
MIELEC. Zjawisko bezdomności narasta i nic nie wskazuje, żeby było inaczej.
W lotniczym mieście lawinowo rośnie liczba ludzi bezdomnych. Nocują gdzie się da: na dworcu, w piwnicach i na klatkach w blokach, na działkach. Teoretycznie nocleg, strawę i opierunek mogłoby im dać schroniska dla bezdomnych mężczyzn Towarzystwa Pomocy Św. Brata Alberta. Problem w tym, że obowiązuje tam bezwzględny zakaz picia alkoholu. W tej sytuacji bezdomni, których gros to alkoholicy, wolą błąkać się po mieście.
O tym, że bezdomność jest coraz częstszym zjawiskiem nad Wisłoką, mówi Zdzisław Czajka (59 l.), dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mielcu. – Z roku na rok tych osób jest coraz więcej. Na szczęście nikt od wielu lat nie zamarzł – zaznacza Czajka.
W zasadzie jedyną placówką w Mielcu, która zapewnia nocleg ludziom bez miejsca zamieszkania, jest schronisko dla bezdomnych mężczyzn Towarzystwa Pomocy Św. Brata Alberta. – Miasto dopłaca rocznie do tej placówki ok. 80 tys. zł – mówi dyrektor MOPS. – Są tam ludzie zameldowani w naszym mieście i z terenu innych gmin. W wielu wypadkach są trudności z identyfikacją, bo ci ludzie z reguły nie mają przy sobie dowodów osobistych.
Innym problemem jest fakt, że wielu bezdomnych, mówiąc delikatnie, „nie wylewa za kołnierz”. Tymczasem w schronisku obowiązuje podstawowa zasada: zakaz picia alkoholu. – Dlatego te osoby nie chcą tam iść, wolą błąkać się po mieście – uważa Czajka. – Jako MOPS robimy wszystko, co możemy, aby im pomóc. W sytuacjach ekstremalnych, kiedy ci ludzie są porozbijani lub „ledwo ciepli”, to karetką są przewożeni na Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Paweł Galek



One Response to "Bezdomni opanowują Mielec"