Będziemy żywnościowym śmietnikiem Europy

Ponad 2,1 miliona mieszkańców i zaledwie cztery mleczarnie.
Podkarpacie, choć ma idealne warunki do tego, by produkować przetwory mleczne z produktu lokalnego, może niedługo zostać niemal pozbawione regionalnego mleka, serów, śmietan i jogurtów. Fot. OSM Stalowa Wola

Ostatnie podwyżki dotknęły tę branżę w sposób wyjątkowo dotkliwy, a prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Stalowej Woli mówi wprost, że państwu zupełnie na regionalnym mleczarstwie nie zależy i robi wszystko, abyśmy stali się żywnościowym śmietnikiem Europy.
– W styczniu 2021 roku rachunek za gaz Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Stalowej Woli wynosił ok. 21 tysięcy złotych. Teraz otrzymaliśmy rachunek za gaz na kwotę ponad 95 tysięcy złotych – mówi Sławomir Czwal, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Stalowej Woli. Jedynej mleczarni, która utrzymała się na rynku w północnej części Podkarpacia. – To podwyżka rzędu 500 procent. Dla takiej mleczarni jak nasza to ogromne obciążenie. Do tego dochodzi jeszcze wzrost kosztów energii i wzrost stawki minimalnej. Sytuacja jest naprawdę trudna, a przecież nie da się tych wzrostów kosztów przełożyć na wzrost cen produktów. Nasza produkcja oparta jest na tradycyjnym sposobie wytwarzania produktów. Bez ulepszaczy, bez przyspieszaczy. Za to przyznano nam Certyfikaty Produktów Tradycyjnych na mleko, sery i śmietanę lasowiacką. Jak przyspieszymy proces produkcji to stracimy jakość, która wyróżnia nas na rynku i za którą doceniają nas klienci. Koszty produkcji są kolosalne, a opłacalność produkcji rolniczej coraz mniejsza.

Sieci wykończą małe sklepy

Polski rynek spożywczy jest zdominowany przez ogromne zagraniczne sieci. To one dyktują ceny producentom żywności, a klientów kuszą promocjami, na które małe lokalne sklepy nie mogą sobie pozwolić.
– Jesteśmy jedynym krajem w tej części świata, który pozwolił sobie na takie eldorado zagranicznego kapitału i państwo polskie nic z tym nie robi. Żadne z państw Unii Europejskiej nie pozwoliło sobie na takie spenetrowanie rynku dystrybucji jak Polska – przyznaje Sławomir Czwal, prezes OSM w Stalowej Woli.
– Francja i Niemcy kupują swoje produkty. Nie tylko zresztą one. W Polsce wartość kupowania własnych produktów nie została podniesiona do tej rangi, by Polacy je doceniali i mieli tę świadomość, że kupując „nasze” nie tylko jedzą zdrowiej, ale i wspierają lokalnych wytwórców. Dla Polaka nie jest ważne, że kupuje pomidory, które przejechały pół Europy. A gdy padną lokalne sklepy, producenci lokalnych, zdrowych produktów nie będą mieli dostępności do rynku, bo sieci nas do siebie nie wpuszczą. Walka o podkarpackie mleczarstwo trwa i jeśli zostanie przegrana, to już wkrótce nie kupimy mleka produkowanego na Podkarpaciu. Nie kupimy też naszych śmietan, serów i jogurtów. Będziemy jednym wielkim żywnościowym śmietnikiem Europy. Półki w dyskontach wypełnią towary, których nie będą chciały inne kraje, towary niskiej jakości, które przez to, że trzeba będzie do nas dowieźć, będą przepełnione konserwantami i ulepszaczami.
Dramatyczny wzrost kosztów produkcji produktów mleczarskich można byłoby zrównoważyć, gdyby producenci mogli negocjować ceny za zamówienia przetargowe. – Prawo zamówień publicznych nie pozwala na negocjowanie cen. Nawet jak wewnętrzne koszty rosną, to my jako OSM nie możemy negocjować cen, które zapisano w umowach przetargowych na dostarczanie naszych produktów np. do szpitali, szkół, DPS-ów czy innych odbiorców, którzy są naszymi klientami – mówi Sławomir Czwal. – Dla mnie to kolejny dowód na to, że państwo polskie nie dba o przedsiębiorców, zależy mu tylko na własnym funkcjonowaniu.

Nie dostali ani złotówki

Z chwilą nastania pandemii i wprowadzeniem obostrzeń, OSM Stalowa Wola odnotowała oczywiście spadki sprzedaży. – Ze słynnych tarcz, które miały ochronić przedsiębiorców w czasie pandemii nie otrzymaliśmy ani jednej złamanej złotówki. Dlaczego? Dlatego, że odnotowaliśmy spadek dochodu na poziomie 14, a nie 15 procent. Dofinansowanie przysługiwałoby, gdybyśmy wykazali ten jeden procent spadku więcej. To, że było to aż o 14 procent mniej, nie miało znaczenia. A jak wszyscy wiemy, pieniądze były wówczas rozdawane na prawo i lewo dla takich branż i dla przedstawicieli takich zawodów, których aż tak pandemia nie doświadczyła, jak nas. OSM Stalowa Wola zatrudnia 76 osób. Nasze produkty docierają do odbiorców od Stalowej Woli i Biłgoraja przez Tarnobrzeg, Sandomierz, Mielec, Kolbuszową, Rzeszów, aż po Leżajsk. To duży zakład pracy i istotny producent żywności w regionie. Nikt w tej części kraju nie wytwarza takich produktów jak my, a gdy prosiliśmy prezydenta Stalowej Woli o umorzenie nam w najcięższym okresie podatku od nieruchomości, to niestety, spotkaliśmy się z odmową. Chodziło o kwotę rzędu około 6 tys. zł miesięcznie. Dla miasta to żadna kwota, a nam w perspektywie kilku miesięcy pozwoliłaby na pokrycie innych niezbędnych kosztów.

Obniżenie stawek VAT to fikcja

Czy obniżenie VAT na żywność pomoże obniżyć ceny żywności, które podskoczyły w ostatnim okresie nawet o 10 procent? Sławomir Czwal uważa, że nie i tłumaczy, że tak bardzo wzrosły koszty mediów, paliwa, dystrybucji, koszty pracownicze, koszty opakowań, że sklepy nie będą w stanie obniżyć cen o 5 procent. – Zabieg z obniżeniem stawki VAT ma wywołać złudzenie, że nie ma podwyżek – mówi Czwal.
Przyszłość podkarpackiego mleczarstwa jest w rękach rządzących, ale i nas samych. Jeśli idąc do sklepu nie wybierzemy lokalnych produktów dziś, to jutro możemy ich już tam nie zastać.

Małgorzata Rokoszewska

8 Responses to "Będziemy żywnościowym śmietnikiem Europy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.