Bieszczadzkimi śladami Karola Wojtyły

Wyjazdy na kanonizację oferują nie tylko biura podróży, ale i parafie. Te uzależniają program wyjazdu od potrzeb zainteresowanych. Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

Po raz pierwszy przyjechał w Bieszczady w wieku 32 lat. Później, zanim został następcą św. Piotra, wracał tu niezwykle chętnie…

Jako zwykły kapłan przemierzył bieszczadzkie szlaki wzdłuż i wszerz. O Jeziorkach Duszatyńskich napisał wiersz, w Komańczy nocował w wozowni, niestraszne mu były mu nawet 16-godzinne wędrówki… Kiedy był papieżem, podczas pielgrzymki do Polski w 1997 r., lecąc na spotkanie z pielgrzymami z Krakowa do Krosna zawrócił helikopter, aby jeszcze raz spojrzeć na ukochane góry.

Późniejszy papież uroki najpiękniejszej części naszego regionu zaczął odkrywać we wrześniu 1952 r., wędrując z 5-osobową grupą studentów. Pokonał wtedy m.in. trasę z Komańczy, przez Prełuki, Duszatyn do Jeziorek Duszatyńskich i Chryszczatej. Młodemu kapłanowi niestraszne były wszelkie niewygody, czego dowodem był nocleg w ciasnej (2 mkw.), opuszczonej przydrożnej kapliczce, stojącej w Łubnem. Swoją wędrówkę zakończył wcześniej niż planował, na skutek kontuzji jednego z uczestników wyprawy.

Uduchowienie przyczyną spalonych spodni
Do kolejnej wizyty Karola Wojtyły w Bieszczadach doszło niespełna rok później. To właśnie w trakcie tego pobytu kapłan w pełni poznał uroki tego zakątka Polski. Wraz z grupą 17 osób pokonał malowniczy, a zarazem jeden z trudniejszych szlaków, wiodący z Ustrzyk Górnych przez Tarnicę, Halicz, Rozsypaniec i Wołosate, a dalej przez Połoniny Caryńską i Wetlińską, na Smerek, Okrąglik, do Cisnej, kierując się przez Chryszczatą znów do Jeziorek Duszatyńskich. Na dłuższą, bo jednodniową chwilę odpoczynku, pozwolili sobie dopiero w klasztorze w Komańczy. Z noclegiem w tym miejscu wiąże się anegdota. – Z przekazów wynika, że siostry zaproponowały im nocleg w drewnianym budynku gospodarczym, który pełnił funkcję wozowni. Młodzi ludzie spali na słomie, wraz ze swoim przewodnikiem. Ten nie przyznał się, że jest księdzem. Nie chciał swą osobą sprawiać siostrom kłopotu – mówiła w jednym z wywiadów nazaretanka, siostra Bogumiła.

Z innych źródeł wynika, że siostry nazaretanki nie do końca zaufały przybyszom, dlatego zwróciły uwagę Wojtyle, aby jego podopieczni nie palili papierów, bo mogą wywołać pożar.

Niezwykły kapłan wracał jeszcze w Bieszczady m.in. w latach 1956 – 58, 1960, 1963 oraz w 1968 r. Zwiedził góry wzdłuż i wszerz, chociaż widać, że szczególny sentyment miał do Połonin, Jeziorek Duszatyńskich i tras w okolicach Tarnicy. Nie zabrakło go także na Rawkach, Bukowym Berdzie, Otrycie, ale również w okolicach Jeziora Solińskiego (Rajskie, Chrewt, Teleśnica Sanna, Łobozew).

W 1957 r. Grupa Wujka (tak nazywano Karola Wojtyłę) miała się połączyć z inną grupą turystów. Z racji tego, że była już ciemna noc, do spotkania nie doszło, gdyż obie drużyny nie mogły się odnaleźć. Nad ranem okazało się, że nocowali… niedaleko siebie.

Podczas tej samej wyprawy Wojtyła przekonał się, że nadmierne uduchowienie nie zawsze kończy się dobrze. Podczas jednego z dyżurów, kiedy jako bazowy miał obowiązek suszyć mokre ubrania nad ogniskiem, zapomniał się. Skutkiem były… spalone spodnie.

W góry ze sprzętem liturgicznym
Na jednej z wędrówek Wojtyła odprawił nietypową, bo konspiracyjną mszę świętą. Liturgia odbyła się przy zasłoniętych oknach… w stanicy patrolu WOP (który zatrzymał i przenocował turystów), by ich „gospodarze” się nie zorientowali, kogo goszczą.

Szczególną wyprawą była ta z 1958 r., kiedy to zamyślony Wojtyła przemierzał bieszczadzkie szlaki samotnie. Był to wyjątkowy okres dla niego, bo to wtedy przymierzano go do godności biskupa. Wysoka pozycja w hierarchii kościelnej nie wpłynęła na jego pasję wędrowania i jako biskup wciąż przyjeżdżał w Bieszczady.

Ostatnia wizyta Karola Wojtyły w Bieszczadach, już jako kardynała i metropolity krakowskiego, miała miejsce w 1968 r. i była związana z intronizacją cudownej ikony rudeckiej na ołtarz kościoła w Jasieniu k. Ustrzyk Dolnych, który później stał się Bieszczadzkim Sanktuarium Maryjnym.

Widać, że Bieszczady zajęły szczególne miejsce w sercu Karola Wojtyły. Już jako papież Jan Paweł II nie miał więcej okazji, by wyruszyć na ukochane szlaki, mógł jedynie podziwiać je z pokładu helikoptera. Ostatni raz spojrzał na Bieszczady 9 czerwca 1997 r., kiedy to w drodze z Krakowa do Krosna jego śmigłowiec zboczył z pierwotnie wyznaczonej trasy, by papież jeszcze raz mógł nacieszyć oczy bieszczadzkim krajobrazem…

***
W tekście wykorzystano fragmenty książki „Bieszczadzkimi i beskidzkimi śladami Karola Wojtyły”, autorstwa Andrzeja Potockiego.

Aneta Jamroży, Marcin Jeżowski

One Response to "Bieszczadzkimi śladami Karola Wojtyły"

Leave a Reply

Your email address will not be published.