
Izolacja związana z koronawirusem jest dla osób z depresją szczególnie ciężka. Michael Nowicki, który sam zmaga się z depresją i nie boi się o niej mówić, postanowił pokonać trasę z Warszawy do Krakowa, by powalczyć o swoją psychikę i skłonić innych do zwrócenia uwagi na tę chorobę.
Michael Nowicki jest Anglikiem polskiego pochodzenia. Od 4 lat mieszka w Polsce. – Swoją przygodę z bieganiem zacząłem od triathlonów, kiedy w 2000 roku kolega zmarł na raka. Przez prawie 10 lat koncentrowałem się na tym, ale zakochałem się w biegach ultra i górskich, więc zacząłem biegać i ścigać się w górskich biegach w Szkocji. Już mam na koncie ponad 100 maratonów i ultra maratonów. Realizowałem również różne charytatywne wezwania, takie jak Londyn – Edynburg 2012, Run Wisła 2017. Od 2 lat wspólnie z moją dziewczyną organizujemy biegi górskie w Beskidzie Wyspowym (100 miles of Beskid Wyspowy, Mogielica Trail) i Beskidzie Sądeckim (Przehyba Trail) – opowiada Nowicki.
Dobry plan to podstawa
Tym razem jego wybór padł na 459-kilometrową trasę, którą postanowił przebiec w ramach akcji „Run Wisła” odległość z Warszawy do Krakowa. Biegacz tak ją zaplanował, aby rozbić ją na 8 dni. Od początku trasy towarzyszył mu 12-letni syn Greg, który jechał obok niego na rowerze. W połowie trasy, dołączyła do nich partnerka biegacza Agnieszka Faron, która także biegła fragmenty trasy z synkiem pary. Maluch pokonywał kolejne kilometry w wózku. – W czerwcu 2017 roku w 12 dni przebiegłem wzdłuż całej Wisły – od początków na Baraniej Górze do ujścia Wisły nad morzem, jednak wtedy miałem niezbyt dobrze przygotowaną trasę. Główny problem to była zła strona Wisły oraz zbyt wiele fragmentów po drogach przy Wiśle. Teraz trasa została dobrze dopracowana, dzięki czemu udało się jak najwięcej biec samymi wałami lub drogami w wiklinach przy rzece – opowiada biegacz, który zdradza także cel akcji. – W czasie tego biegu – wraz z Fundacją Bez Klamek – chcemy zwrócić uwagę i zacząć głośniej mówić o problemie, jakim jest, oprócz oczywiście wszechistniejącego koronawirusa, problem depresji. Depresja bowiem zabija człowieka po cichu, małymi kroczkami – przyznaje biegacz, który problem zna od podszewki, gdyż sam także zmaga się z tą chorobą.
Zahaczył o Podkarpacie
Biegacz pokonał kilkudziesięciokilometrową trasę wzdłuż województwa podkarpackiego, a okazją do spotkania go w ubiegłym tygodniu mieli mieszkańcy Sandomierza, gdzie zatrzymał się na nocleg. – Biegnę, bo chcę w ten sposób zwrócić uwagę, że nie tylko koronawirus jest problemem tego świata. Należy zwrócić szczególną uwagę na zdrowie psychiczne i związane z nim zaburzenia i dysfunkcje psychiczne. Izolacja związana z koronawirusem jest dla osób z depresją szczególnie ciężka – nie kryje biegacz.
Małgorzata Rokoszewska


