Białek: – Byłem przygotowany na ciężką pracę, ale komuś zabrakło cierpliwości

Janusz Białek po 2 latach żegna się z seniorami Stali Mielec, bo niewykluczone, że znajdzie zatrudnienie w tutejszej Akademii. Zaledwie trzy miesiące temu świętował z biało-niebieskimi długo wyczekiwany awans do I ligi. Fot. Bogdan Myśliwiec
Janusz Białek po 2 latach żegna się z seniorami Stali Mielec, bo niewykluczone, że znajdzie zatrudnienie w tutejszej Akademii. Zaledwie trzy miesiące temu świętował z biało-niebieskimi długo wyczekiwany awans do I ligi. Fot. Bogdan Myśliwiec

PIŁKA NOŻNA. I LIGA. Stal Mielec zwolniła trenera, który wprowadził drużynę na zaplecze ekstraklasy. Kandydatów do pracy z beniaminkiem nie brakuje.

Trzy dni po remisie ze Stomilem i przerwaniu serii porażek, Janusz Białek usłyszał od swoich szefów przykrą wiadomość: – Przestajesz być trenerem Stali Mielec. Nazwiska jego następcy jeszcze nie poznaliśmy.

Dwóch członków zarządu poprosiło Białka na rozmowę tuż przed porannym treningiem. Chwilę później wszedł on do szatni, by pożegnać się z zawodnikami i życzyć im szczęścia. – Część chłopaków była zdziwiona, inni z niejednego pieca chleb jedli, więc ta informacja nie zrobiła na nich większego wrażenia. A czy ja byłem zaskoczony? Hmm, po trzech porażkach i remisie spodziewać się można wszystkiego – odpowiadał Janusz Białek. – Z drugiej strony, wiadomo, że budowałem zespół od nowa po odejściu Andrei Prokica, Bartka Nowaka i kontuzji Jakuba Żubrowskiego. Cała środkowa linia przestała istnieć – przypomina trener.

Historia zatoczyła koło
Janusz Białek pracował w Stali dwa lata i we wtorek żartował, że to grubo powyżej polskiej średniej. – Przejmowałem zespół w trudnej sytuacji, gdy znajdował się w strefie spadkowej. Udało się poukładać wszystkie klocki, a w następnym sezonie awansować do pierwszej ligi. Po niemal 20 latach. Teraz historia zatoczyła koło – zwracał uwagę. Nie chciał przyznać, że jest rozczarowany decyzją działaczy. – Trzeba ją uszanować. W życiu nie zawsze jest z górki. Przez dwa lata wygrywaliśmy, pięliśmy się w górę. Być może uznano, że w pierwszej lidze będą same zwycięstwa. Rozstaliśmy się w zgodzie, Stali życzę jak najlepiej. Byłem przygotowany na ciężką pracę i szukanie dróg wyjścia z kryzysu, ale komuś zabrakło cierpliwości – zakończył.

Kasa i presja na wynik
Białek zostawia Stal na ostatnim miejscu. Beniaminek zdobył ledwie 5 punktów w 9 meczach, jest jedyną drużyną bez zwycięstwa, za to posiada najbardziej dziurawą obronę (19 straconych bramek). Trzy tygodnie temu w Mielcu chwalono się pozyskaniem sponsora głównego – Polskiej Grupy Energetycznej. Miasto też sypnęło dodatkowym groszem i klub przestał być postrzegany jak finansowy kopciuszek (choć zawodnicy mogą tu zarobić najwyżej 5 tysięcy zł, a np. GKS Katowice dał Prokicowi dwa razy tyle). Momentalnie wzrosła więc presja na wynik, a wiadomo, że jak nie idzie, zwalnia się trenera. Czy szefowie Stali działali spontanicznie czy może zwolnienie Białka było planowane wcześniej, niezależnie od wyniku spotkania ze Stomilem? Na te pytania odpowiedzi nie uzyskaliśmy. Prezes Stali, Jacek Orłowski nie mógł rozmawiać, we wtorek brał bowiem udział w szkoleniu w PZPN. Dyrektor Bartłomiej Jaskot nie odbierał telefonu. Orłowski odpowiedział jednak na SMS-a, czy w ciągu kilkudziesięciu godzin poznamy nazwisko nowego szkoleniowca. „Hmm, nie wiem czy nawet w poniedziałek. To była szybka decyzja zarządu” – napisał.

Podoliński, Kuźma, a może Mandrysz?
W niedzielę Stal gra w Katowicach z „Gieksą”. Niewykluczone, że zespół poprowadzą do spółki: II trener Maciej Serafiński i trener bramkarzy Bogusław Wyparło. Kandydatów do przejęcia sterów nie brakuje. Na tzw. giełdzie przewijają się m.in. nazwiska Roberta Podolińskiego, Marcina Jałochy, Ryszarda Kuźmy czy Piotra Mandrysza. – Trenerów bez pracy jest co niemiara. W klubie trwa teraz wielki przegląd kadr, bo sztuką jest postawić na odpowiedniego konia. Stal znalazła się w nieciekawym położeniu, margines błędu się skurczył. Trzeba pobudzić zespół i gromadzić punkty, a w zimie ruszyć na zakupy, bo brakuje tu klasowych piłkarzy. Słabe wyniki to nie tylko wina Białka, zawodnicy też są świadomi, że zawodzą. Na każdym kroku powtarzają, że potrafią grać lepiej – oceniła sytuację osoba doskonale zorientowana w klubowych realiach.

Tomasz Szeliga

2 Responses to "Białek: – Byłem przygotowany na ciężką pracę, ale komuś zabrakło cierpliwości"

Leave a Reply

Your email address will not be published.