
Przemyski dworzec to od wielu już dni miejsce szczególne, pokazywane w polskich i zagranicznych telewizjach, o którym mówi świat. I tylko dobrze mówi. Bo każdego dnia przybywają tam tłumy uchodźców z Ukrainy, w zdecydowanej większości matek z dziećmi. I wszyscy otrzymują pomoc od licznych wolontariuszy. Głównie przemyślan, ale też osób z innych miejscowości oraz od różnych organizacji i fundacji. Każdy uchodźca może liczyć na wsparcie i gorące serca współczujących mu ludzi. Zresztą opisywanie tej sytuacji wydaje się zbędne, bo płynące z Przemyśla przekazy medialne pokazują wspaniały obraz człowieczeństwa.
Wielka w tym zasługa m. in. samorządu miasta i osobiście prezydenta Wojciecha Bakuna. Może poniekąd i naszego rządu, który – co trzeba mu przyznać – tym razem stara się nie przeszkadzać. „W Przemyślu jest i będzie bezpiecznie” – zapewnia Bakun.
I nagle, 8 marca pojawił się tam osobnik zupełnie nieoczekiwany, a mianowicie były wicepremier Włoch, obecny senator, lider skrajnie prawicowej, antyunijnej Ligi Północnej Matteo Salvini, zwolennik i przyjaciel Władimira Putina, który dotąd otwarcie popierał politykę tego wojennego zbrodniarza. To on pamiętnego czasu paradował pod murami Kremla w koszulce z nadrukiem wizerunku Putina w stroju oficera KGB. Ale ostatnio koleś także naszych prawicowych polityków (co za straszne koneksje!) zaczął nagle solidaryzować się z Ukraińcami i potępiać inwazję Rosji.
Cudowna przemiana? Cudownie skomentował to dziennik „Corriere Della Sera”, twierdząc, że inicjatywa Salviniego jest decyzją podjętą na „cienkiej linii, między pomocą humanitarną a propagandą”.
Wróćmy jednak na przemyski dworzec, gdzie rozegrała się scena, którą wszyscy już znacie, bo „Super Nowości” też o niej pisały, ale jako rodowity przemyślanin nie mogę nie przypomnieć jej raz jeszcze, bo w pełni na to zasługuje.
Oto Salvini wychodzi do dziennikarzy, w towarzystwie (zapewne niechętnym, lecz konwencjonalnym) prezydenta Bakuna, który najpierw serdecznie dziękuje narodowi włoskiemu za wsparcie Ukraińców, po czym – i tu pełna konsternacja! – wyjmuje spod kurtki białą koszulkę. Taką samą, w jakiej ten włoski polityk pozował do słynnego zdjęcia na Placu Czerwonym w Moskwie i mówi Salviniemu prosto w oczy: – Bardzo proszę pana senatora o włożenie tej koszulki i potem pojedziemy na granicę i do ośrodka dla uchodźców, żeby zobaczyć, co pana przyjaciel Putin zrobił z tysiącami ludzi.
Świetna scena! Bo zdębiały Salvini nie przyjmuje tego prezentu i odchodzi, przy okrzykach włoskich dziennikarzy: Bufon!
A potem Bakun oświadcza, że obecność Salviniego w tym miejscu to jest skrajna bezczelność. „Przyznaję, że ja też w pewien sposób byłem bezczelny, ale nie do tego stopnia, jak pan Salvini. Nie mam za grosz szacunku do pana Salviniego” – mówi.
Ale za to Pan, Panie Prezydencie miasta, będącego na pierwszej linii frontu pomocy uchodźcom, zyskał wielki szacunek!
Jan Miszczak



14 Responses to "Bezczelność i szacunek"