
JAKSMANICE (gm. Medyka). Co tam przyroda! Ważne, by nie trzeba było kosić trawy.
O to, by nie wypalać traw apelują z pomocą mediów co roku i strażacy, i przyrodnicy. I co? I nic! Bezmyślni ludzie nadal tak sobie „ułatwiają” prace polowe, że trawy wypalają. Nie tylko sami sobie robią spustoszenie na swoim gruncie, ale jeszcze szkody wyrządzają innym. Czasem są to szkody już nieodwracalne, jak w przypadku rezerwatu Skarpa Jaksmanicka, który uległ zniszczeniu właśnie w taki sposób w ostatnich dniach. – To niepowetowana strata – mówi właściciel i opiekun rezerwatu, Jerzy Solecki.
Ogień nie zna granic gruntu, więc nie zatrzyma się na trawie właściciela tegoż, który chce sobie ją wypalić. Bezmyślność ludzka także granic nie zna. – Wszyscy posiadamy wiedzę, jakie skutki dla flory i fauny ma wypalanie traw – zauważa Jerzy Solecki. – Są to nieodwracalne straty dla siedlisk ptaków gniazdujących na ziemi, giną cenne gatunki roślin oraz płazów, ponadto ślimak winniczek – wylicza opiekun spalonego rezerwatu w Jaksmanicach.
Działka J. Soleckiego w całości jest rezerwatem przyrody, czyli obiektem chronionym prawem. Niestety, kilka dni temu doszło do zniszczenia rezerwatu. Solecki uważa, że stało się tak po przeniesieniu się ognia z wypalających się traw na sąsiednich działkach. – Wypalenie trawy powstało w większej części powierzchni rezerwatu, a ogień został przeniesiony z sąsiadujących działek. Wspomnę tylko, że zniszczone zostały niektóre rośliny stanu naturalnego, jak: wisienka stepowa, len austriacki, wawrzynek wilcze łyko i inne – stwierdza opiekun rezerwatu. – Brak reakcji samorządów, policji, a nade wszystko brak reakcji mieszkańców, którzy tolerują takie zjawiska jest oburzający! – uważa. – Wypalanie trawy w opisywanym miejscu mogło przynieść tragiczne skutki, gdyż nieopodal rezerwatu znajduje się aktywne ujęcie gazu i wokół tego obiektu są ślady wypalania trawy – dodaje J. Solecki.
Miłośnik przyrody zgłosił sprawę policji, ale jak sam przyznaje, nie spodziewa się, by sprawcę ustalono i ukarano. – Chciałbym zwrócić uwagę na statystykę, która wykazuje ogromne koszty interwencji straży pożarnych, oparzeń wśród ludzi, a koszty takich działań ponosi całe społeczeństwo. Zastanawiające jest czy w ostatnich larach udało się znaleźć sprawców wypalań oraz ukarać? zastanawia się J. Solecki.
W istocie wykrywalność sprawców tego rodzaju zachowań jest niska, bo trudno przyłapać kogoś na gorącym uczynku, a sąsiad też na sąsiada nie doniesie, tym bardziej, że sam za dzień czy dwa ma zamiar wypalać trawy na swojej działce. Policja i straż pożarna o niewypalanie traw apelują co roku. Niestety, bezskutecznie. Bezmyślnych ludzi nie odstrasza kara grzywny, aresztu, a nawet więzienia! Może jeśli komuś wskutek takiej „zabawy” spali się dom albo pomieszczenia gospodarskie, to oprzytomnieje. Gorzej, jeśli krzywdy dozna ktoś inny niż sprawca…
Monika Kamińska



3 Responses to "Bezmyślne podpalenie trawy skończyło się ruiną rezerwatu przyrody"