu w barwach Stali, to chyba nie do końca przebiegał on po Pana myśli…
– Do momentu kontuzji wszystko wyglądało nieźle. Rewelacyjnie było zwłaszcza w turniejach eliminacyjnych do IME i Grand Prix. Troszkę gorzej wiodło mi się w lidze, ale wszystko zaczęło się zazębiać. Niestety, kontuzja i półtora miesiąca przerwy wybiły mnie z rytmu. Gdy się wypada z obiegu na tak długi okres czasu, to potem jest bardzo ciężko wrócić i wbić się znowu w sezon, kiedy wszyscy są rozjeżdżeni, a człowiek wraca, po nazwijmy to, przymusowych wakacjach.
– Jakie ma Pan zatem wspomnienia z sezonu spędzonego w Rzeszowie?
– To zależy, jaki aspekt rozpatrywać? (śmiech). Są i plusy i minusy jazdy w Rzeszowie.
– Teraz czeka Pana nowe wyzwanie, jakim będą występy w Krośnie. Dla miejscowych kibiców będzie to bardzo ciekawy i ważny sezon, bowiem „Wilki” po 10 latach wracają na zaplecze PGE Ekstraligi…
– Liczę, że kibice dopiszą, że wszystko w klubie poukłada się tak, jak należy, a my, zawodnicy od strony sportowej zapewnimy dobre widowiska i będziemy wygrywać mecze.
– W Krośnie typowany jest Pan na lidera zespołu. Robi to na Panu jakieś wrażenie?
– Przygotowuję się spokojnie, nie czuję jakiejś większej presji, związanej z faktem, że jestem typowany na lidera drużyny. Chcę po prostu wykonywać swoją pracę, to co kocham, jak najlepiej potrafię, a wtedy wszyscy, łącznie ze mną będą zadowoleni.
– Krośnieńscy działacze stawiają przed zespołem cel, jakim będzie utrzymanie się w Nice PLŻ. Pana zdaniem to realny scenariusz?
– Jak najbardziej. Patrząc przez pryzmat innych zespołów, jesteśmy w stanie to osiągnąć. Mam nadzieję, że zwłaszcza krośnieński tor będzie dużym handicapem naszej drużyny i zwycięstwami u siebie zapewnimy sobie utrzymanie w Nice PLŻ.
– Jak wyglądają Pana przygotowania do sezonu?
– Trenuję indywidualnie, aczkolwiek w tym roku Gniezno udostępniło nam lodowisko i z grupą chłopaków, m.in. Kacprem Gomólskim gramy sobie w hokeja. Na zewnątrz jest już jednak taka pogoda, że od ponad tygodnia jeżdżę na motocrossie i te przygotowania wyglądało już bardziej stricte motocyklowo. Wiadomo, że ogólnorozwojówka jest ważna i nadal obecna w moich przygotowaniach, ale hokej na lodzie u mnie rządzi i do tego motocross, jeśli oczywiście jest ku temu dobra pogoda.
– Panu, jako zawodnikowi, który zdawał żużlową licencję w barwach gnieźnieńskiego klubu, chyba przykro jest patrzeć na to, co dzieje się ze Startem (w sezonie 2016 nie wystartuje on w lidze – przyp. red.)…
– Wiadomo, że u mnie lokalny patriotyzm jest zakorzeniony i wielka szkoda, że Start skończył tak, jak skończył. Szkoda kibiców, szkoda też kolejnych żużlowców, którzy cierpią, bo tak naprawdę tylko nam się obrywa w takich przypadkach. Nawet nie wiem ile przepadło mi po drodze pieniędzy, ale nic nie mogę w tej kwestii zrobić.
– Wracając do kwestii finansowych. Ze Stalą Rzeszów jest Pan rozliczony za poprzedni sezon?
– Doszedłem do porozumienia z rzeszowskimi działaczami. Tak to nazwijmy i nie zagłębiajmy się bardziej w ten temat.
– Sezon ligowy na własnym torze Pana nowy zespół zainauguruje 17 kwietnia meczem ze Stalą Rzeszów. Będzie Pan chciał coś komuś udowodnić w tym spotkaniu?
– Do meczu pozostało jeszcze sporo czasu. Na razie niech Stal się pozbiera, bo nadal nie wiadomo, czy pojedzie w tym sezonie w lidze i czy w ogóle do tego meczu w Krośnie dojdzie.
– W niedzielę skończył Pan 31. lat. Czego zatem można Panu życzyć z okazji urodzin?
– Zdrowia! Bo jak go nie ma, to reszta się nie liczy. Przekonałem się o tym boleśnie w poprzednim sezonie. Wówczas nawet góry pieniędzy nie pomogą.
– W takim razie dużo zdrowia i… przynajmniej takiej małej górki pieniędzy, bo te zawsze się przydają!
– Dziękuję bardzo! (śmiech).
Rozmawiał Marcin Jeżowski



2 Responses to "– Będę miał bliżej w Bieszczady"