Bezkarnie zabijają ciężarne zwierzęta

Za kłusowanie grozi w Polsce do 5 lat więzienia i najwyższy czas, aby wyroki takie zapadały coraz częściej. Fot. Bogdan Myśliwiec
Za kłusowanie grozi w Polsce do 5 lat więzienia i najwyższy czas, aby wyroki takie zapadały coraz częściej. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Kłusownictwo o każdej porze roku jest karygodne, w pierwszych tygodniach roku jest jednak wyjątkowo haniebne.

Ustawiają wnyki na ścieżkach, którymi przemieszczają się dzikie zwierzęta i zabiją wszystko co w nie wpadnie. Uzbrojeni w drut i inne prymitywne pułapki przemierzają lasy każdej nocy. Dowody zbrodni to m.in. porzucone łby zwierząt, krew rozlana na śniegu i padlina, której nie zdążyli zabrać.

Myśliwi ujawniają przypadki kłusownictwa niemal za każdym razem, gdy wchodzą do lasu. – Znajdujemy wnyki, druty, klatki oraz inne „przyrządy”, które mają schwytać zwierzynę. Nieraz natykamy się na martwe zwierzęta, znajdujemy łby byków w rowach, resztki dzików, jeleni. W niektórych z nich są rozkładające się już zwierzęta. To przerażające. Kłusownicy zakładają tak dużo pułapek, że nie są nawet w stanie sprawdzać na bieżąco, czy coś się w nie złapało – dowiadujemy się w jednym z kół łowieckich w Tarnobrzegu.

Wnyki niczym pajęcza sieć
Problem potwierdza także Andrzej Wartoń, wice łowczy z Koła Łowieckiego Nadwiślańskie w Tarnobrzegu, społeczny strażnik łowiecki.

– Zdarza się, że ludzie kłusują po to, by zjeść zwierzę, które złapali. Nie stać ich na zakup innego mięsa i kłusują, by przeżyć. Można ich jeszcze jakoś zrozumieć, ale niestety większość kłusowników to handlarze mięsa. Sprzedają porcjowane mięso dosłownie za wino. Tylko po to, by przez kilka dni mieć za co pić. W ich przypadku trudno nazwać ich postępowanie inaczej jak barbarzyństwo. Zastawiają mnóstwo wnyków i nawet nie sprawdzają na bieżąco, czy coś się w nie złapało. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że nawet 85 procent złapanej we wnyki ginie w lasach zupełnie na darmo. Męczą się przed śmiercią i nawet nie są wyciągane z wnyków.

Giną w męczarniach
Zabójcy zwierząt wiedzą, że zwierzęta chwytane w pętle ponoszą śmierć w ciężkich męczarniach. Bardzo długo trwa, zanim zaciskająca się pętla udusi zwierzę. Bywa, że ostatni dech zwierzęta wydają po kilkudziesięciu godzinach od uwięzienia. Schwytane za łapę lisy, potrafią odgryźć ją sobie, byle się tylko uwolnić. Dziki wykopać dół, szamocząc się od drutów i sznurów. Kłusowników nie obchodzi to jednak zupełnie, bo zależy im wyłącznie na zarobku.

– Spotkaliśmy już takich, którzy mieli przy sobie własnej konstrukcji piki z przyspawanymi bagnetami od karabinów. Broń palna to podstawowe wyposażenie wielu kłusowników. Stanowią zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale ludzi, którzy znajdą się w ich zasięgu – mówi inny z łowczych.

– Osobny temat do psy, które właściciele spuszczają w lasach ze smyczy ich właściciele. Wielokrotnie apelujemy za pośrednictwem mediów, by tego nie robić, ale nie przynosi to efektu. Są nawet tacy właściciele chartów, którzy śmieją nam się prosto w twarz i dalej robią swoje – dodaje Wartoń. – Jakie są tego efekty? – Każdemu psu instynkt dyktuje, żeby szukać i gonić. Jak dogoni to łapie, większe zwierzęta podgryza, a mniejsze zagryza. Te, którym uda się uciec, są przepłoszone z miejsca swojego żerowania.

Haniebne mordowanie ciężarnych i nowo urodzonych
Najbardziej ulubione miejsce do kłusowania w okolicach Tarnobrzega to las Zwierzyniec i kępa nadwiślańska rozciągająca się w stronę Sandomierza.

– Żaden czas na kłusowanie nie jest dobry, ale kłusowanie w styczniu i lutym jest po prostu haniebne, kiedy morduje się ciężarne sarny. Za dwa, trzy tygodnie pojawią się pierwsze zające tzw. marczaki. Wiele z nich pada ofiarą hartów.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.