Bezpieczeństwo ratujących musi być zabezpieczone

Ambulanse rzeszowskiego pogotowia ratunkowego oprócz standardowego wyposażenia mają i detektory czadu. Fot. Wit Hadło
Ambulanse rzeszowskiego pogotowia ratunkowego oprócz standardowego wyposażenia mają i detektory czadu. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego wyposażyła swoje ambulanse w czujniki tlenku węgla.

Kilka dni temu podczas interwencji w domu chorego tlenkiem węgla zatruło się trzech krakowskich ratowników medycznych. Reanimowanego mężczyzny nie udało się już uratować, a oni sami z objawami zatrucia trafili do szpitala. Po tym wypadku dyrekcja pogotowia w Krakowie podjęła decyzję, by każdy ambulans wyposażyć w detektory tlenku węgla.

– Ratownik medyczny, by efektywnie ratować, musi być w strefie niezagrożonej. Co prawda w systemie ratownictwa medycznego nie jesteśmy sami, są jeszcze inne służby, chociażby straż pożarna, ale dla większego bezpieczeństwa wyposażyliśmy ambulanse w detektory. Decyzję o ich zakupie podjęliśmy już kilka lat temu – mówi Mirosław Solecki, z-ca dyrektora d/s techniczno-eksploatacyjnych w WSPR w Rzeszowie.

Każdy wyjazd to niewiadoma
Dyrektor zapewnia, że i ratownicy i dyspozytorzy są ludźmi z dużym doświadczeniem, są szkoleni, by umieli nie tylko ratować, ale i dbać o swoje bezpieczeństwo. – Podczas wywiadu z wzywającym karetkę dyspozytor wypytuje o okoliczności zdarzenia. Robi to po to, by wysłać odpowiednią karetkę: z lekarzem bądź samymi ratownikami, ale i po to, by wiedzieć czy w grę może wchodzić coś, co ewentualnie zagrozi ratującym. Jeżeli dowie się, że człowiek zasłabł w czasie kąpieli, to uświadomi załogę karetki, że w grę może wchodzić czad. Gdy pomoc wzywana jest do zranionego nożem, muszą liczyć się z agresją, jak nie pacjenta, to uczestników bójki – mówi dyrektor.

Rozporządzenie ministra zdrowia dokładnie określa, jaki sprzęt musi być na wyposażeniu ambulansu. Nie ma tam czujników czadu, ale jak mówi dyrektor Solecki, ratownicy idąc na interwencję i tak muszą dźwigać ze sobą kilkadziesiąt kilogramów: defibrylator, nosze, zestawy unieruchamiające, deski ortopedyczne, pulsoksymetry, zestawy leków i środków opatrunkowych.

– Nigdy tak naprawdę nie wiadomo do kogo się jedzie. Nie znaczy to jednak, że organizujemy kursy samoobrony i wyposażamy ich w pałki. Każdy wyjazd to niewiadoma, czasem potrzebne byłyby maski tlenowe, czasem nożyce do cięcia drutu, czasem mocne latarki – mówi Solecki. – Jedno jest pewne, ratownik musi być czujny i każdorazowo oceniać sytuację, w jakiej przychodzi mu działać.

Anna Moraniec

2 Responses to "Bezpieczeństwo ratujących musi być zabezpieczone"

Leave a Reply

Your email address will not be published.